Centrum handlowe ma udany start. Deweloper nie wystawia go na sprzedaż. Na razie.
Wrocławska spółka jest usatysfakcjonowana pierwszymi tygodniami działalności centrum handlowego Marino.
— Okazało się, że mamy tu do czynienia na razie z przypadkiem centrum osiedlowego: sklepu, gdzie klienci robią codzienne zakupy — mówi Henryk Feliks, wiceprezes Ganta.
Oznacza to, że liczba klientów odwiedzających Marino rozkłada się niemal równo w całym tygodniu. Od poniedziałku do czwartku centrum odwiedza średnio 13 tys. osób dziennie. W weekendy liczba ta rośnie do 16 tys. To odróżnia Marino od centrów, w których ruch koncentruje się w weekendy i ma wpływ na dobór najemców. Pozostały do wynajęcia ostatnie lokale (około 1000 mkw., cały obiekt ma nieco ponad 18 tys. mkw.).
— Zależy nam na bardzo precyzyjnym doborze najemców, by osiągnąć optymalny zestaw sklepów i punktów usługowych — wyjaśnia Henryk Feliks.
Deweloperowi nie spieszy się ze sprzedażą Marino, choć zarząd przyznaje, że gdyby pojawił się klient ze sporą gotówką (wartość w księgach 170 mln zł), byłby gotów dobić targu.
— Zapytamy rynek o zainteresowanie wiosną, zapewne w marcu lub w kwietniu — mówi Henryk Feliks.
W trudnych dla mieszkaniówki czasach Gant planuje kolejne inwestycje komercyjne. Projektuje niewielkie centrum handlowe w Bogatyni. Czeka na decyzję o warunkach zabudowy dla biurowca we Wrocławiu. Na początku roku spodziewa się warunków dla inwestycji w Krakowie — budowa mogłaby się rozpocząć latem.
Tymczasem rynek zdaje się nie wierzyć w to, że Gant wykona obniżone tegoroczne prognozy. Zarząd jest jednak na razie spokojny.
— Spodziewamy się podpisania umów na zakup mieszkań z klientami inwestycyjnymi [kupującymi po kilka, kilkanaście lokali — red.]. Nie ma przesłanek do korekty prognoz —twierdzi Henryk Feliks.
