Wartość „politycznych” aut wacha się od kilku tysięcy złotych, do nawet 200 tys. Najciekawszy jest przypadek ministra środowiska, który jeździ Toyotą Prius. – Myślę, że ministrowi środowiska przystoi jeździć hybrydowym autem – mówi Magdalena Sikorska, rzecznik resortu.

Najlepsze auta ma Kancelaria Premiera, która dysponuje 73 pojazdami różnego rodzaju. Premier ma w swoim służbowym garażu auta osobowe, dostawcze, mikrobusy, a nawet ciężarowe. Z szefem rządu może się równać tylko minister spraw zagranicznych Radek Sikorski, który ma do dyspozycji 72 auta, głównie luksusowych marek. Główna limuzyna to Mercedes klasy S.
Minęły czasy kiedy Waldemar Pawlak (obecnie wicepremier i minister gospodarki) lansował Polonezy. Dziś gustuje raczej w Mercedesach.
– Skandalem jest, że przez 20 lat nikt nie scentralizował tak poważnych
zakupów, jakim są auta. Fakt, że urzędnicy mogą pojedynczo decydować o zakupach,
tworzy pole do nadużyć. Przegląd zaś marek od Sasa do lasa z pewnością nie
przyczynia się do oszczędności na obsłudze serwisowej - ocenia prof. Witold
Orłowski, główny ekonomista PricewaterhouseCoopers.
