Właśnie teraz obserwujemy taką sytuację. Codziennie nowe informacje, które pokazują prymat polityki nad gospodarką. Padają też pytania, czy będzie to powtórka z zimy 2009 r.
Umowa z Chinami
Przypomnijmy: Gazprom zażądał od Ukrainy zapłaty z góry za czerwcowe dostawy gazu. Termin wyznaczył na 2 czerwca. Według Kremla notoryczne niewywiązywanie się z płatności spowodowało, że ukraiński dług za gaz urósł do ponad 3,5 mld dolarów. Ukraina kwestionuje te wyliczenia. I żeby nie zostać bez gazu, od niedawna zwiększa import z Węgier. Zamiast dotychczasowych 22,5 tys. m sześc. odbiera 2,46 mln m sześc. gazu na dobę. To znaczy, że w sumie może zaimportować od węgierskiej strony około 0,9 mld m sześc. gazu rocznie. To mniej niż pięć procent jej rocznego zapotrzebowania. Biorąc jednak pod uwagę niepewność dostaw z Rosji, nawet taka ilość surowca ma duże znaczenie. W dodatku, choć sprowadzany z Węgier gaz też jest rosyjski, to kosztuje mniej niż dostarczany bezpośrednio. Z nieoficjalnych informacji wynika, że Ukraina ma płacić Węgrom 390-400 dolarów za 1000 m sześc. gazu.
To prawie o 100 dolarów mniej niż zażąda Gazprom, który narzucił Ukrainie najwyższą cenę w Europie — 485,5 USD. Brokerzy spekulują, że gaz z Węgier sprzedaje jedna z firm niemieckich. Rosja dostarcza do UE około 163 mld m sześc. surowca. Pokrywa to około 30 proc. europejskiego zapotrzebowania. Groźba Gazpromu zakręcenia kurka wygląda na testowanie Europy. Zresztą nie jest to najlepsza pora na takie groźby. Jesteśmy poza sezonem grzewczym, więc braki surowca byłyby mniej dokuczliwe niż jesienią lub zimą. Zgodnie z podpisaną ostatnio umową z Chinami z Rosji do Państwa Środka rocznie popłynie 38 mld m sześc. gazu. To około jednej czwartej tego, co Rosja wysyła do UE. Ale gaz będzie pochodził z innych źródeł i musi powstać cała infrastruktura przesyłowa. Żądania rosyjskiego koncernu wzbudziły obawy także o dostawy ropy naftowej do Europy. Ale tu włączyła się Arabia Saudyjska, gotowa dostarczyć taką ilość ropy, która uzupełni ewentualne niedobory. W dodatku po 100 dolarów za baryłkę. Dla Rosji byłby to problem, bo według ekspertów Deutsche Banku, poziomem krytycznym dla Moskwy jest 101,70 dolarów za baryłkę Brent. Inaczej budżet się nie zbilansuje. A deficyt byłby teraz dla Putina niezwykle kłopotliwy.
Gaz w magazynach
Jesienią mają się odbyć rozmowy PGNiG i Gazpromu w sprawie cen gazu. Wtedy będzie wiadomo, czy Rosja usztywni stanowisko. Na razie Ministerstwo Gospodarki uspokaja, że wraz z firmą Gaz- System przygotowało plany reagowania pozwalające utrzymać stabilność krajowego systemu gazowego. Na razie dostawy w ramach kontraktów odbywają się bez zakłóceń, a polski operator systemu przesyłowego jest w stałym kontakcie z operatorem ukraińskim. To ważne, bo przez Ukrainę płynie prawie 40 proc. (3,8 mld m sześc. w 2013 r.) gazu dostarczanego do Polski z Rosji w ramach kontraktu jamalskiego.
Polski system gazowy ma być dobrze zabezpieczony na ewentualność zakłóceń dostaw dzięki rozbudowanych w ostatnich latach połączeniom transgranicznym z unijnym rynkiem energii. Na początku kwietnia 2014 r. uruchomiono tzw. rewers fizyczny na gazociągu jamalskim pozwalający uzupełniać dostawy gazu zakupami na rynkach państw członkowskich UE. Poza tym w ostatnich latach znacząco zwiększono pojemność podziemnych magazynów. Od kwietnia tłoczy się do nich gaz przed sezonem zimowym 2014/15. Już jest w nich około 1,5 mld m sześc., a jesienią ma być ponad 2,5 mld m sześc.
Największy odbiorca
Krajowe zużycie w 1013 r. wyniosło 16,1 mld m sześc. gazu. Największym odbiorcą jest przemysł chemiczny, a jego liderem Grupa Azoty, która zużywa rocznie około 2,4 mld m sześc. Cena gazu określa opłacalność produkcji, szczególnie nawozów.
— Nie mamy żadnych sygnałów o zagrożeniach dostaw gazu ziemnego zza wschodniej granicy. Poza tym płynie on do nas zarówno przez Ukrainę, jak i przez Białoruś, a ostatnio dzięki odpowiedniej infrastrukturze również zza zachodniej granicy. Sytuacja między Rosja a Ukrainą jest wciąż napięta, więc jesteśmy w stałym kontakcie z PGNiG i Gaz-Systemem. Handicap daje nam dywersyfikacja zaopatrzenia w gaz naszych spółek z lokalnych źródeł i z Zachodu. W ten sposób w Grupie Azoty w tym roku kupimy już do 30 proc. surowca. W ostatnich tygodnia dzięki znaczącym spadkom cen gazu na giełdzie towarowej zaczęliśmy dodatkowo korzystać z tej formuły zakupów. W przyszłości dzięki powstającemu świnoujskiemu gazoportowi ta forma dywersyfikacji może jeszcze bardziej nas uniezależnić — mówi Paweł Jarczewski, prezes Grupy Azoty.
Dodaje, że konflikt z Rosją może mieć fatalne skutki dla przemysłu i rolnictwa ukraińskiego. W pierwszym kwartale spadł eksport mocznika i saletry amonowej z Ukrainy do UE. Ze względu na drastyczny wzrost cen gazu część produkcji została tam wstrzymana. Dochodzą sygnały, że również nie cały areał został zasiany, a przecież Ukraina to czwarty na świecie producent pszenicy.
Po zimie 2009 r., kiedy Rosja przykręciła Europie kurek z gazem, mamy kolejny przykład, jak niewiele czasu zostało na poprawienie bezpieczeństwa dostaw. Trzeba jak najszybciej dokończyć budowę gazoportu w Świnoujściu. Tylko on (wraz z interkonektorami) gwarantuje, że gazu nam nie zabraknie.