Firmy chcące budować kilometr autostrady do Niemiec chcą wiedzieć, czy drogowa dyrekcja odbierze trasę mimo wad.
Na jakiej wysokości mają wisieć pisuary w toaletach? — takie pytanie zadał kiedyś jeden z wykonawców chcących budować przyautostradowe miejsca obsługi podróżnych. Teraz na Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) spadł grad pytań dotyczących budowy kilometra trasy A2, która ma połączyć odcinek z Nowego Tomyśla z przejściem granicznym do Niemiec. Przyszli wykonawcy chcą wiedzieć, czy dyrekcja odbierze kilometrową autostradę, nawet jeśli stwierdzi usterki w jej wykonaniu, i czy będą one miały wpływ na wypłatę wynagrodzenia. Wykonawcy pytają nawet, czy wystarczy odszkodowanie na poziomie 10 proc. wynagrodzenia brutto za odstąpienie od budowy, jeśli wykonają fuszerkę.
— Wykonawcy mają duże potrzeby informacyjne i przesyłają nam różne pytania. Dyrekcja uruchomiła ostatnio wiele nowoczesnych laboratoriów i wiele istniejących zmodernizowała, dzięki czemu coraz więcej usterek wykrywamy i co-raz głośniej o tym mówimy — informuje Marcin Hadaj, rzecznik GDDKiA.
Wykonawcy chcą więc mieć pewność, co ich czeka, jeśli wykonają bubel. Co odpowiedziała im dyrekcja? Okazuje się, że weźmie drogę, ale tylko wtedy, jeśli w realizacji kontraktu wystąpią tzw. wady nieistotne.
— Zazwyczaj w takiej sytuacji dokonujemy warunkowego odbioru, a wykonawca musi usunąć usterki na własny koszt — mówi Marcin Hadaj.
Pytanie tylko, co znaczą wady nieistotne? Jeden z niedawnych przykładów to trasa S8. GDDKiA zgodziła się na jej warunkowe otwarcie, chociaż stwierdziła, że zastosowano mniejszą niż trzeba ilość asfaltu, uszkodzenia barier i liczne spękania.