Z dziewięciu spółek,
które wzięliśmy pod lupę, próżno szukać
perły. Najlepiej, po raz drugi z kolei,
zaprezentowała się instytucja
stworzona przez Leszka Czarneckiego
Przy tworzeniu rankingu pod uwagę wzięliśmy dziewięć wskaźników kluczowych dla oceny kondycji banku z punktu widzenia inwestora. Sprawdziliśmy, jak bank radzi sobie z zarabianiem na podstawowej działalności, jak efektywnie wykorzystuje posiadany kapitał, jak dynamicznie zdobywa rynek lub broni swojej pozycji, a także — czy klienci mogą być spokojni o jego wypłacalność.
Przez tak gęsto ustawione sieci znów najlepiej przepłynął Getin Holding, a przyczyna jego bezdyskusyjnego prymatu to — podobnie jak w trzecim kwartale 2008 r. — dynamiczny wzrost skali działalności. Getin zdystansował konkurentów aż w pięciu z dziewięciu kategorii: wzroście wyniku odsetkowego, wyniku z tytułu prowizji i opłat, relacji kosztów do dochodów oraz w dynamice kredytów i depozytów. Lider stosunkowo najsłabiej wypadł w zestawieniu, w którym wzięliśmy pod uwagę stosunek kredytów do depozytów (wynosi on 107 proc., mniej korzystną relację mają jedynie BRE Bank i Kredyt Bank).
Drugą pozycję utrzymała PKO BP. Bank, kontrolowany przez skarb państwa, okazał się bezkonkurencyjny pod względem rentowności kapitału własnego. Na koniec roku sięgnęła ona 25,2 proc.
Największy skok w rankingu wykonały Pekao i Citibank Handlowy. Pekao, największy (oprócz Unicredit) pod względem kapitalizacji giełdowy bank zawdzięcza to przede wszystkim przejęciu części Banku BPH, co zaprocentowało ponadprzeciętną dynamiką dochodów oraz zysku netto. Ten ostatni wzrósł o 28 proc. Żaden inny z analizowanych banków nie mógł się pochwalić wzrostem czystego zarobku w czwartym kwartale. Zaskakujące jest, że średni spadek zysku netto wyniósł aż 45 proc., a ING BSK zakończyło miniony okres dawno niewidzianą stratą netto.
Citibank Handlowy awansował w zestawieniu m.in. dzięki utrzymaniu na bardzo wysokim poziomie (najwyższym w branży) współczynnika wypłacalności. W sumie jednak w ostatnim kwartale 2008 r. wskaźnik ten spadł w przypadku wszystkich banków (oprócz Pekao). W największym stopniu dotyczyło to Banku Millennium (z 12 do 9,7 proc.). W przypadku Kredyt Banku współczynnik niebezpiecznie zbliżył się do wymaganego regulacjami prawnymi poziomu 8 proc., bo wynosi 8,8 proc. Średnia wartość dla sektora obniżyła się w ciągu trzech miesięcy o 1 pkt proc., do 10,4 proc. Nie dziwi więc, że zarządy banków już myślą o pozostawieniu zysków w spółkach. Większość zadeklarowała, że nie będą rekomendować walnemu zgromadzeniu akcjonariuszy wypłaty dywidendy z zysku w 2008 r.
Aż o trzy pozycje — z piątej na ósmą — w rankingu osunął się Bank Zachodni WBK. Powód to bardzo odległe pozycje w kategoriach dynamika dochodów i zysku netto. Ten ostatni spadł aż o 76 proc., gorsze było tylko ING BSK. Miano czerwonej latarni nadal dzierży natomiast Kredyt Bank, który tkwi tam m.in. przez rekordowo wysoki na tle konkurentów wskaźnik kosztów do dochodów (ponad 70 proc., przy średniej 57 proc.), niską rentowność kapitału własnego (zaledwie 13,2 proc., gorsze jest tylko ING BSK), słabą dynamikę dochodów z prowizji i opłat oraz wspomniany niski poziom współczynnika wypłacalności.
W sumie dla całego giełdowego sektora czwarty kwartał był mniej udany niż poprzedni. To nie jest niespodzianką, jeśli wziąć pod uwagę szybko pogarszającą się kondycję gospodarki, skokowe osłabienie złotego (oba czynniki przełożyły się na gwałtowny wzrost kosztów rezerw w bankach), a także nadal kiepską koniunkturę na rynkach finansowych. Z dziewięciu analizowanych wskaźników pogorszyło się aż siedem, jeden (mediana wyniku z prowizji i opłat) nieznacznie się poprawił. Wzrost wartości kredytów w bilansach banków (co do niedawna odczytywano by pozytywnie) teraz już nie ma tak jednoznacznej wymowy, bo w znacznej mierze to konsekwencja zmian na rynku walutowym, a nie zwiększenia akcji kredytowej.
Bessa każe oczekiwać, że będzie to trudny rok dla naszej branży. Należy spodziewać się pogorszenia wyników. Stabilizacji na rynku kapitałowym spodziewałbym się dopiero w drugiej połowie 2009 r., a znaczącej poprawy w pierwszej połowie 2010 r.
Nasz biznes opiera się głównie na projektach IPO. Teraz mamy w swoim portfelu kilkanaście takich projektów, jednak z racji dekoniunktury jesteśmy zmuszeni przesuwać ich realizacje. Zastój na rynku pierwotnym chcemy częściowo rekompensować wpływami z nowych produktów. Mam tu na myśli pośrednictwo w transakcjach fuzji i przejęć oraz na rynku obligacji. Chciałbym dodać, że nadal dysponujemy sporą gotówką.
Adrian Dzielnicki, wiceprezes WDM
Kamil Zatoński