Warta 40 mln zł spółka specjalizująca się w budownictwie komunikacyjnym trafi pod młotek. Kolejka chętnych jest bardzo długa.
PRK7 to ostatnia po Torpolu tej wielkości spółka specjalizująca się w budownictwie komunikacyjnym, która jeszcze nie znalazła nabywcy. I ostatnia na razie z dawnego zrzeszenia pod nazwą Państwowe Przedsiębiorstwo Robót Komunikacyjnych (PPRK), która może zostać sprzedana. Przedsiębiorstwo Kolejowych Robót Elektryfikacyjnych z Wrocławia w 2004 r. połączyło się ze spółką Trakcja Polska, a rok później znalazło inwestora strategicznego — hiszpańską grupę COMSA. Poznańskie PRK jest kontrolowane obecnie przez Zbigniewa Jakubasa, a PRK Kraków pozostaje jednoosobową spółką skarbu państwa i niewiele wskazuje na to, by w najbliższym czasie miało zostać sprywatyzowane.
Tłum inwestorów
PRK7 zamierza wystawić na sprzedaż syndyk. W ramach sprzedaży dotychczasowy właściciel firmy, PRInż Holding, w ubiegłym roku ogłosił upadłość. Nie ma to jednak wpływu na sytuację spółki córki, której wartość szacuje się na 40 mln zł. W ubiegłym roku PRK7 miało 125 mln zł obrotu.
Zainteresowanie PRK7 wyrażają m.in. Polimex-Mostostal Siedlce, Budimex, czeskie konsorcjum Tchas, Mostostal Warszawa i brytyjski Jarvis. Do transakcji ma dojść jeszcze w tym roku.
Walka o miliony
PRK7 przegrało wczoraj rozprawę z PKP PLK przed sądem arbitrażowym Urzędu Zamówień Publicznych. Spółka złożyła protest w związku z unieważnieniem przetargu na przebudowę stacji Gdynia Główna, od której miała się zacząćmodernizacja trasy do stolicy. Władze PRK7 twierdzą ponadto, że ich oferta była najkorzystniejsza — zaledwie o 0,7 proc. przekraczała kosztorys inwestorski. Tymczasem PKP PLK, unieważniając przetarg, wskazały jednocześnie jako najlepszą propozycję złożoną przez Volker Rail — droższą o 8 mln zł. PKP PLK twierdzą, że odrzuciły korzystniejszą finansowo ofertę PRK7, bo jeden z pracowników — lider projektu — nie miał uprawnień do kierowania robotami przy instalacjach sanitarnych.
— Ta osoba wielokrotnie występowała w podobnych przetargach i żadna komisja PKP nie kwestionowała jej kwalifikacji. Wniesiemy teraz sprawę do sądu cywilnego. Będziemy udowadniać, że PKP PLK, które mają problem z wykorzystaniem unijnych środków, wolą opóźniać rozstrzygnięcie przetargów i z błahych powodów wydawać więcej pieniędzy, kiedy mogą zapłacić mniej — mówi Przemysław Wróbel, wiceprezes PRK7.
Całkowita wartość pierwszego etapu przetargu to ponad 105 mln zł.