Giełdowa fikcja dogania rzeczywistość

Nasz rynek kapitałowy nie jest wprawdzie jakimś "Sin City", ale Tomasz Prusek w swoich thrillerach pokazuje ciemną stronę świata finansów i radzi "zdjąć nogę z gazu". Dziennikarz ekonomiczny i prezes Fundacji Przyjazny Kraj właśnie wydał drugą powieść pt. "P.I.I.G.S."

ŁUKASZ OSTRUSZKA: Proszę przedstawić Olgę Kirsch, o której narrator mówi, że jak Bóg ją tworzył, to w niebie trwała hossa.  

Wyświetl galerię [1/2]

Tomasz Prusek

ARC

TOMASZ PRUSEK*: Olga Kirsch to bohaterka, którą stworzyłem z cech wielu osób z polskiej giełdy. Jest młodą finansistką, emanacją środowiska tworzącego u nas rynek kapitałowy. Pamiętajmy, że w latach 90-tych giełdę tworzyli ludzie bardzo młodzi, często między 20 a 30 rokiem życia. Olga jest świetnie wykształconą zarządzającą funduszem inwestycyjnym, ale ma coś więcej niż tylko intuicję i profesjonalne przygotowanie – ma też zasady moralne i etyczne, które nie pozwalają jej robić pewnych rzeczy. Bohaterka książki pokazuje, że w świecie finansów zasady powinny chodzić na wysokich obcasach. Jeśli ktoś szuka tam jednak sprawiedliwości, to mało prawdopodobne, że ją znajdzie, bo to bezwzględna gra interesów. Warto mimo wszystko postępować etycznie i kierować się zasadami, co nie znaczy, że jest to zawsze opłacalne.  

Czy Olga jest rachunkiem sumienia polskiego rynku kapitałowego? 

Myślę, że część czytelników może dojść do takiego wniosku. Lecz sumienie rynku kapitałowego jest tak naprawdę sumieniem zbiorowym. Na naszym rynku wydarzyło się wiele rzeczy złych i wstydliwych, o których często chcielibyśmy jak najszybciej zapomnieć, mając nadzieję, że już więcej się nie powtórzą. A jednak się powtarzają. Jeszcze dwa lata temu nie myśleliśmy, że giełdowa spółka może sprzedać obligacje za 3 mld zł tysiącom inwestorów i ich nie spłacić. Olga jest sumieniem rynku, ale w tym sensie, że pokazuje jego wszystkie słabości. Sama potrafi jednak w najtrudniejszych momentach zastosować zasadę prezydenta Abrahama Lincolna: „Jeśli nie wiesz, jak się zachować, to zachowaj się przyzwoicie.” Kiedy zarządza się nie swoimi pieniędzmi, to można ulec pokusie, żeby przedkładać interes swojej instytucji ponad wszystko, ryzykować ponad miarę, albo wręcz działać na własny rachunek kosztem klientów. Chciałem pokazać, że tacy zarządzający jak Olga są na rynku potrzebni, bo wnoszą jakość i uczciwość.  

Powiedział Pan, że Olga jest „zlepkiem” postaci, a więc mamy tego typu moralnych herosów. 

Nasz rynek kapitałowy nie jest wcale jakimś „Sin City”. Znam bardzo wielu dobrych, uczciwych, profesjonalnie działających ludzi. Z giełdą jest jednak trochę jak z autostradą. Wypadki zdarzają się bardzo rzadko, normalnie ruch jest bezpieczny, ale jeśli już zdarzy się wypadek, to konsekwencje są na ogół olbrzymie. Trzeba więc ostrzegać uczestników ruchu, żeby zdjęli nogę z gazu i zastanowili się dwa razy nim wykonają manewr, którego wszyscy będą żałować. Dlatego opisuję ciemną stronę finansów jako przestrogę. Poza tym czytelnicy chcą zobaczyć co jest po drugiej stronie lustra, więc ich zabieram ze sobą i pokazuję, co ludzie są w stanie zrobić dla pieniędzy kierując się chciwością. Tam gdzie na rynku finansowym kończy się uczciwość, tam zaczyna się korupcja, defraudacje, historie, za które na końcu płacą niewinni, zwyczajni ludzie.  

Wiele lat pracy dziennikarskiej za Panem, więc pomysłów na książki chyba nie brakuje? 

Za każdym razem, kiedy kończę książkę, to myślę już o czym mogłaby być następna. Rynek finansowy jest tak bogaty i dynamiczny, a wydarzenia na giełdzie i wokół giełdy przybierają czasem tak niespodziewany obrót, że tematów nie brakuje. Dla pisarzy, którzy chcą opowiadać w beletrystycznej formie historie o kulisach świata finansów pracy jest pod dostatkiem.  

Jak odróżnić fikcję od prawdy, gdy życie pisze nieraz gotowe scenariusze? 

Realne wydarzenia, takie jak kryzys finansowy w 2008 r. czy kryzys strefy euro, inspirują do tego, by odsłonić rynkowe mechanizmy i wskazać postawy ludzkie, bo to one są w tym wszystkim najciekawsze. Mamy handel algorytmiczny, coraz bardziej zdehumanizowane transakcje akcjami czy obligacjami, ale zawsze w centrum uwagi jest człowiek. To on wymyśla algorytm, programuje, podejmuje decyzje. Rynek papierów wartościowych zależy nadal cały czas od człowieka, jego emocji, systemu wartości, pojmowania dobra i zła. Każdą historię fikcyjną tworzy się inspirując wydarzeniami, których było się świadkiem, albo usłyszało się od osób zaangażowanych w dane transakcje. Porównuję powieść do puzzli, które autor zbiera w swojej głowie przez wiele lat. W końcu przychodzi dzień, w którym siada i zaczyna te puzzle składać. Czasem okazuje się po napisaniu książki, że fikcja literacka potrafi dogonić rzeczywistość. 

Pisanie powieści różni się od codziennej pracy dziennikarza ekonomicznego. Czy szybko odnalazł Pan nowy rytm? 

To jest absolutnie niesamowite przeżycie, bo miałem właściwie „ciąg” do pisania. Zdarzało się, że pisałem przez kilka dni po 16 godzin dziennie, a na końcu miałem zaburzenia równowagi, nie odróżniałem dnia od nocy. Zaczynałem o 5 rano, gdy umysł jest najbardziej wydajny i kreatywny. Niewiele jadłem, niewiele piłem. W ciągu tak intensywnego dnia pracy można napisać nawet około 20 tys. znaków powieści. Dziennikarz jest zazwyczaj wtłoczony w dość określone formy gatunkowe, czy objętościowe. To z jednej strony ułatwia pracę redakcji, ale z drugiej mocno ogranicza dziennikarza. Pisanie książek daje poczucie wolności, wyzwala z więzów.  

1646e18c-8c31-11e9-bc42-526af7764f64
Puls Biznesu po godzinach
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE
Puls Biznesu po godzinach
autor: Marcin Goralewski
Wysyłany raz w tygodniu
Marcin Goralewski
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Czy dlatego napisał Pan powieść, a nie na przykład książkę na półkę z literaturą faktu? 

Literatura faktu z zakresu finansów to niezwykle trudne zadanie w Polsce. Różnimy się w tym względzie ogromnie od Amerykanów. W USA literatura faktu jest bogata, wysoko ceniona. Bardzo wielu ludzi ze sfery finansów czy polityki mówi otwarcie i pod nazwiskiem jak było, i nie stara się tego ukryć lub pudrować. Kiedy poczyta się amerykańskie książki i artykuły o kryzysie z 2008 r., to widać to doskonale. Nagle czytamy wypowiedź wysokiego rangą urzędnika administracji federalnej, w której pojawia się niecenzuralne słowo na „f”, ale to znaczy, że on tego słowa użył. Nikt się nie wypiera takich rzeczy. U nas panuje przekonanie, że pieniądze lubią ciszę. Mamy lęk przed tym, żeby pod swoim nazwiskiem powiedzieć rzeczy kontrowersyjne.  

Z czego to wynika? 

Moim zdaniem jest to spuścizna historyczna. Przez długi czas nie mieliśmy utrwalonej państwowości i rządów prawa. Panowała kultura tajemnicy. Jest nawet takie powiedzenie: „Nie mów nikomu, co się dzieje w twoim domu”. Polacy przyswoili tę zasadę nie tylko w rodzinach, ale także w branży finansowej. Wielokrotnie ktoś mówił mi o niesłychanie interesujących rzeczach, ale kończył wypowiedź sakramentalnym: „Tylko nawet nie myśl, żeby o tym pisać.” Trudno więc tworzyć literaturę faktu, skoro w finansach nie ma osób, z którymi można otwarcie i pod nazwiskiem o tym porozmawiać. Brakuje tych odważnych, którzy powiedzą, że było tak a tak, działo się to i tamto. Ratunkiem jest powieść.  

Co przemycił Pan do swojej najnowszej powieści? 

Absolutnie fascynujące  kulisy świata spekulacji na globalnym rynku obligacji. To jest coś, co tak naprawdę może decydować o losie nie tylko poszczególnych firm, czy potężnych instytucji finansowych, ale nawet całych państw. Kulisy spekulacji są czymś co jest… 

Przerażające? 

Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że w gruncie rzeczy jak od niewielu osób zależy nasz los. To trochę tak jak z walnym zgromadzeniem akcjonariuszy, gdy ktoś wkłada kartę na „tak” lub „nie”. On nie tylko przesądza o uchwale, ale często także o przyszłości i pracy setek, czasem tysięcy ludzi, którzy nie zdają sobie z tego sprawy. Podobnie jest z państwami. Rządy mogą myśleć, że potrafią utrzymać dług w ryzach, a nagle okazuje się, że ktoś rozpoczyna ogromne spekulacje obligacjami i staje się głównym rozgrywającym. Skutki dotyczą wtedy milionów ludzi, którym wydaje się, że to  odległy świat. Siła rażenia jest zresztą nie tylko finansowa, ale także społeczna.  

Czy spekulacje stały się chorobą współczesnego kapitalizmu?  

Spekulacja jest dobra, bo spekulanci podtrzymują płynność obrotu. Nie wolno spekulantów o wszystko obwiniać. Politycy mają swoje na sumieniu, bo polubili życie na kredyt. Ostatnie dekady przyniosły ogromną nadwyżkę w płynności. Świat zaczął się zadłużać na niewyobrażalną skalę. Instrumentów finansowych jeszcze mnóstwo. Inżynieria finansowa jest skomplikowana, wymyślane są konstrukcje, których na koniec dnia nie rozumieją nawet sami ich twórcy. Istnieje więc pokusa, żeby tych narzędzi używać na coraz większą skalę, nie oglądając się na skutki. Jeśli spekulanci, np. „sępie fundusze” poczują krew, czyli widzą, że firma lub bank krwawi, to np. grają na „krótką sprzedaż”. Dokładnie tak samo jest w przypadku obligacji, gdzie można spekulować również na ich ubezpieczeniach i rozchwiać cały rynek.  Gdyby firmy i państwa nie zadłużały się ponad miarę, to nie byłoby pokusy, żeby grać na długu w ten sposób.  

Jak Pan sobie wyobraża to wszystko za 10 lat? 

Najbardziej boję się zdehumanizowania rynków finansowych, czyli odsunięcia człowieka i wejścia w to miejsce sztucznej inteligencji, dalszego rozwoju handlu algorytmicznego. Człowiek zawsze jest w stanie naprawić swój błąd… 

Bo czasem ma zdolność do refleksji? 

Może się zreflektować, dojść do wniosku, że wyrządził komuś krzywdę, coś zepsuł, postąpił niewłaściwie z etycznego punktu widzenia. Algorytm tego nie potrafi. To ogromne zagrożenie, bo może się okazać, że taki handel wymknie się spod kontroli i zastopowanie katastrofalnej sekwencji zdarzeń będzie niemożliwe. Chyba, że mówiąc obrazowo, ktoś wyjmie przysłowiową wtyczkę z gniazdka. Wolałbym, żeby człowiek był na początku i końcu wszystkiego.  

Rozmawiał Łukasz Ostruszka 

*Tomasz Prusek - dziennikarz ekonomiczny, prezes think thanku Fundacja Przyjazny Kraj, komentator giełdowy, laureat nagród dziennikarskich, w tym Nagrody im. Eugeniusza Kwiatkowskiego i Citigroup Journalistic Excellence Award. Przez wiele lat związany z "Gazetą Wyborczą". " P.I.I.G.S." jest jego drugą powieścią. W 2014 roku wydał "K.I.S.S.", której akcja dzieje się na giełdzie w Warszawie i na Wall Street podczas kryzysu finansowego 2008 r..

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Ostruszka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu