Giełdowi gracze stawiają na Europę

Kamil KosińskiKamil Kosiński
opublikowano: 2015-07-26 22:00

Akcje firm z Europy Zachodniej to obecnie najlepsza inwestycja. Nasz region jest niepewny, a Chiny zdecydowanie ryzykowne

W piątek opublikowano serię wskaźników koniunktury PMI dla Chin, Niemiec, Francji i całej strefy euro. Wszystkie były niższe od poprzednich wartości, a na dodatek niższe od oczekiwań. Eksperci mają jednak do nich diametralnie różny stosunek. — Dane z Europy były słabe, ale biorąc pod uwagę zamieszanie z Grecją i dane z Chin, można je odczytywać jako dobre.

Wskazują, że wzrost gospodarczy może nie przyspiesza, ale ma się dobrze. Natomiast dane z Chin zawiodły na całej linii. Okazały się dużo niższe od oczekiwań, ale też słabe w szczegółach — nowe zamówienia poszły w dół, nowe zamówienia eksportowe też wypadły bardzo słabo. To stawia pod znakiem zapytania przyspieszenie chińskiej gospodarki — mówi Bartosz Sawicki, kierownik departamentu analiz w Domu Maklerskim TMS Brokers.

— Giełdy zignorowały odczyty PMI w Europie. Co prawda okazały się gorsze od oczekiwań, ale nadal znajdują się powyżej 50 pkt., które uważa się za granicę wzrostu. Poza tym należy zauważyć, że wpływ na wartość indeksów mają nastroje menedżerów, którzy wypełniają ankiety. A na te nastroje z pewnością wpłynęło zamieszanie z Grecją w połowie lipca. To wtedy wypełniane były ankiety — dodaje Arkadiusz Trzciołek, analityk X-Trade Brokers DM.

Europa, ale jaka

Nasi rozmówcy podkreślają, że kluczowy dla europejskich giełd będzie rozpoczynający się sezon publikacji wyników spółek. Ich zdaniem, nie ma jednak obaw o wzrost gospodarczy. Mateusz Adamkiewicz, analityk rynków finansowych w HFT Brokers DM, zwraca uwagę, że odbicie dotyczy już nie tylko Niemiec, ale również gospodarek południa kontynentu — Włoch i Hiszpanii. Będzie je też wspierać polityka luzowania ilościowego, prowadzona przez Europejski Bank Centralny.

— Indeksy powinny zakończyć ten rok i przyszły na dużo wyższych poziomach — podkreśla Mateusz Adamkiewicz. Inwestujący w fundusze ETF lub pochodne oparte na zachodnioeuropejskich indeksach nie powinni więc narzekać. Zdania są natomiast podzielone co do wyników zwykłych funduszy lokujących pieniądze w naszym regionie, jakich niemało jest w ofercie TFI. — Perspektywy dla Europy Środkowej i Wschodniej są raczej pozytywne. Można oczekiwać, że utrzymywanie łagodnych warunków monetarnych powinno sprzyjać odbiciu indeksów — mówi Arkadiusz Trzciołek.

Kamil Maliszewski z DM mBanku zwraca jednak uwagę, że dla funduszy największe rynki regionu to Polska i Turcja, które są obecnie niepewne politycznie. W Polsce będą wybory zgodnie z kalendarzem politycznym, w Turcji są prawdopodobne przez brak stabilnej większości parlamentarnej po tych z czerwca 2015 r. U nas w giełdę uderzają pomysły na podatek bankowy i zmiany w walutowych kredytach hipotecznych, dla Turcji obciążeniem jest konflikt z islamskimi ekstremistami.

— Turcja ma swoje problemy, my swoje. Są różnej natury, ale nie polecałbym inwestycji w naszym regionie — mówi Kamil Maliszewski. Inni zwracają jednak uwagę na strukturę polskich indeksów. Nawet w WIG dużo ważą banki. Jeszcze mniej reprezentatywny jest WIG20.

— W przypadku indeksu WIG20 nie widzę większych szans na odbicie i tego indeksu bałbym się dotykać. Ale reszta indeksów jest lepiej zdywersyfikowana i lepiejoddaje to, co się dzieje w gospodarce. Nie ma więc problemu, by znaleźć ciekawą spółkę — mówi Mateusz Adamkiewicz. Potencjalnych obiektów zainteresowani radzi szukać w branży budowlanej, spożywczej i handlowej.

Dla wytrawnych graczy

Chinom Mateusz Adamkiewicz wieszczy raczej kiepskie perspektywy. Według niego już teraz jest to rynek dla doświadczonych inwestorów, stosujących wyrafinowane strategie, oparte na instrumentach pochodnych, a nie inwestujących w fundusze.

— Można próbować zajmować pozycje długie na indeksie z Hongkongu i krótkie na indeksie z Szanghaju. W Szanghaju wyceny są bardzo wysokie, w Hongkongu wyglądają atrakcyjniej — proponuje Mateusz Adamkiewicz. Inni eksperci zwracają jednak uwagę, że chińska gospodarka ma ewidentne problemy, co pośrednio widać na rynku surowcowym, a tym samym na kursie KGHM. — Chiny to gigant, który mocno się chwieje. Chińska giełda będzie potrzebowała mocnego impulsu ze strony gospodarki, by rosnąć — uważa Arkadiusz Trzciołek.

— Chiny mogą potencjalnie popsuć nastroje na giełdach całego świata, ale nawet gdyby chińska gospodarka hamowała, to nie będzie czynnik długo oddziałujący na giełdy. Rząd i bank centralny będą stymulować rozwój. Natomiast prawdziwy problem z Chinami polega na tym, że nie wiemy, na ile tamtejsze dane makroekonomiczne są wiarygodne — podsumowuje Bartosz Sawicki.

Na problem z chińskimi danymi zwraca też uwagę Kamil Maliszewski. Jego pesymizm dotyczy jednak nie tylko Chin, ale całej Azji Południowo-Wschodniej. Przypomina, że w tamtejszych indeksach dużo ważą spółki surowcowe, a co za tym idzie, trudno oczekiwać zwyżek nie tylko w Chinach, ale również w całym regionie.