Giełdowy falstart obligacji w euro

Ⓟ Kamil Kosiński
20-04-2015, 00:00

Większość inwestorów nie może kupić polskich papierów dłużnych w euro. To realia rynku Catalyst.

Od poniedziałku 13 kwietnia 2015 r. na giełdowym rynku obligacji można handlować obligacjami skarbu państw, denominowanymi w euro. Nie do końca był to debiut giełdowy tych papierów, bo dwiema z trzech serii można było od 2013 r. handlować na giełdowym rynku Treasury Bondpost. Minimalna jednostka transakcyjna wynosi tam 5 mln zł lub równowartość tej kwoty. Nie zmienia tego fakt, że nominał każdej z trzech serii obligacji wynosi 1 tys. EUR.

Po wprowadzeniu papierów na Catalyst taka jest z grubsza wartość minimalnej transakcji — papiery stały się więc dostępne dla inwestorów detalicznych. Wprowadzone do obrotu na Catalyst papiery wyemitowano w trzech różnych latach. Okresy pozostałe do ich wykupu to 4, 9 i 12 lat. Oprocentowanie to zaś — odpowiednio — 1,625 proc., 3 proc. oraz 0,875 proc. Okresy odsetkowe to jeden rok, choć w przypadku ostatnich papierów pierwszy okres odsetkowy (właśnie trwa) wynosi 13 miesięcy.

Dla wybranych

Cena, po jakiej obligacje będą do kupienia na rynku, to inna sprawa. Budżet państwa sprzedał je inwestorom instytucjonalnym i to oni będą odpowiadali za podaż na Catalyst. Nawet jeśli będą je sprzedawać po atrakcyjnych cenach, to dostępność papierów dla inwestorów detalicznych stoi pod dużym znakiem zapytania. Większość właścicieli rachunków maklerskich po prostu ich nie kupi. Powód? Rachunki prowadzone są w złotych, a wartość obligacji ustalana w euro.

— Nie jesteśmy w stanie obsłużyć tego w systemie informatycznym. Pewnie by dało się zrobić to ręcznie, ale nie widzimy sensu — mówi bez ogródek szef jednego ze średniej wielkości brokerów pod względem liczby prowadzonych rachunków.

— Powiedzmy sobie szczerze. Wielowalutowość na GPW ładnie wygląda na papierze, ale całe oprzyrządowanie informatyczne jest fikcją — dodaje jego konkurent, u którego papiery są akurat dostępne.

Obligacje w euro dostępne są dla klientów detalicznych w tych biurach maklerskich, które prowadzą rachunki z dostępem do rynków zagranicznych, a na dodatek prowadzą je w walucie. Są to PKO BP, CDM Pekao, BZ WBK i ING Securities. Nawet tam nie jest to jednak typowy handel na GPW.

— Nie ma problemu, by takie zlecenie złożyć i zrealizować, ale nie przez internet, tylko przez telefon — mówi Ryszard Sikora z ING Securities. Nie wystarczy być klientem biura maklerskiego, które udostępnia dostęp do giełd zagranicznych — trzeba mieć ten dostęp aktywny.

— Klient, który ma zwykły rachunek, u nas tych obligacjinie kupi — informuje Roland Paszkiewicz z CDM Pekao.

Zarobek na bundach

Zwykłemu inwestorowi łatwiej zarabiać na niemieckich bundach niż na polskich obligacjach w euro. Na GPW bundów co prawda nie kupi, ale kupi natomiast powiązane z nimi certyfikaty strukturyzowane. Wyemitował je holenderski ING Bank, ale rozliczane są w złotych. Konstrukcja certyfikatu uniemożliwia czerpanie zysków z odsetek, ale zawiera mechanizm dźwigni. Pozwala więc zarabiać na zamianie rentowności — i to w obu kierunkach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ⓟ Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Obligacje / Giełdowy falstart obligacji w euro