Giełdy Eurolandu podcięły skrzydła optymistom na GPW

opublikowano: 2005-01-10 16:41

Optymiści mają pełne prawo czuć się zawiedzeni przebiegiem poniedziałkowej sesji na GPW. Przed otwarciem wydawało się bowiem, że szanse na kontynuację piątkowego odbicia są spore. Do postawienia takiej tezy skłaniały czynniki techniczne oraz względnie dobry start handlu na giełdach zachodnioeuropejskich.

Niestety, do czasu otwarcia sesji w Warszawie nastroje w Eurolandzie zdążyły się pogorszyć. O godzinie 10 niewielkie wzrosty w Frankfurcie, Paryżu i Londynie były już tylko wspomnieniem. Inwestorzy poczuli się rozczarowani faktem, że ich amerykańscy koledzy w piątek nie podzielili ich entuzjazmu po publikacji raportu o liczbie nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym i tydzień na Wall Street zakończyli spadkami. To podcięło skrzydła optymistom, którzy po pierwszej godzinie poniedziałkowych notowań wycofali popyt. Efektem tego było osuwanie rynku pod własnym ciężarem.

Tak się nieszczęśliwie złożyło, że początek tego procesu przypadł akurat w momencie otwarcia poniedziałkowej sesji na GPW. W tej sytuacji nie było nikogo na tyle odważnego i bogatego, by móc się przeciwstawić trendowi. WIG20 powielił więc zachowanie indeksów giełd zachodnich oddając całą piątkową zwyżkę i ponownie schodząc do najniższego poziomu poprzedniej sesji.

Na szczęście ruchowi powrotnemu towarzyszył 15-proc. spadek obrotów, co oznacza, że inwestorzy coraz mniej niechętnie rozstają się z akcjami. Na szczęście dla posiadaczy akcji nie zostało pogłębione piątkowe minimum. Pozwala to zachować nadzieję, że byki zbiorą jeszcze siły i wyprowadzą odbicie. Aby tak się jednak stało, konieczna jest poprawa nastrojów na Zachodzie. Bez tego nie uniknie się spadku WIG20 przynajmniej w okolice 1860 pkt.

Z początku dekoniunkturę nakręcał ponad 2-proc. spadek notowań PKO BP, ale to wydaje się naturalną korektą po tym jak jeszcze w piątek kurs spółki znajdował się tuż pod historycznym maksimum. W dalszej części sesji notowania banku nieco się polepszyły, natomiast pogłębił spadek KGHM. Tuż przed zamknięciem kurs tracił ponad 4 proc., co sprawiało fatalne wrażenie. Na fixingu zaś spadek był już tylko 2,4-proc. Nerwy puściły zwłaszcza drobnym inwestorom po obniżeniu przez CA IB rekomendacji z „kupuj” do „trzymaj”.

Po 0,3 proc. spadły ceny akcji Telekomunikacji Polskiej i PKN Orlen, ale druga ze spółek robi gorsze wrażenie. Tu podaż była znacznie aktywniejsza co obrazują 130-mln obroty podczas gdy handel akcjami TP wyraża się kwotą „tylko” 45 mln zł. Na NWZA telekomu, zaplanowanym na 1 lutego, dojdzie do roszady wśród członków rady nadzorczej. Zmiany wynikają z realizacji transakcji sprzedaży akcji operatora przez spółkę zależną od Kulczyk Holding.

Mimo dekoniunktury giełdowej, imponująco wypadł debiut Atlanty Poland, spółki handlującej bakaliami. Akcje zyskały na otwarciu 20 proc., na zamknięciu były 16,2 proc. droższe niż w ofercie publicznej. Świetną passę z ubiegłego tygodnia utrzymuje Bauma. Andrzej Kozłowski, prezes pod koniec 2004 r. zapowiedział zdecydowaną poprawę kondycji spółki w tym roku. Bauma wzięła na inwestycje kilkadziesiąt milionów złotych kredytów i planuje ekspansję w Polsce oraz na rynkach wschodnich. Poniedziałek przyniósł 5,5-proc. zwyżkę notowań po tym jak w ubiegłym tygodniu walory zyskały ponad 42 proc. AS