Giełdy przestały działać tylko i wyłącznie dla idei

Marek Druś
opublikowano: 2004-12-06 00:00

Warszawska Giełda Papierów Wartościowych jest jedną z ostatnich, które kontroluje państwo. W tym stanie nie ma szans na sprostanie globalnym zmianom.

GPW jest obecnie jedną z trzech europejskich giełd należących do państwa. Pozostałe znajdują się na Malcie i Cyprze. Przyszłoroczna prywatyzacja GPW ma to zmienić i pomóc polskiemu rynkowi papierów wartościowych dostosować się do zachodzących na świecie zmian.

Nic nie stoi na przeszkodzie, aby ci, którzy będą decydować o kształcie prywatyzacji warszawskiej GPW, czerpali z doświadczeń konkurencyjnych giełd europejskich.

Prywatyzacje z tradycjami

Już na początku lat 90. stało się jasne, że tradycyjnego sposobu funkcjonowania giełd nie da się utrzymać, bo rozwój technologii informatycznych i idąca wraz z nim globalizacja światowej gospodarki zlikwidowały dotychczasowy monopol, bądź quasi-monopol krajowych i lokalnych rynków papierów wartościowych.

Poszerzenie możliwości inwestowania zwiększyło konkurencję między giełdami. Wymusiło to zasadnicze zmiany. Rozpoczął się proces odchodzenia od modelu giełdy jako instytucji non-profit i przechodzenia do modelu for-profit. Ma w tym pomóc tzw. demutualizacja, czyli rozdzielenie praw do obrotu od praw do własności giełdy (np. przez jej upublicznienie), skupianych dotychczas z reguły w rękach jej członków, firm brokerskich.

Przykład płynie ze Szwecji

Jako pierwsza, w 1993 roku zdecydowała się na ten krok giełda w Sztokholmie. W kolejnych latach poszły jej śladem inne rynki skandynawskie. Największe europejskie giełdy: londyńska, frankfurcka i Euronext (giełdy w Paryżu, Brukseli, Amsterdamie i Lizbonie), zdecydowały się na demutualizację dopiero w 2000 roku. Rok później wszystkie zadebiutowały na giełdzie.

W lutym 2001 r., na własny rynek weszła Deutsche Boerse. Inwestorzy zgłosili w IPO popyt na 23 razy więcej jej akcji niż oferowano. 51 proc. kapitału spółki objęły największe niemieckie banki i giełdy lokalne.

Poza prowadzeniem rynku papierów wartościowych we Frankfurcie, Deutsche Boerse jest także właścicielem Clearstream, drugiej w Europie izby rozliczeniowej. Należy do niej także połowa akcji spółki Eurex, największego na świecie gracza pod względem ilości transakcji rynku kontraktów terminowych. Władze Deutsche Boerse nie ukrywają, że celem spółki jest osiągnięcie pozycji lidera na europejskim rynku. Już w 2000 roku proponowały fuzję giełdzie londyńskiej.

Niemieckie ambicje

Pogłoski o możliwości ogłoszenia oferty przejęcia London Stock Exchange słychać także w ostatnim czasie. Na ostatnim walnym zgromadzeniu prezes Deutsche Boerse zapowiedział, że podczas kolejnego zaproponuje zmianę jej nazwy. To krok w stronę nadania rynkowi „europejskiego” charakteru. Podobnie jak zaproszenie do rady nadzorczej spółki lorda Petera Levene, szefa rady dyrektorów Lloyds of London, a także Alessandro Profumo, prezesa UniCredito Italiano.

Anglicy woleli u siebie

London Stock Exchange zadebiutowała na własnym parkiecie w lipcu 2001 roku, co było ukoronowaniem obchodów 200-lecia jej powstania. Jej kapitalizacja wynosiła wówczas 1 mld GBP. W przeciwieństwie do giełdy niemieckiej głównym źródłem jej przychodów są opłaty generowane przez uczestników rynku akcji. Inwestorzy instytucjonalni posiadają około 25 proc. kapitału spółki.

Pomoże konsolidacja

Szwedzki OMX ma najdłuższą „giełdową” historię wśród europejskich operatorów rynków papierów wartościowych. Zadebiutował na parkiecie w 1987 roku, wówczas jeszcze jako OM Group.

Jest obecnie największym w północnej Europie operatorem giełdowym, właścicielem giełd w Sztokholmie, Helsinkach, Rydze, Tallinie i Wilnie. Rywalizację o przejęcie tej ostatniej wygrał z warszawską Giełdą Papierów Wartościowych.

Na Łotwie, Estonii i w Finlandii OMX jest także właścicielem centralnych depozytów papierów wartościowych. Na początku października pojawiły się informacje o finalizowaniu przez szwedzką spółkę rozmów dotyczących przejęcia giełdy w Kopenhadze.

Metodą na uniknięcie marginalizacji jest konsolidacja. W Europie Środkowej jej ośrodkiem stała się Wiener Boerse. Wraz z austriackimi instytucjami finansowymi kupiła w maju pakiet około 69 proc. akcji giełdy w Budapeszcie. Pojawiły się informacje, że obie chcą złożyć ofertę kupna akcji warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych.

Austriacy nie ukrywają, że ich celem jest stworzenie silnego, środkowoeuropejskiego rynku kapitałowego. Czy te zapowiedzi się spełnią? Na razie nikt nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie, jednak dyskusje trwają.