Giełdy towarowe na państwowym

Konrad Buczek
opublikowano: 2004-02-27 00:00

Gdyby nie pomoc budżetu i agencji państwowych, rynkom hurtowym groziłby natychmiastowy upadek — twierdzi NIK.

Budowa nowoczesnego rynku rolno-spożywczego nie przebiega prawidłowo — wynika z ustaleń Najwyższej Izby Kontroli (NIK). Rząd planował, że rynek mają tworzyć samodzielne finansowo spółki. Ich głównymi akcjonariuszami byliby producenci rolni, grupy producenckie o dużym potencjale produkcyjnym i handlowym. Rzeczywistość okazała się daleka od oczekiwań.

Na koszt podatnika

Kontrola NIK wykazała, że giełdy działają na granicy płynności finansowej. W 2002 r. straty trzech z dziewięciu istniejących sięgnęły łącznie ponad 11 mln zł, zaś zyski innych trzech zmalały 10-krotnie w stosunku do 2001 r.

— W latach 2001-02 w giełdy towarowe budżet wpompował aż 68,3 mln zł, co spółki wykorzystały głównie na doraźną walkę z brakiem płynności. Początkowo zakładano utworzenie aż 30 giełd towarowych. Zmarnowano na to dużo publicznych pieniędzy, m.in. na powoływanie zarządów i rad nadzorczych spółek, które i tak potem musiały zakończyć działalność — ocenia Zbigniew Wesołowski, wiceprezes NIK.

Giełdowy bałagan

W kontrolowanych giełdach stwierdzono m.in. nie uregulowany status terenów, nie zagospodarowane powierzchnie, opłacanie czynszu za nie przejętą nieruchomość.