Piątkowa sesja na warszawskim parkiecie zaczęła się od niewielkiego wzrostu głównych indeksów. WIG20 zyskiwał 0,2 proc., zaś WIG rósł o nieco ponad 0,1 proc. Wskaźniki małych i średnich spółek wystartowały z okolic czwartkowego zamknięcia. Nic nie zapowiadało większych wrażeń. Słabość naszego rynku była jednak wyraźnie widoczna i już przed upływem pierwszej godziny handlu indeksy znalazły się pod kreską. Skala spadków była jednak bardzo umiarkowana. W najgorszym momencie WIG20 tracił nieco ponad 0,2 proc., utrzymując się na w miarę bezpiecznej odległości ponad poziomem 2300 punktów.
Kiepsko radziły sobie akcje Pekao i PKO oraz walory PZU. Spadki nie przekraczały jednak dziesiątych części procenta. Około południa kursy zdecydowanej większości największych spółek nie odbiegały od poziomów z czwartkowego zamknięcia o więcej niż 0,5 proc. Niewiele lepiej było także w gronie średnich firm, gdzie zmiany przekraczające 1 proc. można było policzyć na palcach obu rąk. Na tym tle bardzo dobre wrażenie robiły walory Tauronu. Chodziło tu nie tyle o skalę zwyżki, która nie przekraczała 1 proc., ale o fakt, że osiągnęły one poziom 5,13 zł, czyli cenę, po jakiej były sprzedawane w ofercie publicznej. Ich nabywcy nie mogą więc wciąż cieszyć się zyskami, ale też nie muszą liczyć strat. Ostatecznie WIG20 zyskał 0,19 proc. WIG zwiększył swoją wartość o symboliczne 0,04 proc. Wskaźnik małych spółek wzrósł o 0,1 proc., zaś mWIG40 spadł o 0,46 proc. Obroty wyniosły zaledwie 763 mln zł.
Giełdy zagraniczne
Czwartkowa sesja na Wall Street miała dość zmienny przebieg. Po dobrym początku byki dwukrotnie obroniły się przed bardziej wyraźnym zejściem pod kreskę. W końcówce znów zaatakowały i wywalczyły całkiem przyzwoitą zwyżkę. Dow Jones zyskał 1,2 proc., a S&P500 wzrósł o prawie 1 proc. Mamy więc trzecią wzrostową sesję z rzędu. Łączna skala zwyżki w przypadku S&P500 sięga niemal 50 punktów, czyli 4,7 proc. Zanosi się więc na nieco dłuższą serię wzrostów. Jej przebieg będzie zależał od wyników finansowych firm, których publikacja zaczyna się już w poniedziałek.
Na giełdach azjatyckich dominowały dziś dobre nastroje. Nikkei wzrósł o 0,5 proc., kontynuując lipcową dobrą passę. Shanghai B-Share zyskał aż 2,7 proc., zaś Shanghai Composite zwyżkował o 2,3 proc. W Hong Kongu wskaźnik wzrósł o 1,6 proc.
Główne giełdy europejskie zaczęły dzień od umiarkowanych wzrostów. Indeksy zyskiwały od 0,4 do 0,8 proc. W ciągu dnia zmiany wartości indeksów były bardzo niewielkie. W Paryżu i Londynie ich kierunek był lekko spadkowy. We Frankfurcie wskaźnik trzymał się stabilnie w bardzo wąskim przedziale 6055-6070 punktów.
Na parkietach naszego regionu sytuacja była dość zróżnicowana. Węgierski BUX korygował rano wczorajszą zwyżkę o 4,6 proc., tracąc 0,6 proc. Moskiewski RTS oraz wskaźniki w Bukareszcie i Pradze zwyżkowały po około 0,3 proc. Po godzinie handlu BUX rozpoczął zwiększanie skali przeceny do 1,3 proc. Lekko pod kreskę spadł również RTS. Tuż po godzinie 16.00 CAC40 i FTSE zyskiwały po 0,4 proc., a DAX rósł o 0,35 proc.
Waluty
Wspólna waluta kontynuuje marsz w górę. Już w czwartek zbliżała się do poziomu 1,27 dolara. Pokonała go bardziej zdecydowanie w piątkowy poranek, ale napotkała też na kontratak ze strony dolara. Jeszcze przed południem „zielony” dopiął swego i kurs euro spadł do 1,266 dolara. Wobec amerykańskiej waluty tracił także frank.
Na naszym rynku mamy do czynienia z niewielkimi wahaniami, przebiegającymi w rytm wydarzeń na świecie. Złoty jednak od początku miesiąca dość konsekwentnie się umacnia. W czwartek wieczorem dolara wyceniano na prawie 3,23 zł, dziś rano można go było kupić nawet nieco poniżej 3,2 zł. Od poprzedniego szczytu z końca czerwca „zielony” staniał o 10 groszy, czyli o niemal 3 proc. W tym samym czasie kurs euro spadł z 4,17 do 4,07 zł, czyli także o 10 groszy, co w jego przypadku oznacza przecenę o 2,4 proc. Dziś rano euro można było kupić po 4,06-4,07 zł. Frank nadal trzyma się wyraźnie powyżej poziomu 3 zł. Dziś przed południem wyceniano go na 3,04-3,05 zł. Od początku lipca „szwajcar” staniał o 12 groszy, a więc o 4 proc.
Podsumowanie
Utyskiwanie na słabość naszego rynku i panujący na nim marazm zaczyna już nużyć. Jednak rzeczywistość na naszym parkiecie jest jaka jest i trudno tego nie zauważać. W skali tygodnia nasze główne indeksy zyskały po zaledwie 1 proc., podczas gdy w Paryżu i Budapeszcie zwyżka sięgała 6 proc., w Londynie 5 proc., a we Frankfurcie 4 proc. Wskaźniki na Wall Street poszły w górę po 4 proc. Jeśli dodać do tego topniejące w oczach obroty, wyłania się z tego obraz mocno wakacyjny. W Europie lato bykom jednak nie przeszkadza.
Roman Przasnyski
Główny Analityk Gold
Finance