Sojusz ten sam, ale na pewno nie taki sam

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-07-08 17:30

Z ANKARY. Turecki szczyt nie wniósł niczego nowego, jedynie potwierdził konieczność uczciwego wdrażania zobowiązania przyjętego rok temu w Hadze – przeznaczania na wydatki obronne co najmniej 5 proc. PKB.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Szczyt Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO) zakończył się standardowo przyjęciem deklaracji z Ankary, która została radykalnie skrócona do sześciu zwięzłych punktów i wygładzona z politycznych chropowatości. Tylko dlatego okazała się akceptowalna dla wszystkich udziałowców sojuszu. Krzywdzące dla stanu NATO byłoby nawiązywanie w przenośni do słynnego dementowania przez Marka Twaina pogłosek o jego śmierci, ale z całą pewnością wchodzący w 78. rok istnienia najpotężniejszy sojusz militarny świata wszedł na drogę istotnych przemian. Bezpośrednią siłą sprawczą oczywiście jest prezydent Donald Trump, który do zmiany NATO przymierzał się już podczas swojej pierwszej kadencji 2017-2021, zaś po powrocie do Białego Domu od 2025 r. uczynił z tego doktrynalny lejtomotyw drugiej prezydentury. W związku z taką sytuacją deklaracja z Ankary używa nieznanej od ponad siedmiu dekad kategorii – europejscy członkowie NATO plus Kanada.

Amerykanie nazwali transformację przekształceniem sojuszu w wersję 3.0. Historycznie najbardziej czytelna była wyjściowa formuła 1.0 powojenny Zachód w epoce zimnej wojny podpisał w 1949 r. w Waszyngtonie traktat obronny zorientowany geograficznie na obie strony Atlantyku, na północ od zwrotnika Raka. Żaden potencjalny agresor nie został wymieniony, ale oczywiście chodziło o Związek Radziecki pod rządami generalissimusa Józefa Stalina. 1.0 trwało przez cztery dekady do upadku ZSRR oraz obozu Układu Warszawskiego, który wykonał polityczny zwrot na Zachód. Później przez ponad trzy dekady trwała era NATO 2.0, charakteryzująca się wiarą w liberalny ład międzynarodowy, cięciami w wydatkach obronnych oraz wychodzeniem z operacjami poza obszar traktatowy, zgodnie z koncepcją 360 stopni, czyli obracania obronnymi oczami dookoła głowy. Od agresji Rosji na Ukrainę w 2022 r. NATO jako 3.0 wróciło do zdefiniowania prawdziwego zagrożenia wprost ze strony Federacji Rosyjskiej już bez owijania w dyplomatyczną bawełnę. Drugą nogą 3.0 ma być znaczne zmniejszenie przez USA sił wydzielanych do obrony naszego kontynentu oraz przejęcie przez europejskich członków NATO głównej odpowiedzialności za odstraszanie i obronę konwencjonalną, ale przy zachowaniu amerykańskiego parasola nuklearnego. Ten ostatni element jest bardzo ważny, ponieważ skuteczna europeizacja obronnych sił atomowych, oparta na głowicach Francji i Wielkiej Brytanii, to jednak idée fixe.

Teoretyczne 3.0 zderza się ze skrzeczącą rzeczywistością przede wszystkim finansową. Szczyt w Ankarze nie wniósł niczego nowego, jedynie potwierdził konieczność uczciwego wdrażania zobowiązania przyjętego rok temu w Hadze – przeznaczania przez wszystkie państwa na wydatki obronne co najmniej 5 proc. PKB, w rozbiciu na twarde wojskowe 3,5 proc. oraz infrastrukturalne 1,5 proc. wzmacniające obronność. Opublikowany przez kwaterę główną NATO coroczny raport, obejmujący dane przeliczone zgodnie z jej metodologią, potwierdza, że w 2025 r. tak naprawdę warunku 5 proc. nie spełnił nikt, liderem jest Polska z zaliczonym nam udziałem 4,30. Wydatkowi maruderzy, czyli Portugalia, Hiszpania, Belgia, Albania i zaoceaniczna Kanada ledwie osiągnęli 2,0, czyli spełnili archiwalne zobowiązanie ze szczytu w Newport w 2014 r. Skoro jego realizacja potrwała 11 lat, to nowy ambitny cel 5 proc. realnie może rozciągnąć się na ćwierć wieku. Notabene kilka rządów, które jednomyślnie zaakceptowały deklarację z Ankary, od razu oznajmiło, że finansowego zobowiązania nie mają zamiaru wypełniać. Najgłośniej protestuje odległa od jakiegokolwiek realnego teatru działań wojennych (no, chyba że o Gibraltar) Hiszpania, a z bliższej nam okolicy obstrukcję uprawia nowy rząd Czech. NATO instytucjonalnie nic nie może zrobić, na przykład wyłączając niesolidnych członków peletonu wożących się na kole spod solidarnościowego parasola artykułu 5 traktatu. Co najwyżej może im udzielić nagany w kolejnym raporcie rocznym.

Spory o nierówne wrzucanie pieniędzy do wspólnego kotła militarnego były tylko jednym z wątków ogromnej zbiórki w Ankarze. Największym rozsadnikiem konfliktów był naturalnie najważniejszy uczestnik – Donald Trump. To dziejowy paradoks, że oczywistością jest konieczność utrzymania transatlantyckiej solidarności, ale obecny decydent po tamtej stronie oceanu robi wszystko, by ją niszczyć. W Ankarze nie tylko powtórzył swoje pretensje do sojuszników o niewsparcie jego całkowicie pozatraktatowej, nieuzgodnionej z organami NATO, nielegalnej z punktu widzenia prawa międzynarodowego, prywatnej wojny z Iranem – lecz dosłownie w czasie szczytu faktycznie ją wznowił. Również w Ankarze powtórzył swoje niedorzeczne żądania przejęcia przez USA kontroli nad duńską, czyli NATO-wską Grenlandią, cokolwiek to znaczy. Różne polityczne ciosy rozdawał na oślep, na przykład wprost ze szczytu wydał nagle rozkaz… wstrzymania przez USA wszelkiej wymiany handlowej z Hiszpanią. Ale rozdawał także marchewkę, gospodarz Recep Tayyip Erdoğan doczekał się wstępnej obietnicy odblokowania wreszcie dostawy dla Turcji chociaż kilku samolotów F-35. Wywołało to zdalnie głęboki szok premiera Benjamina Netanjahu, który zrobi wszystko, żeby ta marchewka zwiędła – swoją drogą ciekawe, który z nienawidzących się wzajemnie przyjaciół Donalda Trumpa okaże się bliższy nie tyle jego sercu, ile jego interesom.

W krótkim horyzoncie czasowym NATO odczuje bardzo konkretną zmianę proceduralną. Otóż kolejny szczyt powierzony Albanii odbędzie się w roku… Na razie nie wiadomo, raczej nie w 2027, bo do takiego małego kraiku Donald Trump nie przyjedzie na pewno. Czyli chyba również nie w 2028, zaś nowy 48. prezydent USA ewentualnie przypomni sobie o NATO dopiero w 2029 r. W związku z tym – mimo wszystko – traktuję możliwość długiego poobcowania w Ankarze na konferencji z tym obecnym 47. na żywo z odległości kilkunastu metrów (ostatnio tak samo rok temu w Hadze) jako niewątpliwą zawodową ciekawostkę.