Po maluchach i średniakach wczoraj siłę pokazały największe spółki. Szkoda, że tylko przez chwilę. Co z kolejną falą hossy?
Wiosna na giełdzie przyszła szybciej niż za oknem. Sezon raportów kwartalnych mozna uznać za udany. Prognozy przyszłych zysków są optymistyczne. Amerykański bank centralny utrzymuje łagodną politykę monetarnej. Bank Japonii podwoił program kredytowy, a sytuacja mocno zadłużonej Grecji jest na razie stabilna. Gdy po kolei zostały eliminowane kolejne czynniki ryzyka wiele indeksów wspięło się na nowe szczyty obecnej hossy (m. in. SP500, FTSE).
Wczoraj również warszawski indeks blue chipów wspiął się na nowe wyżyny. Styczniowe 2489 pkt zostało pobite w trakcie sesji o 7 pkt, ale zabrakło 5 pkt do przebicia szczytu intraday. Ostatecznie WIG20 zakończył dzień przy 2466 pkt, ale popyt nie powiedział jeszcze raczej ostatniego słowa. Zdania wśród rynkowych specjalistów są jednak podzielone (czytaj obok).
Kiedy pod koniec stycznia łamały się rynkowe nastroje, a niektórzy przepowiadali wielką korektę rocznych wzrostów lub nawet załamanie całego trendu zwyżkowego, z dużym prawdopodobieństwem przewidywaliśmy dalszy marsz indeksów w górę. Nie myliliśmy się, że na większe spadki przyjdzie jeszcze poczekać. Silne argumenty podaliśmy w "PB" z 26 stycznia. Kto korekcyjne nastroje mądrze wykorzystał na zwiększenie zaangażowania na rynku akcji, nie powinien żałować. WIG20 odbił się od 200-sesyjnej średniej kroczącej i zyskał w miesiąc blisko 15 proc. 70 spółek z szerokiego rynku (prawie co piąta) zdrożało o ponad 25 proc. To może już skłonić wielu inwestorów do realizacji pokaźnych zysków.
Nowe szczyty trwającej od lutego 2009 r. hossy zobaczyliśmy już na innych głównych wskaźnikach GPW. Indeksy sWIG80 i mWIG40 stały się mniej podatne na globalne nastroje i przebiły styczniowe maksima już 5 i 10 marca. Ich śladem szeroki rynek (indeks WIG) przełamał techniczny opór, czyli styczniowe maksimum, we wtorek. Wskaźniki maluchów i średniaków rozpoczęły nową falę wzrostów w oparciu o lokalne czynniki (poprawiające się otoczenie makroekonomiczne w Polsce), więc zwyżka ich kursów powinna być trwalsza.
Kwiecień szansą na dalsze wzrosty
Mariusz Błachut
wiceprezes Noble Funds TFI
Jedno z powiedzeń inwestorów mówi, że giełdy najlepiej rosną do maja ("Sell in May and go away"). W tym roku powinno się to sprawdzić na GPW. W maju ruszy bowiem duża oferta PZU, a udział w niej wymusi w wielu przypadkach sprzedaż akcji na rynku wtórnym. Dlatego WIG20 może w kwietniu dojść nawet do 2600 pkt, a zwyżka szerokiego rynku, ze szczególnym akcentem na mniejsze spółki, może być jeszcze wyższa. Potencjalną późniejszą korektę może zniwelować jedynie mocniejszy popyt zza granicy (ostatnio widać go w Turcji i na Węgrzech) oraz napływ świeżej gotówki do krajowych funduszy akcji (coraz lepsza alternatywa wobec lokat, także dla banków-dystrybutorów).
To korekta w trendzie spadkowym
Tomasz Jerzyk
analityk DM BZ WBK
Wszyscy spoglądają na SP 500, gdzie szczyt został pokonany i liczą na powielenie ruchu na WIG20. To jednak nie to samo i oczekuję pogłębienia korekty u nas poniżej 2166 pkt. Jeśli sie mylę, i 2501 pkt (szczyt intraday) zostanie przebite, to ważnym oporem będzie 2600 pkt. Indeksy głównych rynków globalnych są wyeksploatowane i nie wydaje mi się, by mogły jeszcze zainicjować silną falę wzrostową. WIG ma nowy szczyt, ale indeks zbliżył się wczoraj do ważnego oporu przy 42500 pkt. Na sWIG80 i mWIG40 faktycznie widać nową falę wzrostową. Cel dla sWIG80 to 13438 pkt, a dla mWIG40 — 2580 pkt. Nadal jednak zakładam, że wzrosty są jedynie korektą w trendzie spadkowym.
Hossa ma się bardzo dobrze
Roman Przasnyski
główny analityk Gold Finance
Hossa trwająca na światowych rynkach od lutego zeszłego roku ma się dobrze. Wywindowała giełdowe indeksy i notowania surowców do wartości, o których się nikomu rok temu nie śniło. Wszystko wskazuje na to, że nic złego jej nie grozi. Przede wszystkim zaś sugeruje to ulubiony refren wszystkich byków: "stopy procentowe pozostaną niskie na dłużej". Można zaryzykować tezę, że żywot hossy jest całkiem bezpieczny przynajmniej do października. Nakręcił ją bowiem swymi niskimi stopami Fed i to właśnie Fed ją zgasi. Dopóki będziemy słyszeć tę samą śpiewkę, możemy spać spokojnie.
Adrian Boczkowski