Giganci znad Wisły urosną na kryzysie

Rafał Białkowski,IT,MAG
opublikowano: 03-04-2009, 00:00

Największe firmy w Polsce, choć obawiają się kryzysu, widzą w nim szansę na wzmocnienie pozycji.

Niemal połowa dużych firm spodziewa się w tym roku poprawy wyników

Największe firmy w Polsce, choć obawiają się kryzysu, widzą w nim szansę na wzmocnienie pozycji.

Jedna czwarta dużych przedsiębiorstw — zatrudniających ponad 250 osób — nie przewiduje, by kryzys wpłynął negatywnie na ich działalność, a 60 proc. planuje inwestycje w latach 2009-10. Część przedsiębiorstw widzi w kryzysie szansę na ekspansję — takie wnioski płyną z raportu przygotowanego przez PKPP Lewiatan oraz firmę doradczą Deloitte.

Dobra lekcja

Zdaniem Rafała Antczaka, wiceprezesa Deloitte Consulting, firmy nauczyły się umiejętnie identyfikować ryzyko i już podjęły wiele działań pomagających przetrwać kryzys.

— Duże firmy intensywnie inwestowały w 2008 r., co ograniczy negatywny wpływ kryzysu na ich działalność — uważa Małgorzata Krzysztoszek, ekspert PKPP Lewiatan.

Chodzi m.in. o ograniczanie kosztów, inwestycje w poprawę jakości produktów i usług oraz wydatki na poprawę satysfakcji klienta.

— Pod nóż idą też wydatki na promocję i reklamę. Ponadto wiele firm planuje ograniczanie zatrudnienia — dodaje Rafał Antczak.

Nie wszyscy jednak decydują się na takie kroki.

— Po dwóch miesiącach 2009 r. jesteśmy liderem rynku, dlatego nie skąpimy na reklamę i nie planujemy ciąć zatrudnienia. Koszty staramy się ograniczać m.in. w wydatkach na zagraniczne delegacje — twierdzi Bogusław Cieślar z Fiat Auto Poland.

Przyznaje jednak, że inwestycje w rozbudowę zakładu pozwolą firmie przebrnąć przez kryzys w nienaruszonym stanie.

— Dzięki temu zwiększamy produkcję małych i ekonomicznych aut, które są obecnie poszukiwanym towarem — mówi Bogusław Cieślar.

Ryzyko istnieje

Duże przedsiębiorstwa czują, że kryzys zwiększył ryzyka w wielu obszarach działalności. Najmocniej obawiają się wahań kursu złotego wobec euro, zatorów płatniczych oraz osłabienia popytu. Dużo mniejsze obawy dotyczą ryzyka wynikającego z ograniczenia dostępu do kredytów.

— Potrafimy odnaleźć się w obecnej sytuacji. Podejmujemy się wysokomarżowych projektów, a dzięki prowadzeniu działalności nie tylko na rynku polskim, ale też we wschodniej Europie, mamy ciągły napływ pieniędzy — mówi Dariusz Grzeszczak, prezes Erbudu, grupy budowlano-deweloperskiej.

Zdaniem autorów raportu, w dużo gorszej sytuacji są firmy z branży handlowej, górniczej oraz przemysłowej, którym grożą zatory płatnicze oraz wahania kursowe.

— Dużo firm obawia się też osłabienia popytu na rynku krajowym — twierdzi Małgorzata Krzysztoszek.

Nie dotyczy to budowlanki, która liczy na fundusze publiczne.

— Stawiamy na projekty związane z infrastrukturą drogową i inżynieryjną, które w większości będą współfinansowane z unijnych pieniędzy — zaznacza Dariusz Grzeszczak.

Duzi dadzą kopa

Choć duże firmy stanowią zaledwie 0,2 proc. (3,4 tys.) wszystkich firm w Polsce, to ich wpływ na gospodarkę jest znaczący. Zatrudniają prawie 41 proc. osób pracujących w całym sektorze przedsiębiorstw i wypracowują 32 proc. zysku brutto wszystkich firm (około 30 proc. wkładu firm do PKB).

— Jest to też grupa, która najwięcej inwestuje — odpowiada za 52 proc. inwestycji sektora przedsiębiorstw — przypomina Lech Pilawski, dyrektor generalny PKPP Lewiatan.

Koniec marca zbiegł się z początkiem końca dekoniunktury na rynku domów i mieszkań. Na razie w Wielkiej Brytanii.

Ceny domów w Wielkiej Brytanii wzrosły w marcu po raz pierwszy od października 2007 r. — poinformowała wczoraj budowlana kasa oszczędnościowa Nationwide Building Society. W marcu ceny domów wzrosły o 0,9 proc. po tym, gdy w lutym spadły o 1,9 proc. Średnia cena domu na Wyspach sięga obecnie 151 tys. GBP. Michał Poręcki z polskiej spółki Nowy Adres ostrożnie podchodzi do tych wieści.

— Poczekałbym z zachwytami i sprawdził, czy trend się utrzyma. Od obcięcia stóp procentowych przez Bank Anglii upłynął niecały miesiąc i na rezultaty trzeba poczekać. Jednak wiadomość ta przyszła w odpowiednim momencie. Powody do radości na razie mogą mieć jednak tylko brytyjskie spółki z sektora nieruchomości — twierdzi Michał Poręcki.

Mimo to polscy deweloperzy liczą, że ożywienie zacznie się też na rynku krajowym.

— Promocje cenowe powinny potrwać nie dłużej niż do maja. Wtedy ceny mieszkań i domów powinny wrócić nawet do poziomu sprzed roku — uważa Tomasz Pietrzak, reprezentujący dewelopera MK Inwestycje.

Mariusz Kania, prezes Metrohouse, uważa jednak, że ten rok będzie okresem stabilizacji i wyprzedaży inwestycji. Przyznaje natomiast, że kupujący nie będą już dyktowali warunków transakcji, jak teraz.

Małgorzata Kędzierska, analityk rynku z Wynajem.pl, jest zdania, że nastroje na rynku nieruchomości nie polepszyły się.

— Deweloperzy wciąż mają problemy ze sprzedażą gotowych lokali. Duża część inwestycji jest wstrzymana ze względu na niepewność na rynku, ale też i problemy finansowe inwestorów — twierdzi Małgorzata Kędzierska.

Michał Poręcki zwraca uwagę na zasadzki statystyki.

— Rzeczywiście sprzedaż mieszkań i domów wzrosła w stosunku do ostatniego kwartału 2008 r. Trudno, by było inaczej, skoro deweloperzy mający w ofercie 700 mieszkań w grudniu sprzedawali po sześć lokali. Wciąż stoją przed wyborem: albo obniżyć marże, sprzedać wybudowane mieszkania i odzyskać zainwestowane pieniądze, albo wciąż powoli sprzedawać drogie lokale, ryzykując utratę płynności — mówi Michał Poręcki

Rząd łagodzi przepisy dla

przedsiębiorców w strefach

ekonomicznych, a wiele

firm nie zraża się kryzysem.

Nic tylko inwestować.

Ekonomiści martwią się o bezpośrednie inwestycje zagraniczne. Janusz Jankowiak z Polskiej Rady Biznesu podkreśla, że ich wartość w stosunku do deficytu na rachunku obrotów bieżących spadła tylko w 2008 r. z ponad 85 do poniżej 40 proc.

— Polska plasuje się bardzo daleko w rankingach atrakcyjności. Pojawiają się jaskółki, ale generalnie nie jest dobrze — dodaje Bohdan Wyżnikiewicz, wiceprezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.

Taką jaskółką jest np. ankieta Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej, w której Polska została uznana za najbardziej atrakcyjną lokalizację dla inwestycji w Europie Środkowej i Wschodniej.

Są inwestorzy

Ale pojawiają się i bardziej optymistyczne opinie.

— Widzimy ożywienie wśród spółek z polskim kapitałem. Dobrze mają się branże farmaceutyczna, spożywcza i budowlana. W tym roku tylko dwie firmy, z którymi negocjacje rozpoczęliśmy w 2008 r., wycofały się z inwestycji, w tym jedna z powodu braku finansowania — mówi Dorota Lombardi z Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Przygotowania do dużej inwestycji kontynuuje m.in. IKEA.

— Mam nadzieję, że w 2011 r. otworzymy nową fabrykę i staniemy się w Polsce inwestorem strategicznym — mówi Ewa Radecka z IKEA Polska.

Nie ujawnia szczegółów. W styczniu szwedzka grupa zapowiedziała inwestycje w Polsce warte 6 mld zł w ciągu ośmiu lat. "PB" dowiedział się, że firma chce zbudować za 300 mln EUR sześć hal produkcyjnych w jednym miejscu (okolice Białegostoku), m.in. tartak, zakład płyt wiórowych, płyt HDF, elementów mebli kuchennych.

— W pierwszym kwartale brakowało co prawda projektów dużych, na 1 mld zł i tworzących ponad 500 miejsc pracy, ale nawet w dobrych czasach mieliśmy może po dwa takie projekty rocznie, więc jeszcze nic straconego — twierdzi Teresa Korycińska z Ministerstwa Gospodarki.

Łatwiej w strefach

Resort właśnie przygotował projekt nowelizacji ustawy o specjalnych strefach ekonomicznych. Zgodnie z nim wszystkie firmy już obecne w strefach będą mogły poprosić o zmianę zezwolenia (szczegóły w ramce).

— Chcemy złagodzić kryteria. Projekt trafił do konsultacji międzyresortowych. W drugiej części roku planujemy nowelizację przepisów dotyczących programów wieloletnich, tak by przedsiębiorca, który nie wywiązuje się do końca z deklaracji, nie tracił całej pomocy publicznej, a tylko jej część — zapowiada Teresa Korycińska.

Jak się zmienią

przepisy w strefach

Możliwe będzie poszerzenie zakresu działalności, obniżenie aż o 40 proc. deklarowanego poziomu zatrudnienia (dziś jest to 20 proc.) oraz zwiększenie wielkości kosztów kwalifikujących się do objęcia pomocą publiczną.

Firma będzie mogła otrzymać zezwolenie w przypadku, gdy nie zwiększy liczby pracowników, ale dzięki inwestycji utrzyma określoną liczbę już istniejących miejsc pracy.

Łagodniejsze będą kryteria włączania do SSE gruntów. W przypadku np. parków przemysłowych czy klastrów, w których niewielkie udziały mają osoby prywatne, grunty będą traktowane jak publiczne (nie trzeba będzie wskazywać konkretnej inwestycji, by włączyć te tereny do SSE).

Rafał

Białkowski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Białkowski,IT,MAG

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu