Gigantyczny deficyt w handlu zleceniami

  • Jacek Kowalczyk
08-04-2014, 00:00

W 2013 r. zagraniczne firmy zdobyły w Polsce zamówienia publiczne za niemal 60 mld zł. Polskie spółki za granicą zarabiają grosze

Choć inwestycje publiczne w Polsce od roku spadają i krajowy rynek zamówień publicznych mocno się kurczy, zagraniczne firmy czują się na nim wyjątkowo dobrze i zdobywają coraz więcej kontraktów od naszych instytucji państwowych. W 2013 r. przedsiębiorstwa spoza Polski sięgnęły po rekordowe 704 zlecenia, opiewające na 13,6 mld EUR — policzył Urząd Zamówień Publicznych.

Dla porównania: w poprzednim roku wygrały 608 przetargów na łączną kwotę 7,5 mld EUR. Zagraniczne firmy na zlecenie polskiego rządu i samorządów realizują głównie inwestycje budowlane. W 2013 r. zdobyły 49 takich projektów, wartych łącznie 10,8 mld EUR (przetargi na usługi wynosiły 1,9 mld EUR, a na dostawy — 1 mld EUR).

Zdecydowanie najwięcej przetargów wygrywają firmy niemieckie — w 2013 r. dostały od polskich instytucji zamówienia za 6,7 mld EUR. Jednak pochodzenie zagranicznych firm na polskim rynku zamówień publicznych jest bardzo zróżnicowane. Drobne przetargi wygrywają u nas nawet firmy z Kazachstanu, Serbii, Indii, Japonii czy Korei Południowej.

Sięgamy po drobne

Tymczasem polskie firmy na międzynarodowym rynku zamówień publicznych prawie nie istnieją. W ubiegłym roku wygrały zaledwie 89 zagranicznych przetargów za 0,4 mld zł. Jak na jedną z największych gospodarek w Europie — mikroskopijny wynik. Jeśli traktować zamówienia publiczne jako kategorię handlu międzynarodowego, Polska ma tu gigantyczny deficyt (równy… 2955 proc.).

A rok 2013 i tak nie był pod tym względem zły. Jeszcze w 2010 r. polskie firmy zdobyły zaledwie 38 zamówień na kwotę niespełna 50 mln EUR. Co więcej, nasze firmy — nawet jeśli już wygrają jakiś zagraniczny kontrakt — to zdobywają głównie stosunkowo drobne zlecenia. Średnia wartość jednego takiego kontraktu wyniosła w 2013 r. niespełna 5 mln EUR. Dla porównania, polskie publicznezlecenia dla zagranicznych firm to średnio prawie 20 mln EUR.

Niepokojący wydaje się też fakt, że nasi przedsiębiorcy właściwie nie wychodzą poza Unię Europejską. Wszystkie zagraniczne zamówienia publiczne zdobyte przez polskie firmy w zeszłym roku były ogłoszone przez instytucje ze wspólnoty, a najwięcej z państw bezpośrednio graniczących z Polską.

Nasi wykonawcy najczęściej otrzymywali zlecenia z Czech, gdzie zdobyli 10 kontraktów za 201 mln EUR (jednak nawet z Czechami mamy deficyt, bo czeskie firmy wygrały w tym czasie 44 przetargi za 843 mln EUR). Relatywnie dużo zleceń dostajemy też z Włoch, gdzie w minionym roku zdobyliśmy sześć umów za 159 mln EUR.

Europa niszczeje

Dlaczego polskie firmy są tak mało obecne na rynku zamówień publicznych? Częściowo można tłumaczyć to kryzysem gospodarczym w Europie. Inwestycje publiczne w większości państw UE w ostatnich latach mocno spadły.

Są nawet kraje, które mają ujemną stopę inwestycji publicznych netto, tzn. więcej obiektów infrastruktury niszczeje, niż budowanych jest nowych (ponoszone wydatki są mniejsze niż dokonująca się w tym czasie deprecjacja majątku). Według danych podawanych przez Instytut Bruegela, taka sytuacja w 2013 r. wystąpiła aż w dziewięciu krajach UE (w tym w Niemczech, Czechach, Słowacji i Włoszech).

Rekordzistą jest Grecja, gdzie inwestycje publiczne netto w relacji do PKB wyniosły aż -1,6 proc. Na tym tle Polska ciągle rysuje się jako kraj o inwestycyjnym boomie. W minionym roku inwestycje publiczne netto były zdecydowanie dodatnie, wyniosły 1,9 proc. PKB. Tylko Estonia, Rumunia i Bułgaria mogą pochwalić się wyższym wskaźnikiem. To pokazuje, że wiele firm zagranicznych — czując posuchę na własnym rynku i widząc dużą liczbę przetargów w Polsce — szuka w naszym kraju swojej szansy.

Dopiero się uczymy

Jednak kryzys nie może tłumaczyć aż tak ogromnego deficytu Polski na rynku zamówień publicznych. Według Małgorzaty Krzysztoszek, głównej ekonomistki PKPP Lewiatan, nasze firmy po prostu są nadal zbyt nieśmiałe w poszukiwaniu rządowych zleceń za granicą.

— Polskie przedsiębiorstwa rzadko wygrywają przetargi za granicą, bo rzadko do nich stają — przekonuje Małgorzata Krzysztoszek. Jej zdaniem, przedsiębiorcy dopiero przecierają szlak — uczą się procedur i poznają rynek. Ten szlak będzie jednak wkrótce robił się coraz bardziej tłoczny.

— Polskie firmy na razie głównie uczyły się eksportować swoje towary. Wygrywanie zamówień publicznych to kolejny krok w tej ekspansji zagranicznej i jestem pewna, że kiedyś ten krok postawimy. Choć liczba zdobywanych zleceń na razie jest niewielka, to optymistyczne jest to, że ona rośnie. Trzymajmy kciuki za polskie firmy, poczekajmy kilka lat i na pewno będzie znacznie lepiej — mówi Małgorzata Krzysztoszek.

Wolny handel w praktyce

Ważną barierą, która zniechęca polskie firmy do stawania do zagranicznych przetargów, są wysokie koszty takiego przedsięwzięcia. Trzeba zbadać rynek, wysłać ludzi, przygotować dokumentację itp. To często spory koszt, który w razie porażki pójdzie na marne.

— Gdybyśmy zarabiali po 500 mln EUR rocznie, to z pewnością byśmy zaszaleli na tym rynku. Przy naszych zyskach trudno jednak znaleźć pieniądze na taką inwestycję — tłumaczy Dariusz Grzeszczak, prezes firmy budowlanej Erbud. Istotną barierą jest również protekcjonizm w części krajów zachodnich. Rządy oraz lokalne firmy chronią swój rynek zamówień publicznych przed zagranicznymi wykonawcami.

— Polski rynek jest całkowicie otwarty dla zagranicznych wykonawców, tymczasem zdobycie zamówienia w Belgii, Hiszpanii czy Francji jest bardzo trudne. Oczywiście, w żadnych oficjalnych przepisach nie ma zakazu zlecania prac zagranicznym firmom, ale są inne, mniej oficjalne, sposoby stawiania takiej zapory. Kraje mogą np. nie dopuszczać na swoim rynku jakichś produktów zagranicznych pod pretekstem niespełniania norm regulacyjnych. Można też zmuszać zagraniczne firmy do sięgania po droższe surowce i materiały, co odbiera takim wykonawcom konkurencyjność — tłumaczy Dariusz Grzeszczak.

Podaje przykład: niemiecka spółka córka Erbudu miała wykonać zlecenie w Belgii. Niestety, niemiecki beton do tej inwestycji nie spełniał belgijskich wymagań technicznych.

— Musieliśmy kupić droższy beton od lokalnego dostawcy — tłumaczy Dariusz Grzeszczak. Jego zdaniem, niska obecność polskich firm z sektora budowlanego za granicą bierze się też ze specyficznej struktury właścicielskiej tych podmiotów.

— Zdecydowana większość działających w Polsce firm budowlanych to spółki córki dużych koncernów zagranicznych. One ze zrozumiałych względów nie będą wychodziły poza Polskę. Trudno oczekiwać, żeby polska córka hiszpańskiej firmy wchodziła na rynek hiszpański i robiła konkurencję matce — zaznacza Dariusz Grzeszczak.

OKIEM PRZEDSIĘBIORCY

Zdobywanie nowych rynków nie jest proste

PIOTR KLEDZIK

prezes Bilfingera

W branży budowlanej niewielki udział zdobytych kontraktów publicznych za granicą wynika przede wszystkim z tego, że w ostatnich latach mieliśmy bardzo dużo do zrobienia w Polsce. Zdobywanie nowego rynku nie jest proste, szczególnie jeśli firma nie ma międzynarodowych oddziałów. Polski Bilfinger zdecydował się na szukanie kontraktów m.in. w Norwegii. Jednak mieliśmy tam niewielkie biuro, w którym zatrudnialiśmy lokalnych specjalistów. Bez zdania się na ich wiedzę nie da się funkcjonować w obcym kraju, bo uwarunkowania prawne, organizacyjne czy nawet HR-owe w różnych państwach są odmienne. Jest jednak sporo przykładów firm wyrosłych w Polsce, którym udaje się zdobywać kontrakty w nowych krajach dzięki pracy organicznej.

OKIEM PRZEDSIĘBIORCY

Trzeba realizować projekty u zamawiającego

PAWEŁ PROKOP

wiceprezes Comarchu

Nasza obecna strategia przewiduje sprzedawanie produktów informatycznych na zagranicznych rynkach komercyjnych. Przetargi publiczne w większości dotyczą systemów, które trzeba wykonywać jako projekty specyficzne dla zamawiającego. Wykonanie i dokumentacja musi być zgodna z prawem danego państwa, oferta musi być złożona w języku urzędowym, a realizacja kontraktu wymaga osób, które mówią w tym samym języku co zamawiający. Oznacza to, że projekty publiczne wymagają zaangażowania znaczących zasobów ludzkich obecnych w miejscu wykonania projektu. Comarch powoli rozwija zasoby ludzkie w krajach niemieckojęzycznych i Francji, które pozwolą na startowanie tam w przetargach publicznych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Gigantyczny deficyt w handlu zleceniami