Rada dyrektorów amerykańskiego koncernu General Motors zdecydowała się na sprzedaż większości udziałów (55 proc.) w niemieckiej spółce motoryzacyjnej Opel. Nabywcą ma być popierane od dawna przez władze niemieckie i załogę spółki austriacko-kanadyjskie konsorcjum Magna International Inc. i rosyjski bank Sbierbank. Decyzja może mięć spore konsekwencje nie tylko dla niemieckiego Opla, ale także dla gliwickiej fabryki tej marki. W polskim zakładzie nie kryją obaw.
— Jeśli mielibyśmy brać pod uwagę tylko ekonomię, to nasz zakład nie ma czego się obawiać. Jeśli jednak górę weźmie polityka, obawiam się, że ktoś w Niemczech może zechcieć nas poświęcić kosztem jakiegoś lokalnego zakładu Opla, wcześniej przewidzianego do zamknięcia. Trzeba także przyznać, że Magna to trudny pracodawca — podkreśla Sławomir Ciebiera, przewodniczący Solidarności w General Motors Manufacturing Poland w Gliwicach.
Sprzątanie będzie
Obaw nie kryją także eksperci rynku motoryzacyjnego.
— Na pewno — zgodnie z zapowiedziami — dojdzie do zmniejszenia zatrudnienia i zamknięcia niektórych zakładów w Europie. Sądzę, że fabryce w Gliwicach likwidacja nie grozi, ale restrukturyzacji z pewnością nie uda się uniknąć — mówi Piotr Wyszogrodzki z PricewaterhouseCoopers.
Dodaje, że pojawienie się w składzie właścicielskim Opla Rosjan nie powinno zasadniczo wpłynąć (czytaj: negatywnie) na postrzeganie marki na świecie. A co za tym idzie — na sprzedaż samochodów.
— Z pewnością jednak uzasadnione są obawy, że Rosjanie wykorzystają dla potrzeb własnego przemysłu nowoczesne technologie Opla — dodaje Piotr Wyszogrodzki.
Nadzieje FSO
Gdy jedni obawiają się zmiany właściciela Opla, inni upatrują w tym szansy na poprawę sytuacji.
— Jest możliwe, że gdy General Motors sprzeda już Opla, będzie chciał wzmocnić pozycję w Europie poprzez silniejsze wypromowanie Chevroleta. Mamy nadzieję, że stworzy to dla naszego zakładu szansę na pozyskanie do produkcji kolejnego po Aveo modelu tej marki — dywaguje Marek Dyżakowski, przewodniczący Związku Zawodowego Inżynierów i Techników w FSO.
Prezes Janusz Woźniak nie chce komentować zmian właścicielskich w Oplu i ich konsekwencji dla FSO.
— Zarząd spółki i jej właściciel na bieżąco analizują różne scenariusze z koreańskim oddziałem GM — mówi enigmatycznie szef FSO.

Rada dyrektorów amerykańskiego koncernu General Motors zdecydowała się na sprzedaż większości udziałów (55 proc.) w niemieckiej spółce motoryzacyjnej Opel. Nabywcą ma być popierane od dawna przez władze niemieckie i załogę spółki austriacko-kanadyjskie konsorcjum Magna International Inc. i rosyjski bank Sbierbank. Decyzja może mięć spore konsekwencje nie tylko dla niemieckiego Opla, ale także dla gliwickiej fabryki tej marki. W polskim zakładzie nie kryją obaw.
— Jeśli mielibyśmy brać pod uwagę tylko ekonomię, to nasz zakład nie ma czego się obawiać. Jeśli jednak górę weźmie polityka, obawiam się, że ktoś w Niemczech może zechcieć nas poświęcić kosztem jakiegoś lokalnego zakładu Opla, wcześniej przewidzianego do zamknięcia. Trzeba także przyznać, że Magna to trudny pracodawca — podkreśla Sławomir Ciebiera, przewodniczący Solidarności w General Motors Manufacturing Poland w Gliwicach.
Sprzątanie będzie
Obaw nie kryją także eksperci rynku motoryzacyjnego.
— Na pewno — zgodnie z zapowiedziami — dojdzie do zmniejszenia zatrudnienia i zamknięcia niektórych zakładów w Europie. Sądzę, że fabryce w Gliwicach likwidacja nie grozi, ale restrukturyzacji z pewnością nie uda się uniknąć — mówi Piotr Wyszogrodzki z PricewaterhouseCoopers.
Dodaje, że pojawienie się w składzie właścicielskim Opla Rosjan nie powinno zasadniczo wpłynąć (czytaj: negatywnie) na postrzeganie marki na świecie. A co za tym idzie — na sprzedaż samochodów.
— Z pewnością jednak uzasadnione są obawy, że Rosjanie wykorzystają dla potrzeb własnego przemysłu nowoczesne technologie Opla — dodaje Piotr Wyszogrodzki.
Nadzieje FSO
Gdy jedni obawiają się zmiany właściciela Opla, inni upatrują w tym szansy na poprawę sytuacji.
— Jest możliwe, że gdy General Motors sprzeda już Opla, będzie chciał wzmocnić pozycję w Europie poprzez silniejsze wypromowanie Chevroleta. Mamy nadzieję, że stworzy to dla naszego zakładu szansę na pozyskanie do produkcji kolejnego po Aveo modelu tej marki — dywaguje Marek Dyżakowski, przewodniczący Związku Zawodowego Inżynierów i Techników w FSO.
Prezes Janusz Woźniak nie chce komentować zmian właścicielskich w Oplu i ich konsekwencji dla FSO.
— Zarząd spółki i jej właściciel na bieżąco analizują różne scenariusze z koreańskim oddziałem GM — mówi enigmatycznie szef FSO.
Rada dyrektorów amerykańskiego koncernu General Motors zdecydowała się na sprzedaż większości udziałów (55 proc.) w niemieckiej spółce motoryzacyjnej Opel. Nabywcą ma być popierane od dawna przez władze niemieckie i załogę spółki austriacko-kanadyjskie konsorcjum Magna International Inc. i rosyjski bank Sbierbank. Decyzja może mięć spore konsekwencje nie tylko dla niemieckiego Opla, ale także dla gliwickiej fabryki tej marki. W polskim zakładzie nie kryją obaw.
— Jeśli mielibyśmy brać pod uwagę tylko ekonomię, to nasz zakład nie ma czego się obawiać. Jeśli jednak górę weźmie polityka, obawiam się, że ktoś w Niemczech może zechcieć nas poświęcić kosztem jakiegoś lokalnego zakładu Opla, wcześniej przewidzianego do zamknięcia. Trzeba także przyznać, że Magna to trudny pracodawca — podkreśla Sławomir Ciebiera, przewodniczący Solidarności w General Motors Manufacturing Poland w Gliwicach.
Sprzątanie będzie
Obaw nie kryją także eksperci rynku motoryzacyjnego.
— Na pewno — zgodnie z zapowiedziami — dojdzie do zmniejszenia zatrudnienia i zamknięcia niektórych zakładów w Europie. Sądzę, że fabryce w Gliwicach likwidacja nie grozi, ale restrukturyzacji z pewnością nie uda się uniknąć — mówi Piotr Wyszogrodzki z PricewaterhouseCoopers.
Dodaje, że pojawienie się w składzie właścicielskim Opla Rosjan nie powinno zasadniczo wpłynąć (czytaj: negatywnie) na postrzeganie marki na świecie. A co za tym idzie — na sprzedaż samochodów.
— Z pewnością jednak uzasadnione są obawy, że Rosjanie wykorzystają dla potrzeb własnego przemysłu nowoczesne technologie Opla — dodaje Piotr Wyszogrodzki.
Nadzieje FSO
Gdy jedni obawiają się zmiany właściciela Opla, inni upatrują w tym szansy na poprawę sytuacji.
— Jest możliwe, że gdy General Motors sprzeda już Opla, będzie chciał wzmocnić pozycję w Europie poprzez silniejsze wypromowanie Chevroleta. Mamy nadzieję, że stworzy to dla naszego zakładu szansę na pozyskanie do produkcji kolejnego po Aveo modelu tej marki — dywaguje Marek Dyżakowski, przewodniczący Związku Zawodowego Inżynierów i Techników w FSO.
Prezes Janusz Woźniak nie chce komentować zmian właścicielskich w Oplu i ich konsekwencji dla FSO.
— Zarząd spółki i jej właściciel na bieżąco analizują różne scenariusze z koreańskim oddziałem GM — mówi enigmatycznie szef FSO.
Rada dyrektorów amerykańskiego koncernu General Motors zdecydowała się na sprzedaż większości udziałów (55 proc.) w niemieckiej spółce motoryzacyjnej Opel. Nabywcą ma być popierane od dawna przez władze niemieckie i załogę spółki austriacko-kanadyjskie konsorcjum Magna International Inc. i rosyjski bank Sbierbank. Decyzja może mięć spore konsekwencje nie tylko dla niemieckiego Opla, ale także dla gliwickiej fabryki tej marki. W polskim zakładzie nie kryją obaw.
— Jeśli mielibyśmy brać pod uwagę tylko ekonomię, to nasz zakład nie ma czego się obawiać. Jeśli jednak górę weźmie polityka, obawiam się, że ktoś w Niemczech może zechcieć nas poświęcić kosztem jakiegoś lokalnego zakładu Opla, wcześniej przewidzianego do zamknięcia. Trzeba także przyznać, że Magna to trudny pracodawca — podkreśla Sławomir Ciebiera, przewodniczący Solidarności w General Motors Manufacturing Poland w Gliwicach.
Sprzątanie będzie
Obaw nie kryją także eksperci rynku motoryzacyjnego.
— Na pewno — zgodnie z zapowiedziami — dojdzie do zmniejszenia zatrudnienia i zamknięcia niektórych zakładów w Europie. Sądzę, że fabryce w Gliwicach likwidacja nie grozi, ale restrukturyzacji z pewnością nie uda się uniknąć — mówi Piotr Wyszogrodzki z PricewaterhouseCoopers.
Dodaje, że pojawienie się w składzie właścicielskim Opla Rosjan nie powinno zasadniczo wpłynąć (czytaj: negatywnie) na postrzeganie marki na świecie. A co za tym idzie — na sprzedaż samochodów.
— Z pewnością jednak uzasadnione są obawy, że Rosjanie wykorzystają dla potrzeb własnego przemysłu nowoczesne technologie Opla — dodaje Piotr Wyszogrodzki.
Nadzieje FSO
Gdy jedni obawiają się zmiany właściciela Opla, inni upatrują w tym szansy na poprawę sytuacji.
— Jest możliwe, że gdy General Motors sprzeda już Opla, będzie chciał wzmocnić pozycję w Europie poprzez silniejsze wypromowanie Chevroleta. Mamy nadzieję, że stworzy to dla naszego zakładu szansę na pozyskanie do produkcji kolejnego po Aveo modelu tej marki — dywaguje Marek Dyżakowski, przewodniczący Związku Zawodowego Inżynierów i Techników w FSO.
Prezes Janusz Woźniak nie chce komentować zmian właścicielskich w Oplu i ich konsekwencji dla FSO.
— Zarząd spółki i jej właściciel na bieżąco analizują różne scenariusze z koreańskim oddziałem GM — mówi enigmatycznie szef FSO.
Rada dyrektorów amerykańskiego koncernu General Motors zdecydowała się na sprzedaż większości udziałów (55 proc.) w niemieckiej spółce motoryzacyjnej Opel. Nabywcą ma być popierane od dawna przez władze niemieckie i załogę spółki austriacko-kanadyjskie konsorcjum Magna International Inc. i rosyjski bank Sbierbank. Decyzja może mięć spore konsekwencje nie tylko dla niemieckiego Opla, ale także dla gliwickiej fabryki tej marki. W polskim zakładzie nie kryją obaw.
— Jeśli mielibyśmy brać pod uwagę tylko ekonomię, to nasz zakład nie ma czego się obawiać. Jeśli jednak górę weźmie polityka, obawiam się, że ktoś w Niemczech może zechcieć nas poświęcić kosztem jakiegoś lokalnego zakładu Opla, wcześniej przewidzianego do zamknięcia. Trzeba także przyznać, że Magna to trudny pracodawca — podkreśla Sławomir Ciebiera, przewodniczący Solidarności w General Motors Manufacturing Poland w Gliwicach.
Sprzątanie będzie
Obaw nie kryją także eksperci rynku motoryzacyjnego.
— Na pewno — zgodnie z zapowiedziami — dojdzie do zmniejszenia zatrudnienia i zamknięcia niektórych zakładów w Europie. Sądzę, że fabryce w Gliwicach likwidacja nie grozi, ale restrukturyzacji z pewnością nie uda się uniknąć — mówi Piotr Wyszogrodzki z PricewaterhouseCoopers.
Dodaje, że pojawienie się w składzie właścicielskim Opla Rosjan nie powinno zasadniczo wpłynąć (czytaj: negatywnie) na postrzeganie marki na świecie. A co za tym idzie — na sprzedaż samochodów.
— Z pewnością jednak uzasadnione są obawy, że Rosjanie wykorzystają dla potrzeb własnego przemysłu nowoczesne technologie Opla — dodaje Piotr Wyszogrodzki.
Nadzieje FSO
Gdy jedni obawiają się zmiany właściciela Opla, inni upatrują w tym szansy na poprawę sytuacji.
— Jest możliwe, że gdy General Motors sprzeda już Opla, będzie chciał wzmocnić pozycję w Europie poprzez silniejsze wypromowanie Chevroleta. Mamy nadzieję, że stworzy to dla naszego zakładu szansę na pozyskanie do produkcji kolejnego po Aveo modelu tej marki — dywaguje Marek Dyżakowski, przewodniczący Związku Zawodowego Inżynierów i Techników w FSO.
Prezes Janusz Woźniak nie chce komentować zmian właścicielskich w Oplu i ich konsekwencji dla FSO.
— Zarząd spółki i jej właściciel na bieżąco analizują różne scenariusze z koreańskim oddziałem GM — mówi enigmatycznie szef FSO.