Globalny lider ściga iTaxi

opublikowano: 04-09-2012, 00:00

MyTaxi staje w szranki z biznesem m.in. Łukasza Wejcherta. Wygra ten, kto przekona taksówkarzy do technologii

50 mln zł — tyle co miesiąc wynoszą łączne przychody wszystkich 10 tys. taksówkarzy w Warszawie. Od marca uszczknąć choć promil tej sumy próbują m.in. twórcy i inwestorzy usługi iTaxi.

— W stolicy współpracuje z nami 300 taksówkarzy, chcemy dojść do poziomu 800. Wtedy użytkownicy będą widzieli 70-80 taksówek wolnych na mapie Warszawy i na samochód nie będzie się czekać dłużej niż 5 minut — uważa Łukasz Felsztukier, szef iTaxi. Od kwietnia iTaxi zrealizowała niecałe 4,5 tys. kursów przy przychodach w okolicach ledwie 10 tys. zł. Jednak inwestorzy, w tym m.in. Łukasz Wejchert, zapewniają, że mają dużo cierpliwości.

Na razie spółka wydaje 0,5 mln zł z pierwszej rundy finansowania i czeka na rozstrzygnięcie dotyczące unijnej dotacji na 1,5 mln zł. Jednak jeśli iTaxi chce podbić telefony Polaków i umysły taksówkarzy, musi dodać gazu. Okazuje się, że po cichu nadjeżdża niemiecki gigant i globalny lider, czyli myTaxi.

10 mln powodów

W Polsce za myTaxi stoją menedżerowie-wyjadacze: Krzysztof Szlaga i Artur Pielech. To oni budowali warszawskie biuro firmy konsultingowej Roland Berger, potem pracowali m.in. dla funduszu Bridgepoint.

— Aplikacja myTaxi i usługi, jakie daje, skusiła już m.in. 1,5 mln Niemców i 15 tys. tamtejszych taksówkarzy. MyTaxi jest obecne m.in. w Hiszpanii i Austrii. Niedawno firma otworzyła oddział w Australii, równocześnie z Warszawą rusza też Waszyngton — tłumaczy Krzysztof Szlaga.

Udziałowcami myTaxi są m.in. Deutsche Telekom i Daimler, a spółka w styczniu ogłosiła, że do miliona euro finansowania inwestorzy dołożyli kolejne 10 mln EUR. W Polsce budżet na wejście jest całkiem pokaźny. Będzie wojna czy może w Warszawie, jak i w 7 innych dużych polskich miastach, starczy miejsca na dwie aplikacje do zamawiania taksówek?

— W samym Londynie działa kilka takich firm i każda z nich liczy na sukces — podkreśla Łukasz Felsztukier.

— Nie wykluczam, że to my zajmiemy pozycję dominującego gracza. W kilka miesięcy chcemy dobić do tysiąca taksówkarzy w Warszawie. Za dwa tygodnie ruszamy z dużą kampanią marketingową — przekonuje Krzysztof Szlaga.

Opór taryfy

Rywalizacja już jest: część taksówkarzy przyjmuje sprzęt od obu firm. Domena mytaxi.pl natomiast od lipca zeszłego roku zarejestrowana jest na spółkę związaną z… Łukaszem Felsztukierem. Klucz do sukcesu leży jednak gdzie indziej: obie aplikacje natykają się w Polsce na ten sam problem czyli budowanie zasięgu.

Z pozoru model biznesowy na linii aplikacja — taksówkarz jest prosty. Firmy dają telefony z oprogramowaniem do przyjmowania kursów, a taksówkarz płaci 2-3 złote prowizji za każdy przyjęty kurs z iTaxi lub myTaxi. Jednak największe warszawskie korporacje nie chcą o tym słyszeć, w obawie przed tym, że w ten sposób stracą przewagę sieci jeżdżącej po wyższej niż średnia rynkowa cenie. W telefonach można sortować taksówki według wysokości taryf.

— Cena nie jest najważniejsza dla użytkowników. Najbardziej liczy się czas dojazdu i dostępność taksówki. W naszym rankingu najczęściej zamawianych taksówek, kierowca o najniższej stawce za km znalazł się dopiero na 4. miejscu — przekonuje Łukasz Felsztukier.

— Taksówkarze przełamią swój opór, stoją na ekonomicznym hamulcu. Skoro na 12 godzin pracy tylko 3 godziny mają przejeżdżone, potrzebują nowych pasażerów — uważa Jan Kawka, członek zarządu warszawskiego Merc Taxi.

Taksówki po niemiecku

8 na 10 taksówek zamawianych przez telefon w Europie to efekt używania aplikacji myTaxi. Założona w 2009 r. firma ma 80 pracowników i działa w kilku krajach na świecie. Pomysł sprawdził się najpierw na niemieckim rynku i obecnie skupia tam 15 tys. taksówkarzy z ponad 30 miast. Udziałowcami spółki są m.in. Daimler i Deutsche Telekom oraz znany niemiecki inwestor internetowy Lars Hinrichs.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu