Głos wołającego na unijnej pustyni

04-07-2018, 22:00

Stanowiska grup politycznych oraz głosy pojedynczych posłów odnosiły się nie do tez o przyszłości UE, lecz do bieżącej sytuacji w Polsce.

Przysłowie o rzucaniu prawd objawionych w przestrzeń bez odzewu odnosi się zwykle do puszczy, jednak wobec wystąpienia premiera Mateusza Morawieckiego w Parlamencie Europejskim bardziej pasuje nawiązanie do biblijnego oryginału z pustynią. Po sali plenarnej w Strasburgu hulał bowiem wiatr — spośród 751 europosłów obecna była tylko polska pięćdziesiątka, szefowie grup politycznych oraz kilkunastu zainteresowanych zabraniem głosu. Ale taki jest standard sesji PE — wszyscy schodzą się tylko w południe na godzinny blok głosowań. Nośnikiem wystąpień z mównicy jest telewizja, zarówno na setkach monitorów wewnątrz kompleksu PE, jak i w przekazie zewnętrznym.

Zobacz więcej

Miejsca widoczne za mównicą zajmowała austriacka prezydencja Rady UE, natomiast fotele europosłów były puste. Fot. REUTERS-Vincent Kessler-Forum

Co miesiąc jeden prezydent/premier wygłasza w Strasburgu exposé/wykład na temat swojej wizji unijnej przyszłości. Mateusz Morawiecki był ósmy, ale jego 35-minutowa prezentacja radykalnie różniła się od wszystkich poprzednich. Nie w samej treści, lecz w jej odbiorze, przynajmniej bezpośrednim na sali. Stanowiska ponadnarodowych grup oraz głosy pojedynczych posłów, a w konsekwencji również odpowiedzi premiera, odnosiły się bowiem nie do przedstawionych tez o przyszłości UE, lecz do bieżącej sytuacji w Polsce — stanu praworządności oraz zmian w sądownictwie. Na tych niewygodnych dla szefa rządu wątkach skoncentrował się również Valdis Dombrovskis, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej, chociaż jako komisarz zajmuje się akurat tematami bliskimi Mateuszowi Morawieckiemu — stabilnością finansową, rynkami kapitałowymi i euro.

Premier przygotowywał programowe wystąpienie kilka tygodni. Zebrał w nim całą doktrynę PiS w odniesieniu do projektu europejskiego, której fundamentem jest umocnienie państw narodowych, przeciwstawione federalizacji forsowanej przez unijne instytucje, w tym również przez PE. Zaapelował o tzw. demokratyczne przebudzenie oraz aneksowanie kontraktu unijnego, ponieważ tego domaga się zakodowany w obywatelach gen wolności. I wyznaczył wspólnocie trzy kierunki. Pierwszy to Unia 4.0 jako forpoczta czwartej rewolucji przemysłowej i pogłębiony wspólny rynek. Drugim powinna być Unia bezpieczna, zdająca sobie sprawę z geopolitycznych wyzwań i gotowa odpowiadać na nie jednym głosem. Trzeci kierunek to Unia obywatelska, społecznie wrażliwa, chroniąca ludzi przed siłą globalnych korporacji. Suma tych trzech elementów miałaby dać Unię 2.0, składającą się z upodmiotowionych narodów, realizującą uwspółcześnioną wizję Charlesa de Gaulle’a. Kreatywny materiał zajął należne mu miejsce w archiwum PE, ale mała jest nadzieja, że zainteresuje się nim ktokolwiek poza europosłami PiS.

W kontraście do porannej debaty teoretycznej, południowy blok głosowań PE obejmował m.in. ważny pakiet mobilności. Z punktu widzenia polskiej branży transportowej na razie nie ma ani sukcesu, ani porażki. Posłom spoza twardego jądra UE udało się odrzucić niekorzystne dla tego specyficznego sektora poprawki komisji zatrudnienia, ale nie przeszedł mandat do pełnego wyłączenia przewozów międzynarodowych spod reżimu dyrektywy o delegowaniu pracowników. Zabrakło dosłownie… jednego głosu. Prace nad pakietem wracają zatem do komisji transportu i nadal toczy się rozgrywka o wynegocjowanie porozumienia, które będzie w stanie poprzeć większość PE.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Głos wołającego na unijnej pustyni