Gminna repolonizacja

opublikowano: 16-08-2018, 22:00

Francuski potentat Saur, zarządzający m.in. wodą i ściekami w Gdańsku, bardziej niż prokuratora obawia się lokalnej polityki

Trendy repolonizacyjne ze szczebla centralnego przenoszą się do Polski samorządowej. Coraz częściej gminni politycy mówią o potrzebie przejmowania spółek świadczących usługi komunalne, np. wodno-kanalizacyjne i ciepłownicze, w których większościowe udziały mają zagraniczne firmy. Niektóre z nich, jak Saur Neptun Gdańsk (SNG), czarno widzą przyszłość po wyborach.

Spółka SNG, kierowana przez Guya Fourniera, nie ma najlepszej passy.
O awarii, która spowodowała zrzut ścieków do Motławy, mówiła cała Polska — tuż
przed kampanią wyborczą. Lokalni politycy, którzy popierają ideę repolonizacji,
natychmiast ogłosili, że umowę z francuskim inwestorem trzeba wypowiedzieć.
Wyświetl galerię [1/3]

POD OSTRZAŁEM:

Spółka SNG, kierowana przez Guya Fourniera, nie ma najlepszej passy. O awarii, która spowodowała zrzut ścieków do Motławy, mówiła cała Polska — tuż przed kampanią wyborczą. Lokalni politycy, którzy popierają ideę repolonizacji, natychmiast ogłosili, że umowę z francuskim inwestorem trzeba wypowiedzieć. Fot. ARC

Wokół SNG, spółki publiczno-prywatnej, która dostarcza wodę i odprowadza ścieki w Gdańsku oraz kilku okolicznych gminach, zrobiło się ostatnio gorąco — głównie w związku z pechową awarią w maju. W wyniku błędu, którego przyczyn do dzisiaj nie udało się ustalić, do Motławy przez trzy dni spływały ścieki (100 mln litrów), potencjalnie zagrażające środowisku i turystom, kąpiącym się w Zatoce Gdańskiej. Sprawę wciąż bada prokuratura.

— Jest za wcześnie, by jednoznacznie wskazać, czy zawinił czynnik ludzki, czy też była to usterka techniczna. Współpracujemy z podmiotami świadczącymi usługi specjalistyczne w tym zakresie, przeprowadzamy wnikliwą analizę. Jednocześnie zrobiliśmy, co w naszej mocy, by w jak największym stopniu złagodzić skutki zdarzenia — informuje Guy Fournier, prezes SNG.

Ekoawaria wywołała lawinę. Spółka jest dziś pod kontrolą sześciu instytucji — m.in. Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska i Wód Polskich. Sprawę awaryjnego zrzutu ścieków komentował nawet premier Mateusz Morawiecki, który negatywnie wypowiedział się o SNG. Francuscy przedstawiciele spółki, którzy sami zgłosili się do „PB”, bardziej niż bezpośrednich konsekwencji zdarzenia obawiają się jednak mody na repolonizację, której coraz głośniej domagają się lokalni politycy.

Po wygranych wyborach umowę Saur International chciałby wypowiedzieć kandydat PiS na prezydenta miasta — Kacper Płażyński, adwokat, do niedawna menedżer w Enerdze (przed ogłoszeniem startu w wyborach rozwiązał umowę ze spółką).

Polityk nie popiera przekazywania zadań publicznych prywatnym firmom na takich zasadach jak SNG. Krytykuje też działalność spółki.

Podział zadań

— SNG nie zarabia na inwestycjach ani dodatnich działaniach na rzecz miasta, ale na ustalanych przez władze miejskie cenach dostarczania wody i odbioru ścieków. Stąd pochodzą zyski spółki. W infrastrukturę miejską inwestuje natomiast Gdańska Infrastruktura Wodociągowo-Kanalizacyjna [GIWK, spółka miejska — red.] i to ona powinna zarządzać dostawą wody i odbiorem ścieków w mieście. Poza tym firma, która jak SNG szczyci się know-how i jednocześniew ciągu 15 lat wydaje pół miliarda złotych na outsourcing, nie jest dla mnie wiarygodna. Mam też dużo wątpliwości co do zasadności postanowień umowy, na mocy której działa — mówi Kacper Płażyński.

Jego zdaniem, przepływ dywidendy do francuskiej centrali zamiast do miejskiej kasy jest działaniem na szkodę mieszkańców. Zwraca też uwagę na „ogromne” pensje wypłacane zarządowi i radzie nadzorczej spółki — „na poziomie największych spółek skarbu państwa”.

— Czujemy dużą presję. Nie dość, że jesteśmy kontrolowani przez tyle podmiotów jednocześnie, to staliśmy się jednym z głównych bohaterów lokalnej kampanii wyborczej w Gdańsku. Nie chcemy być częścią rozgrywek politycznych przed wyborami samorządowymi ani na szczeblu centralnym — mówi Gilles Lasartesse, członek rady nadzorczej SNG.

Firma wodno-ściekowa jest łakomym kąskiem — co roku wypracowuje zysk na poziomie około 12 mln zł, który w postaci dywidendy trafia do udziałowców. SNG działa w Gdańsku od 25 lat. To jedna z pierwszych w Polsce spółek łączących kapitał prywatny i samorządowy (została powołana w 1993 r., jeszcze zanim weszła w życie ustawa o PPP). 51 proc. udziałów należy do francuskiego potentata w branży usług komunalnych Saur International, który na rodzimym rynku współpracuje z 7 tys. gmin, działa też m.in. w Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i Arabii Saudyjskiej. Partner znad Sekwany wniósł know-how i jako operator zarządza całym systemem. Pozostałe 49 proc. udziałów ma miasto, które poprzez GIWK jest właścicielem infrastruktury wodno-ściekowej. Z tytułu jej dzierżawy SNG co roku płaci GIWK kilkadziesiąt milionów złotych, a na inwestycje w sprzęt komputerowy i pojazdy przeznacza ok. 2,5 mln zł (dane przekazane przez spółkę).

Walka na argumenty

Takich spółek jak SNG jest w Polsce więcej, choć większość samorządów wykorzystuje tradycyjny model zarządzania usługami komunalnymi — np. sąsiednia Gdynia, gdzie spółka wodno-ściekowa w 100 proc. należy do miasta. W Gdańsku na podobnych zasadach jak SNG działa Gdańskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej (GPEC), w którym większość udziałów ma niemiecka firma Leipziger Stadtwerke (mniejszościowym udziałowcem jest gmina). Niedawno Polska Grupa Energetyczna miała jej złożyć propozycję ich odkupienia. Lokalne portale informowały, że oferta opiewająca na 100-110 mln EUR została odrzucona.

— Moim zdaniem, ciepłownictwo, polityka śmieciowa, wodno-kanalizacyjna czy transport publiczny to dziedziny, których samorządy nie powinny oddawać w zarząd podmiotom trzecim, wyzbywając się w ten sposób możliwości kształtowania tych funkcji. Z punktu widzenia bezpieczeństwa mieszkańców to działanie nieodpowiedzialne, kiedy oddajemy kontrolę nad infrastrukturą krytyczną prywatnym podmiotom. Nie mówimy tutaj o zwyczajnych branżach, ale o usługach stanowiących w Gdańsku monopole. Odpowiedzialna władza niewyzbywa się monopoli, od których w ogromnej mierze zależy jakość życia mieszkańców Gdańska — mówi Kacper Płażyński.

Kontrakt SNG z miastem wygasa dopiero w 2023 r. Miasto może go wypowiedzieć m.in. w przypadku „istotnych naruszeń”, a także w momencie wygaśnięcia umowy dzierżawy (która kończy się wcześniej niż kontrakt). Zdaniem kandydata PiS, majowa awaria jest takim naruszeniem.

— Nie widzimy żadnych okoliczności, które mogłyby uzasadniać wypowiedzenie umowy — uważa natomiast Guy Fournier.

„Trzeba zauważyć, że spółka, nawet w przypadku przejęcia przez samorząd, wciąż będzie potrzebować doświadczenia sektora prywatnego w ulepszaniu jakości usług, radzeniu sobie w skomplikowanych sytuacjach i inwestowaniu w nowe technologie (…). Rozwiązania w zakresie efektywności oraz rozwiązania biznesowe, które wprowadził Saur do SNG, są dowodem na to, że infrastruktura wodno-kanalizacyjna może przynosić miastu zysk, a nie tylko generować straty, jak w wielu innych miastach i gminach” — twierdzi Michel Fourre, wiceprezydent ds. międzynarodowego rozwoju w Saur International, podkreślając, że na razie pomysł przejęcia przez samorząd SNG traktuje jako „spekulacje i plotki”.

"Brak przesłanek"

Urząd miasta, na czele którego stoi skłócony z PiS Paweł Adamowicz, otwarcie broni interesów SNG. Wpływ na jej działalność, z punktu widzenia prawa, ma poprzez przedstawicieli miasta zasiadających w radzie nadzorczej. Sam, jako zwolennik prywatyzacji, jest przewodniczącym rady nadzorczej gdańskiej spółki ciepłowniczej, którą za jego kadencji miasto odsprzedało niemieckiej firmie. Pobiera z tego tytułu wynagrodzenie, pełniąc jednocześnie funkcję urzędniczą, co budzi niemałe wątpliwości etyczne nie tylko wśród jego politycznych oponentów. 

— Ewentualną przesłanką do zerwania kontraktu może być uporczywe nieświadczenie usługi. Sytuacji z maja to nie dotyczy, bo po zaistnieniu awarii spółka podjęła natychmiastowe działania w celu jak najszybszego przywrócenia prawidłowego funkcjonowania przepompowni — informuje Alicja Bitner z referatu prasowego miasta (choć w aneksie do umowy są wymienione też inne przesłanki).

Dodaje, że nałożenie ewentualnych kar za potencjalne zanieczyszczenie środowiska należy do służb państwowych. W oficjalnym komunikacie, opublikowanym na stronie internetowej w lipcu, ratusz podkreśla, że w Motławie nie doszło do katastrofy ekologicznej (zbadał to Instytut Morski w Gdańsku).

— Zastosujemy instrumenty prawne wobec każdego, kto użyje takiego określenia w publicznych wypowiedziach — zapowiada Piotr Grzelak, zastępca prezydenta Gdańska ds. polityki komunalnej.

Urząd pracuje też nad przygotowaniem „raportu o przyczynach awarii i wnioskach na przyszłość mających zapobiec podobnym zdarzeniom”.

 

OKIEM EKSPERTA

Wiele możliwości

RAFAŁ CIEŚLAK, radca prawny z kancelarii Cieślak & Kordasiewicz

Takich spółek jak gdańska SNG, funkcjonujących od lat 90., jest w Polsce wiele. Model przekazywania zadań publicznych specjalnie powołanym spółkom, z udziałem kapitału prywatnego i publicznego, swego czasu był całkiem popularny. Dzisiaj w takich przypadkach sięga się często po inny model — przewidziany w ustawach o PPP i umowie koncesji na roboty budowlane lub usługi. Nadal istnieje jednak trzecia droga: zawiązanie spółki publiczno-prywatnej z pominięciem przepisów o PPP na podstawie ustawy o gospodarce komunalnej, pod warunkiem, że nie mamy do czynienia z zamówieniem publicznym ani koncesją.

Plusem takiego rozwiązania jest to, że podmiot prywatny wnosi know-how i kapitał. Jestem przeciwnikiem czystej prywatyzacji zadań samorządowych, w której strona publiczna oddaje je w 100 proc. prywatnej firmie. Podmiot publiczny nie powinien wyzbywać się kontroli nad sposobem wykonywania zadań. Przepisy umożliwiają jednak uchronienie się przed tym — poprzez postanowienia kontraktowe, umowę spółki czy skład organów zarządzających i nadzorczych, które są obligatoryjne w przypadku spółek z udziałem samorządów. Dyskusja dotycząca zasad powierzania zadań publicznych podmiotom prywatnym powinna być cały czas otwarta, lepiej jednak, by nie toczyła się w czasie nadchodzącej kampanii wyborczej.

 

Samorządowo-prywatne iskrzenie

Konflikty samorządów z inwestorami, którzy działają w sektorze komunalnym, nie są rzadkie. Głośny był np. spór w Opolu, dotyczący kontroli nad Energetyką Cieplną Opolszczyzny (ECO). 53,3 proc. głosów w ECO ma miasto z kilkoma gminami, a 45,7 proc. niemiecki koncern energetyczny E.ON. Kiedy po wyborach samorządowych z 2014 r. władzę w mieście przejęła koalicja działaczy lokalnych i PiS, ruszyła w ECO walka prawników. Zwoływali walne zgromadzenia, podważali uchwały, negocjowali miejsca w zarządzie. Miasto wymusiło odwołanie wieloletniego prezesa ECO. Zmian w akcjonariacie dotychczas nie było.

Półtora roku temu resort środowiska skrytykował skutki prywatyzacji firm ciepłowniczych.

— W minionych kilkunastu latach prywatni, najczęściej zagraniczni, inwestorzy przejęli główne sieci ciepłownicze oraz inne strategiczne obiekty i instalacje do wytwarzania i dystrybucji energii cieplnej. Podmioty te bardzo często nie rozwijały sieci odbiorców, nieznacznie również angażowały się w inwestycje proekologiczne. Stało się tak na przykład w Warszawie, Łodzi, Zielonej Górze, Wrocławiu, Toruniu i Poznaniu — oceniło wówczas Ministerstwo Środowiska.

Na koniec 2015 r. samorządy miały udziały w 2324 spółkach z o.o. i 273 spółkach akcyjnych. Część z tych podmiotów to spółki o kapitale mieszanym, w których udziałowcem jest prywatny inwestor. Już w 2004 r. firmy z takim kapitałem stanowiły ok. jednej czwartej spółek komunalnych. [GRA, AR]

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksandra Rogala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Gminna repolonizacja