Gminy zakręcą wiatrakami

Samorząd będzie mógł zdecydować, że na jego terenie wiatrak może stać choćby 600 m od zabudowań. To nowy pomysł rządu na ceny energii i cel OZE

To jedna z najbardziej spektakularnych wolt rządu PiS. Tzw. zasadę 10h, określającą odległość wiatraka od zabudowań, wprowadzono w maju 2016 r. W zeszłym tygodniu Tomasz Dąbrowski, wiceminister energii, zapowiedział zaś, że planowane jest jej „odblokowanie”.

Ministerstwo Energii, którym kieruje Krzysztof Tchórzewski, w 2016 r. zabiło
branżę wiatrową, a teraz próbuje ją wskrzesić. Gminy i inwestorzy zacierają
ręce.
Zobacz więcej

ZWROT:

Ministerstwo Energii, którym kieruje Krzysztof Tchórzewski, w 2016 r. zabiło branżę wiatrową, a teraz próbuje ją wskrzesić. Gminy i inwestorzy zacierają ręce. Fot. Marek Wiśniewski

— Przynajmniej w odniesieniu do tych inwestycji, które są możliwe do realizacji w gminach, gdzie jest zgoda społeczna — mówił w Sejmie Tomasz Dąbrowski, cytowany przez PAP.

Gminy zacierają ręce, a inwestorzy już myślą o przygotowaniu nowych projektów.

Lokalnie, nie centralnie

Zasada 10h oznacza, że dużą elektrownię wiatrową można postawić w odległości nie mniejszej niż 10-krotność jej wysokości od zabudowań mieszkalnych. W praktyce wyłącza to z takich inwestycji 99 proc. kraju. Nic dziwnego, że zasada całkowicie zahamowała rozwój nowych projektów wiatrowych. Jak twierdzą nasi rozmówcy, nowa koncepcja ME zakłada, że na poziomie centralnym zasada 10h nadal będzie obowiązywać, ale gmina będzie miała prawo ją ograniczyć, np. do 600 m.

— Byłby to bardzo dobry kierunek zmian. Dlaczego ktoś na poziomie centralnym miałby decydować za lokalną społeczność? — mówi Janusz Piechocki, burmistrz Morgonina.

— Świetnie, 10h nie powinno być normą bezwzględnie obowiązującą. Niech w decyzjach biorą udział mieszkańcy gminy i radni — mówi Wojciech Cetnarski, inwestor wiatrowy i członek zarządu Polskiego Stowarzyszenia Energii Wiatrowej (PSEW).

Jego firma skupia się przede wszystkim na działających farmach.

— Nie można wykluczyć, że po zmianie przepisów wrócimy do deweloperki — mówi Wojciech Cetnarski.

I tak będzie luka

PSEW w oficjalnym stanowisku wyraziło nadzieję, że nowe przepisy zostaną wprowadzone nowelizacją ustawy o OZE i odległościowej.

— Jeśli chcemy, by inwestorzy odzyskali zaufanie do państwa, to musimy zapewnić im stabilne i przejrzyste przepisy określające warunki, po których spełnieniu inwestor ma możliwość skorzystania z liberalizacji zapisów odległościowych — postuluje Janusz Gajowiecki, prezes PSEW.

Branża zastanawia się jednak, kiedy uda się zmienić przepisy. Nasi rozmówcy obstawiają jesień, jeszcze przed wyborami parlamentarnymi. Ewentualne zliberalizowanie zasady 10h nie wpłynie na charakter aukcji wiatrowej,którą rząd zapowiada na ten rok. Ma przyznać wsparcie źródłom wiatrowym o łącznej mocy 2,5 GW. Jako że nowych projektów nie można było rozwijać, wezmą w niej udział tylko „stare”, czyli wyposażone we wszelkie pozwolenia co najmniej od 2016 r.

— Przygotowanie zupełnie nowego projektu wiatrowego to praca na 4-6 lat, bo obejmuje m.in. badania środowiskowe — wyjaśnia Wojciech Cetnarski.

To oznacza, że na aukcje dla nowych instalacji jeszcze poczekamy. Inny z naszych rozmówców wylicza na tej podstawie, że w latach 2021-24 będzie na rynku widoczna luka inwestycyjna. Stare wiatraki będą się kręcić, a nowe nie będą jeszcze gotowe do budowy.

Wskrzeszane, bo tanie

W 2016 r. rząd zabił wiatraki nie przez przypadek — spełniał obietnice wyborcze PiS, który na protestach antywiatrakowych skutecznie zbił polityczny kapitał. Dziś, jak wskazują nasi rozmówcy, wskrzesza wiatraki, bo bardzo ich potrzebuje.

Po pierwsze, wrażenie zrobiła niska cena energii wiatrowej z ostatniej aukcji. Inwestorzy składali w niej oferty w średniej cenie 200 zł/MWh, podczas gdy w tym czasie na giełdzie energia kosztowała ok. 300 zł/MWh. To ważne dla rządu, który robi, co może, by zamrozić rachunki za prąd. Po drugie, rząd chce zbliżyć się do wyznaczonego przez Unię celu OZE, który w 2020 r. każe Polsce mieć 15-procentowy udział zielonej energii w końcowym zużyciu. Na razie, według prognozy, dojdziemy do 13,8 proc.

Zapowiedź zmodyfikowania zasady 10h to jednocześnie kolejny cios dla projektu Polityki Energetycznej Polski do 2040 r. Krzysztof Tchórzewski, minister energii, zaprezentował go pod koniec 2018 r. i zapowiedział, że nowych projektów wiatrowych w Polsce nie będzie. Uzasadnił to polityką i powołał się na wyborcze obietnice PiS. Jego resort obietnicami już się najwyraźniej nie przejmuje. © Ⓟ

Jak PiS walczył z wiatrakami

Nastawienie polityków do wiatraków pogarszało się już pod koniec kadencji rządu PO-PSL, ale to wybory parlamentarne z 2015 r. przyniosły rewolucję. Rząd PiS szybko przeforsował kilka zmian w prawie, uderzających bezpośrednio w inwestorów wiatrowych. To m.in. ustawa odległościowa (z zasadą 10h), blokująca de facto rozwój nowych projektów, i nowe regulacje podatkowe, nakładające na wiatraki wyższą daninę od nieruchomości. Potem rząd w drodze ustawy zmienił inwestorom wiatrowym warunki kontraktów terminowych, na mniej korzystne, a państwowa spółka Energa wypowiedziała farmom umowy. Odwilż dała o sobie znać już w zeszłym roku, kiedy rząd złagodził zaostrzone wcześniej przepisy podatkowe. Teraz zaś majstruje przy zasadzie 10h.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu