Gołąb w cenie konia (Z CZEGO ŻYJĄ LUDZIE)

AR
opublikowano: 2015-03-07 06:00

Modę na gołębie wyścigowe podsyca na całym świecie klasa nowobogackich Chińczyków. Dzięki nim hodowla tych zwierząt coraz bardziej się opłaca – pisze Bloomberg.

Gołębiarze są często postrzegani jako stetryczali ekscentrycy albo pasjonaci, którzy niedługo "wyginą", jak zegarmistrzowie. Kto by przypuszczał, że hodowla gołębi przeżywa właśnie swój renesans? Nowy powiew do branży wnieśli podobno nowobogaccy Chińczycy, którzy za unikatowy okaz jednego z najbardziej rozpowszechnionych na świecie gatunków ptaków są skłonni płacić w tysiącach euro, jak donosi Bloomberg.

G.OZCAN (CC BY-SA 2.0)

W maju pewien chiński biznesmen Gao Fuxin ustanowił rekord wszech czasów, oferując podczas internetowej aukcji gołębi 310 tys. euro (352 tys. dolarów) za ptaka o imieniu Bolt (nazwanego na cześć słynnego Jamajczyka, jednego z najszybszych biegaczy świata – Usaina Bolta). Poprzedni rekord, z 2012 roku, należał do innego chińskiego biznesmena, który na jeden okaz wyłożył z kieszeni 250,4 tys. euro. Podobne kwoty padają podczas licytacji koni czystej krwi arabskiej w słynnej stadninie w Janowie!

Za gołębia jak za araba

Najdroższe okazy rasowych rumaków i klaczy sprzedawane są tam po 200-400 tys. euro. Do polskiego Janowa, znanego w tzw. "wysokich kręgach", przyjeżdżają najbogatsi ludzie z całego świata. Po gołębie też jeździ się do renomowanych hodowców – głównie do Belgii i Holandii. Tamtejsi gołębiarze należą do elity tego zawodu i znani są z oferowania najlepszych i... najszybszych ptasich ras.

Najszybszych, ponieważ tylko takie są warte tysiące euro. Można by pomyśleć, że mieć swojego gołębia pocztowego to prawdziwy prestiż. W Chinach gołębie cieszą się jednak popularnością, ponieważ panuje tam snobistyczna moda na gonitwy tych ptaków. Raczej nie ma ona wiele wspólnego z prawdziwą miłością do tych zwierząt.

 – Chińczycy bardzo dbają o to, żeby mieć czym się popisać i są gotowi za to słono płacić. Innymi słowy, lubią się afiszować – mówi Ian Somers z Pigeon Paradise, belgijski broker, który sprzedał gołębia Bolta. Od 2009 roku jego firma przeprowadziła dziewięć aukcji, z których łączny dochód przekroczył milion euro!

Inny hodowca na łamach Bloomberga – Mike Ganus z USA – chwali się, że rocznie sprzedaje Chińczykom ok. 500 sztuk gołębi. – Dawniej udawało się wcisnąć każdego europejskiego chempiona Chińczykowi, dzisiaj szukają naprawdę wyrafinowanych okazów – dodaje hodowca. Według hodowców w wyścigach gołębi liczą się tylko rasowe ptaki.

Nie dla miłośników zwierząt

Gołębie traktowane są nie tylko jako elitarne hobby, ale też inwestycja. Wartość portfeli pojedynczych inwestorów może sięgać nawet milionów euro. Gołębie, wystawiane w gonitwach,podobnie jak konie, przynoszą też dochody. Nieoficjalnie mówi się o gigantycznym, często nielegalnym, rynku bukmacherskim podczas organizowanych na całym świecie wyścigów tych ptaków.

I to jest właśnie najciemniejsza strona gołębiarstwa, daleka od poczciwej pasji hodowania gołębi pocztowych albo podwórkowych. W Chinach średnio 10 proc. ptaków, które biorą udział w takich zawodach ginie. Jeśli nie umierają w szponach jastrzębi, to przechwytują je dla zysku tzw. gołębi piraci, czyli złodzieje czatujący wzdłuż tras wyścigów. Obrońcy praw zwierząt zwracają uwagę, że odsetek ptaków, umierających podczas takich "rozrywkowych" spotkań, i tak jest prawdopodobnie zaniżony.

Ekskluzywne okazy, takie jak Bolt, nie startują jednak w wyścigach, ponieważ są zbyt cenne. Są to tak zwane gołębie pokazowe, które swoje życie spędzają w stadninach albo są wystawiane na aukcjach.

W cyklu "z czego żyją ludzie" pisaliśmy wcześniej o tym, jak Chińczycy pokochali zwierzęta domowe, napędzając rynek hodowców psów i kotów. Było też o tym, jak zamienili orzechy włoskie w symbol luksusu i inwestują w nie jak w złoto.

PRZECZYTAJ INNE TEKSTY Z SERII "Z CZEGO ŻYJĄ LUDZIE">>