Gołe baby, trumny i malarze

opublikowano: 02-01-2013, 00:00

Jak sprawić, by kontrahenci powiesili w biurze kalendarz właśnie twojej firmy? Polscy przedsiębiorcy miewają na tym polu oryginalne pomysły

Dwa lata temu do redakcji polskich gazet trafił niezwykły kalendarz reklamowy: nagie lub półnagie modelki opierały się o trumny, leżały w nich, stały na nich, wpychały je gdzieś. Wicenaczelny „Gazety Wyborczej” natychmiast kazał jednemu z dziennikarzy „opisać to kuriozum”, a zapytany o zdanie prof. Zygmunt Bauman, socjolog, rozłożył bezradnie ręce mówiąc: „Takie czasy”.

— W Polsce mamy 2 tys. producentów trumien. Trzeba się jakoś wyróżnić — tłumaczył wówczas „Gazecie” Bartłomiej Lindner, szef marketingu w firmie Lindner, która kalendarz wydała. I do dziś nie zrezygnowała ze swojego pomysłu, bo — jak wyjaśnia na stronie ów produkt sprzedającej — „nagie modelki i trumny łączy wspólny mianownik: Piękno nieprzemijające. Wieczne”.

Wśród firm upatrujących w kalendarzach sposób na utrwalenie wizerunku dominują dwa trendy wzornictwa: kalendarze reklamujące produkty oraz takie, które mają być ozdobą ściany w biurze kontrahenta. Jeśli więc firma należy do branży wdzięcznej obiektywowi fotograficznemu, jak choćby Rossmann — nie ma większego problemu. Pokaże ładne twarze, dołoży kilka kosmetycznych porad i może być pewna, że kalendarz zawiśnie na wielu ścianach.

Jeśli jednak firma produkuje kable telefoniczne, trumny bądź handluje AGD — musi mieć jakiś pomysł. Czasem jest tak schematyczny, jak ten w firmie Lindner: przykuć oko do produktu dzięki nagiej damskiej piersi.

Tym tropem poszła w tym roku m.in. sieć Media Markt, która reklamuje pralki, suszarki i tablety poprzez wijące się wokół nich nagie panie. Czasem firma ma pomysł artystycznie ciekawy. W kalendarzu giganta biotechnologicznego Roche znajdziemy fotogeniczne porównania świata makro i mikro, np. rozgałęzionych naczyń krwionośnych i rozgałęzienia rzek.

Wiele firm decyduje się także na kojarzenie swoich marek wprost ze sztuką, nawet jeśli z malarstwem czy rzeźbą ich branża nie ma nic wspólnego. Na taki pomysł wpadł m.in. Systemics PAB z branży telekomunikacyjnej. Cztery lata temu prezes postanowił w kalendarzu wypromować prace mało znanego w Polsce, ale pokazywanego na świecie malarza meksykańskiego, prywatnie jego zięcia.

Pomysł chwycił i teraz Hermann Orduna maluje obrazy specjalnie do kalendarza Systemicsu, a firma pokazuje je potem w swojej siedzibie oraz przy okazji targów. Malarstwo z kalendarza niektórym kontrahentom tak się spodobało, że kupują prace Meksykanina do domów. Systemics ma nadzieję, że w tle pamiętają, gdzie zobaczyli je po raz pierwszy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Druś

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Gołe baby, trumny i malarze