Urzędnicy skarbówki mają za pomocą zdjęć i widoków zamieszczonych we wspomnianym serwisie weryfikować deklaracje podatników odnośnie wartości ich nieruchomości. Dodatkowo władze planują sprawdzić, czy wszystkie grunty i budynki są prawidłowo zarejestrowane.
Litwa nie jest jednak pierwszym krajem, którego rząd otwarcie przyznaje się do wykorzystywania Google Maps jako użytecznego narzędzia nadzoru. W 2010 r. dzięki serwisowi Google Earth grecki rząd znalazł tysiące nie zgłoszonych basenów, co skutkowało miliardami euro zaległych podatków.
To zmiana podejścia Litwy do Google. Litewska Państwowa Inspekcja Danych pierwotnie bowiem nie udzieliła Google zgody na fotografowanie ulic i dróg wraz z otoczeniem argumentując swoją decyzję troską o bezpieczeństwo danych osobowych i zachowanie prywatności. Inspektorat przede wszystkim chciał, by Google założyło na Litwie placówką zgodnie z prawem krajowym, które nakazywało by przedsiębiorcy spoza Unii Europejskiej współpracowali z lokalnymi władzami i urzędami m.in. w kontekście danych osobowych. Podobnie było też w Czechach.
Google udało się jednak obejść przepisy, powołując się m.in. na szeroką licencję unijną i precedens UE, co pozwoliło aplikacji zadebiutować pod koniec stycznia. W pracach brał udział oddział Google Ireland, i dwóch litewskich pracowników, którzy „pokryli” rynek Bałtycki z warszawskiego biura Google.
