Gorące krzesła i konflikty interesów

Magdalena Laskowska, gn
opublikowano: 26-06-2008, 00:00

Jest więcej chętnych na wejście do rady nadzorczej odzieżowej spółki. Poza Krukiem szykuje się do niej szef Almy.

Jerzy Mazgaj odkrywa karty w sprawie V&W. Wszystkie?

Jest więcej chętnych na wejście do rady nadzorczej odzieżowej spółki. Poza Krukiem szykuje się do niej szef Almy.

Wojciech Kruk nie jest jedyny, który ma chrapkę na wejście do rady nadzorczej Vistuli & Wólczanki (V&W). Jerzy Mazgaj, prezes spożywczej Almy i założyciel spółki Paradise Group, która prowadzi w Polsce franczyzowe salony odzieżowe międzynarodowych marek (m.in. Hugo Boss, Kenzo, Zegna), ma identyczny plan.

— Nie widzę w tym konfliktu interesów. Mam wiele opinii prawnych, które to potwierdzą. Oferta Paradise Group nie konkuruje z kolekcjami V&W, lecz jedynie ją uzupełnia — mówi Jerzy Mazgaj.

Innego zdania są przedstawiciele V&W. Zamierzają swoje racje przedstawić inwestorom finansowym. Oni zdecydują, czy obawiają się konfliktu interesów, czy nie. Podobnie wątpliwości dotyczą Wojciecha Kruka. Maciej Wandzel, przewodniczący rady nadzorczej V&W, uważa, że jego wejście do rady to zły pomysł „ze względu na głęboki konflikt interesów”. Jego zdaniem, Wojciech Kruk może storpedować proces łączenia spółek.

— Ze względu na emocjonalne nastawienie do całej sprawy będzie zapewne utrudniał także konieczną restrukturyzację spółki W. Kruk. Przez to V&W może być narażona na uszczerbek — uważa Maciej Wandzel.

Warto dodać, że odzieżowa grupa Paradise należy do zamkniętego funduszu, w którym większość kontroluje Jerzy Mazgaj. Z danych KRS wynika też, że to on jest prezesem tej spółki.

— Pomyłka. Od kilku lat już nim nie jestem — mówi Jerzy Mazgaj.

Podchody inwestora

Niedawno Alma przekroczyła 5 proc. w kapitale V&W. Prezes zapewnia, że będzie to długoterminowa inwestycja.

— Już od dwóch lat rozważaliśmy wejście do V&W. Od początku tego roku sukcesywnie zwiększaliśmy udział, płacąc około 9,4 zł za papier. Chcę wejść do rady, żeby przyjrzeć się spółce i zdecydować, czy warto dalej w nią inwestować. Nie wykluczam, że w przyszłości zwiększę zaangażowanie — informuje inwestor.

Alma kupowała więc papiery V&W drożej niż teraz jest wyceniana, bo na zamknięciu wczorajszej sesji za walor spółki płacono 8,04 zł.

Co — zdaniem Jerzego Mazgaja — jest atrakcyjnego w V&W? Przede wszystkim skuteczność działania obecnego zarządu.

Co w trawie piszczy

— Bardzo mi odpowiada strategia V&W. Jest zbieżna z naszym pomysłem na spółkę, bo też budujemy dom luksusowych marek. Rafał Bauer to świetny finansista i menedżer. Podziwiam go za fuzję Vistuli i Wólczanki i za udane przejęcie W. Kruka. Jednak nie wiem, czy będzie potrafił zarządzać dobrami luksusowymi — mówi Jerzy Mazgaj.

Szefa Almy dziwi natomiast, że tydzień przed walnym (19 czerwca — przyp. red.) zarząd V&W został powołany na kolejną kadencję.

— Niepokoi mnie też to, że fundusze, które są w akcjonariacie V&W, sukcesywnie zmniejszają udział w spółce. Chcę się dowiedzieć, z czego wynika ich niezadowolenie — zaznacza szef Almy.

Jerzy Mazgaj zapewnia też, że nie podjął jeszcze decyzji, czy będzie głosował za kandydaturą Wojciecha Kruka do rady nadzorczej.

— Szanuję go za to, że stworzył firmę W. Kruk. Spółka bez niego na pewno dużo traci. Nie zgadzam się jednak z jego poglądem, że firmie szkodzi akcjonariat, w którym dominują fundusze. Niezrozumiałe jest dla mnie również to, że Wojciech Kruk inwestuje w V&W tylko dlatego, by odzyskać Kruka. Jestem przeciwny takim działaniom, bo nie jest to korzystne dla spółki — mówi Jerzy Mazgaj.

— Nie komentuję decyzji akcjonariuszy, bo nie powinienem. Dziwi mnie jednak to, że 5 proc. akcjonariuszy tak intensywnie ubiega się o wejście do rady. Powtarzam, że najważniejszy jest interes spółki, a nie personalne rozgrywki — mówi Rafał Bauer, prezes V&W.

Teoria a praktyka

Tomasz Łuczyński

partner zarządzający w kancelarii Łuczyński i Wspólnicy

Zakaz konkurencji odnosi się do członków zarządu, a nie rady nadzorczej. Z punktu widzenia formalnoprawnego nie ma przeszkód, by do rady nadzorczej trafiła osoba prowadząca konkurencyjny biznes, jeśli taka będzie wola akcjonariuszy. Pytanie, czy takie działanie nie jest dla spółki ryzykowne. Jeśli okazałoby się, że poniosła ona straty z powodu wykorzystania jakiś informacji przez członka rady, może go pozwać za działanie na szkodę spółki.

Magdalena Laskowska, gn

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Laskowska, gn

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu