Gorący czwartek na rynkach

FIT DM
opublikowano: 10-01-2008, 14:04

W środę indeksy na Wall Street zakończyły sesję na  plusach, choć głównie dzięki ostatnim godzinom handlu. Niektórzy obserwatorzy zwracają uwagę, iż gracze przystąpili do tzw. polowania na okazje.

Należy jednak pamiętać o tym, iż dosyć łatwo samemu zostać zwierzyną i dać się upolować przez innych mądrzejszych od nas inwestorów. Bo rozsądek nie nakazuje angażowania się na rynku w warunkach niepewności, kiedy trudno jest oszacować ryzyko otwarcia danej pozycji. Wyjściem jest oczywiście "krótka sprzedaż", niestety ograniczona w możliwościach na giełdzie w Warszawie. Warto, zatem zadać sobie trud i poszukać takich inwestycji, które będą w niewielkim stopniu skorelowane z sytuacją na rynkach akcji.

Wracając do bieżącej sytuacji. Mówi się, że inwestorzy dobrze podeszli do zapowiedzi przedstawienia do 28 stycznia przez administrację George'a Busha propozycji podatkowych (i nie tylko), które mogą poprawić sytuację w amerykańskiej gospodarce. Rzadko jednak dochodzi do sytuacji w której stymulacja fiskalna idzie w parze z silną stymulacją monetarną. Tym samym rynek sporo ryzykuje zakładając obniżkę stóp procentowych o 50 p.b. przez FED podczas zaplanowanego na 30 stycznia posiedzenia. Co ciekawe inwestorzy zupełnie zapomnieli o problemach inflacyjnych, które tak żywo komentowali jeszcze w połowie grudnia ub.r. Tymczasem rzut oka na kalendarz danych sugeruje, iż prędko sobie o nich przypomną - 15 stycznia zostaną opublikowane informacje o inflacji PPI, a 16 stycznia dane o inflacji CPI. Dodatkowo nie ma żadnej gwarancji, że podwójna stymulacja (fiskalna i monetarna) ochroni amerykańską gospodarkę przed recesją. Co najwyżej można spekulować o długości jej trwania, lub szansach na tzw. "miękkie" lądowanie. Ta ostatnia teza najpewniej stoi za lepszym zachowaniem się rynków wschodzących, zwłaszcza złotego w ostatnim czasie. Bo w takim układzie rzeczywiście działania podejmowane z jednej strony przez FED (obniżki stóp), ECB (ich utrzymanie na niezmienionym poziomie) i naszą RPP (sukcesywne podwyżki) mogą przemawiać za inwestowaniem w naszą walutę. Dodatkowym gwarantem staje się względnie dobra sytuacja gospodarcza w naszym kraju. Cała układanka padnie jednak w sytuacji, kiedy USA wejdą w dłuższy okres recesji. Wtedy wzrośnie prawdopodobieństwo rozszerzenia się problemów na cały świat, a inwestorzy zaczną w naprędce wycofywać się ze wszystkich rynków wschodzących, w tym także złotego. I niestety ma on coraz większe szanse na realizację. Jeszcze gorszym rozwiązaniem będzie pojawienie się w USA stagflacji (kombinacji wysokiej inflacji i niskiego wzrostu PKB) - wtedy największymi zwycięzcami okażą się ci, którzy postawią na dalszy wzrost cen złota.

Dzisiaj czeka nas "gorący" czwartek - o godz. 13:00 poznaliśmy decyzję Banku Anglii. Stopy procentowe pozostały na niezmienionym poziomie (5,50 proc.), co doprowadziło do pewnego odreagowania funta. Kurs GBP/USD wzrósł w okolice 1,9620, a EUR/GBP zniżkował do 0,7475 (stan z godz. 13:31). Brytyjska waluta minimalnie zyskała także na krajowym rynku (4,81 zł). Inwestorzy zdają sobie jednak sprawę, że stopy procentowe w Wielkiej Brytanii najprawdopodobniej spadną już w lutym, co tym samym może zwiastować szybki powrót do poprzedniego trendu i dalsze osłabienie funta. Natomiast już o godz. 13:45 na rynki napłynie decyzja Europejskiego Banku Centralnego - tutaj również nie oczekuje się zmian w poziomie stóp procentowych (4,00 proc.). Większą uwagę inwestorów przykuje jednak sama konferencja Jean-Claude Tricheta, która rozpocznie się o godz. 14:30. Ostatnie słabsze dane o produkcji przemysłowej w Niemczech i Francji, a także wskaźnikach PMI dla całej strefy euro, czy pewne wyhamowanie wzrostu wskaźnika inflacji CPI w grudniu (3,1 proc. r/r), teoretycznie mogą wpłynąć na pewną zmianę rozłożenia akcentów przez szefa ECB. Jednak nie muszą, gdyż Jean-Claude Trichet dał się poznać jako dogmatyk, a nie pragmatyk. W ostatnich tygodniach z ust jego, a także pozostałych członków ECB, najczęściej słyszeliśmy zapewnienia, że bank centralny nie dopuści do wystąpienia tzw. drugiej rundy inflacji. Ta ostra, restrykcyjna retoryka utrzyma się zapewne jeszcze przed kilka miesięcy. O ile w strefie euro nie pojawią się poważniejsze problemy. A patrząc chociażby na Hiszpanię i sytuację na tamtejszym rynku nieruchomości, nie można tego wykluczyć. Na koniec dnia, o godz. 19:00 głos zabierze szef FED. Niewątpliwie inwestorzy będą chcieli odnaleźć w jego słowach potwierdzenie swoich oczekiwań odnośnie skali styczniowej obniżki. Jeżeli szef Ben Bernanke nawet w niewielkim stopniu wspomni o ryzyku inflacyjnym, to reakcją będzie wyraźne umocnienie się dolara.

A pro-dolarowy scenariusz coraz bardziej sugeruje przebieg koszykowego US Dollar Index, a także dzienne wskazania płynące chociażby z wykresu EUR/USD. Ewentualne umocnienie się dolara względem euro na rynkach światowych powinno szczególnie ucieszyć posiadaczy dolarów w kraju. Zresztą przebieg notowań USD/PLN coraz bardziej pokazuje istotność wsparć w okolicach 2,4350. O godz. 13:31 kurs tej pary wynosił 2,4520, a EUR/USD 1,4670. Zwyżka USD/PLN może zostać "wzmocniona" przez wzrosty EUR/PLN (teraz 3,5970)  i CHF/PLN (teraz 2,2040). Prognozowany scenariusz na najbliższe dni to wzrost USD/PLN powyżej 2,4750, EUR/PLN powyżej 3,6150, a CHF/PLN powyżej 2,23. Z kolei notowania EUR/USD mogą wpierw spaść w okolice 1,46, a później 1,45.

Sporządził:
Marek Rogalski
Główny Analityk
First International Traders Dom Maklerski S.A.
www.fitdm.pl

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: FIT DM

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane