Statystyki alarmują, że rosną zapasy węgla, które wynoszą już 20 proc. tegorocznego wydobycia. Tymczasem pod kopalniami ustawiają się kolejki kupujących. Tę kuriozalną sytuację ma wyjaśnić nowy audytor spółek węglowych.
W kraju panuje obiegowa opinia, że mamy do czynienia z nadprodukcją węgla. Tymczasem przed kopalniami na Śląsku ustawiają się długie kolejki zainteresowanych zakupem. Węglokoks, spółka Skarbu Państwa, największy eksporter węgla, musi korzystać ze strategicznych zapasów, aby zrealizować kontrakty zagraniczne.
Według oficjalnej statystyki, prowadzonej przez Państwową Agencję Restrukturyzacji Górnictwa Węgla Kamiennego, wynika, że na zwałach przykopalnianych leży około 4 mln ton surowca. Z kolei Marek Kossowski, wiceminister gospodarki, twierdzi, że zapasy są ponad trzykrotnie większe, bo szacowane na około 14 mln ton.
Ale czy na pewno?
— Nasz stan zapasów węgla jest bardzo niski i wynosi 310 tys. ton — twierdzi tymczasem Bogusław Bobrowski, prezes Gliwickiej Spółki Węglowej.
W ciągu dziewięciu miesięcy tego roku kopalnie zgrupowane w siedmiu spółkach węglowych wydobyły w sumie 71,9 mln ton węgla, tylko o 1 mln ton mniej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Szacunki Ministerstwa Gospodarki wskazywałyby, że 20 proc. tegorocznego wydobycia trafiło na składy węglowe. Zdaniem ekspertów, kontrola może ujawnić, że nie ma na nich takiej ilości surowca. Czy rzeczywiście węgiel został wydobyty? Wiele wskazuje na to, że tylko na papierze. Sprawą poziomu zapasów zainteresowali się już związkowcy.
— Próbujemy zweryfikować, z czego wynika podawany zawyżony poziom zapasów. Z naszych wstępnych ustaleń wynika, że niektóre kopalnie sprzedały już węgiel na przedpłaty, ale jeszcze go nie wydobyły — mówi Henryk Nakonieczny, przewodniczący Sekcji Krajowej Górnictwa Węgla Kamiennego NSZZ Solidarność.
Resort gospodarki jako WZA spółek węglowych także chce mieć pełną informację o sytuacji w branży.
— WZA spółek węglowych zobowiązało rady nadzorcze i zarządy do tego, aby bilanse spółek węglowych za 2002 r. zostały zweryfikowane przez nowych biegłych rewidentów — mówi Marek Kossowski.
Od kilku lat spółki węglowe były audytowane przez tę samą śląską firmę Rafin.
— Statystyka w górnictwie może odbiegać od rzeczywistości — ocenia Wiesław Blaschke, kierownik Instytutu Gospodarki Surowcami Mineralnymi i Energią PAN.
Zarządy spółek węglowych w pogoni za gotówką, niezbędną na wypłaty dla górników, imają się różnych sposobów jej uzyskania. Dlatego sprzedaż węgla, który jeszcze zalega w ziemi, może stawać się coraz częstszą praktyką. Zwłaszcza że w grudniu i na początku roku tych środków spółki węglowe będą potrzebowały znacznie więcej. W grudniu górnicy otrzymują dodatkową pensję, tzw. barbórkę, a poźniej tzw. czternastą pensję. Średnio górnictwo potrzebuje około 100 mln zł gotówki miesięcznie na wypłaty dla załóg.