Gorsze dane zza oceanu nie są takie straszne

Roman Przasnyski
opublikowano: 2010-01-15 00:00

Większa część dnia przebiegała pod znakiem kontynuacji oczekiwania na bardziej wyraźny sygnał wskazujący, w jakim kierunku mogą podążyć giełdy w najbliższych dniach. Środowa wieczorna publikacja Beżowej Księgi Fed, czyli raportu o stanie amerykańskiej gospodarki, nie wniosła niczego nowego. Słabsze od oczekiwań dane o sprzedaży detalicznej w USA i liczbie wniosków o zasiłek dla bezrobotnych także nie przyniosły przełomu. Trochę popsuły nastroje, ale żadnych wskazówek nie dały.

Inwestorzy na GPW zaczęli dzień od umiarkowanego optymizmu. Indeks największych spółek na otwarciu zyskiwał 0,74 proc. Z czasem jednak nastroje coraz bardziej się pogarszały. Dotyczyło to szczególnie blue chipów. Średniaki i małe spółki radziły sobie całkiem nieźle. W południe główne indeksy spadły już pod kreskę. Tym samym znaleźliśmy się w niezbyt doborowym towarzystwie, wraz z Rygą, Atenami i Madrytem. Chyba niezbyt zasłużenie, zarówno biorąc pod uwagę stan naszej gospodarki, jak i otoczenie rynkowe, które sprzyjało co najmniej podtrzymaniu wzrostu indeksów. Spadek wskaźnika WIG20 nie stawia byków w najlepszej sytuacji, ale warto zwrócić uwagę, że w znacznej mierze "winne" temu były jedynie dwie spółki: tracąca ponad 2,5 proc. TP — i to przy małych jak na tę firmę obrotach — oraz zniżkujący o 1,4 proc. PKN Orlen.

Na gorsze od oczekiwań informacje zza oceanu nasi inwestorzy zareagowali nieco bardziej nerwowo niż ich koledzy z innych parkietów. Chyba więc nie troska o bezrobotnych Amerykanów była powodem słabości naszych byków. Tym bardziej że nie przeszkadzała poprawie sytuacji w Europie i nie prowokowała spadków na Wall Street. W tym czasie nasze wskaźniki powiększały straty. Czwartek zakończył się spadkiem wskaźnika naszych największych firm o 0,25 proc., a sWIG80 na przekór wszystkim wzrósł o 0,64 proc., i to przy zdecydowanie wyższych niż ostatnio obrotach. Te zaś na całym rynku akcji były dość mizerne i wyniosły 1,27 mld zł.

Po kilkudniowym rajdzie noworocznym, który można uznać za jakąś formę efektu stycznia, giełdy zdają się przechodzić w stan hibernacji, czyli kreślenia kolejnego ruchu w bok. Bez końca na rozstrzygnięcie rynkowych dylematów czekać nie sposób. Nie ma jednak także co liczyć, że nadejdzie ono szybko i będzie jednoznaczne. Bardziej prawdopodobne jest pozostawanie rynków w stanie niepewności i niezdecydowania. Na naszej giełdzie z tego schematu wyłamuje się na razie tylko sWIG80, wciąż pnąc się w górę.