Gorzki smak umowy handlowej UE-USA

Nic nam po umowie z USA. Zyskać możemy niewiele, stracić znaczenie więcej — uważa ekspert Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.

W piątek odbyła się kolejna demonstracja przeciwko umowom handlowym z Kanadą i USA. Do protestów włączają się różne opcje polityczne i organizacje społeczne, ale rzadko o sprawie mówi się bez emocji i ze wskazaniem merytorycznych argumentów. Korzyści raczej iluzoryczne, a zagrożenia znaczące — tak rolne aspekty porozumienia handlowego pomiędzy Unią Europejską a USA podsumowuje Julian Krzyżanowski, profesor z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej (IERiGŻ). O porozumieniu dyskutuje się od miesięcy, choć jego szczegóły nie zostały oficjalnie opublikowane. Szczególne emocje budzi wśród rolników i producentów żywności.

— Najpierw należy spojrzeć na wagę problemu. Eksport rolno- -spożywczy UE do USA wyniósł w 2015 r. 19,4 mld EUR, czyli mniej niż cała sprzedaż zagraniczna żywności z Polski. Taka kwota nie wydaje się znacząca. Najwięcej, bo po 1 mld EUR, eksportują Francja i Włochy — przede wszystkim wino — mówi Julian Krzyżanowski.

Wśród potencjalnych korzyści dla sektora zniesienie ceł jest, jego zdaniem, mało istotnym czynnikiem.

— Znaczenie miałoby zlikwidowanie ograniczeń pozataryfowych utrudniających wejście na amerykański rynek. Wino i oliwa muszą być sprzedawane przez pośredników. Jak ktoś nie chce wpuścić tam produktów mięsnych z Europy, to przypomina np. przypadki BSE [choroby szalonych krów — red.], choć z tym problemem uporaliśmy się już bardzo dawno temu — twierdzi Julian Krzyżanowski. Zagrożenia natomiast profesor dostrzega praktycznie na wszystkich rynkach.

— Amerykanie w produkcji wołowiny używają hormonów, Unia — nie. Do dezynfekcji drobiu stosują chlor, który w UE jest niedozwolony. Istnieje ryzyko, że na rynek unijny wjadą zboża paszowe gorszej jakości niż europejskie. W UE obowiązują ograniczenia związane z dobrostanem zwierząt czy środowiskiem, których nie ma w USA, mamy więc wyższe koszty produkcji. Konkurencja byłaby nierówna, bo dla konsumenta liczy się cena — chyba że UE zmodyfikowałaby swoje standardy. Co jednak wówczas z odpowiedzialnością wobec konsumenta — mówi ekspert IERiGŻ.

OKIEM BRANŻY

Dysproporcje

WALDEMAR BROŚ, prezes Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich

Nic nie zyskamy na TTIP. Nie przetrwamy konkurencji ani z producentami surowca, ani z zakładami przetwórczymi. Gigantyczna skala produkcji w połączeniu z niższymi rygorami sprawi, że kosztowo Amerykanie wygrają, a cena produktów mleczarskich ma ogromne znaczenie dla konsumenta. Liczymy, że porozumienie nie wejdzie w życie.

Niech klient wybierze

WITOLD CHOIŃSKI, prezes Związku Polskie Mięso

Branża nie ma sprecyzowanej opinii na temat umów, bo zna za mało szczegółów. Dla wieprzowiny zagrożeń na razie nie widać. Produkcja drobiu według amerykańskich i unijnych standardów jest jednak tak różna, że nasz cenowo sobie nie poradzi. Różnice dotyczą też wołowiny, ale konsumenta można wyedukować.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Gorzki smak umowy handlowej UE-USA