Gospodarka złapała zadyszkę

Spowolnienie wzrostu może być przejściowe i skończy się, gdy ruszą inwestycje, a Kowalski zacznie wydawać 500 zł. Jeśli nie — do akcji wkroczy RPP

Początku roku nie można zaliczyć do udanych w gospodarce. Statystycy GUS obliczyli właśnie tempo, w jakim rozwijaliśmy się w I kw. Okazuje się, że dynamika wzrostu PKB mocno spowolniła — do 3 proc. r/r, a jeszcze w IV kw. jechała na czwartym biegu — w tempie 4,3 proc. Piątkowy wynik jest sporo niższy od przewidywań ekonomistów, którzy spodziewali się spowolnienia, ale do 3,4-3,5 proc. Niepokojąco wygląda też dawno nienotowany spadek PKB w ujęciu kwartalnym — o 0,1 proc. Ministerstwo Rozwoju także musi czuć się rozczarowane, bo kilka dni temu zaprezentowało prognozę mówiącą o wzroście na poziomie aż 3,8 proc.

Inwestycyjna flauta

Z czego wynika dość pesymistyczny obraz koniunktury w I kw., na razie można tylko zgadywać, bo pełne dane GUS poda w końcu maja. Jednak z miesięcznych informacji o aktywności gospodarczej można wysnuć pierwsze wnioski.

— Najbardziej prawdopodobnym źródłem wyhamowania tempa wzrostu był niski wzrost inwestycji. Świadczą o tym rozczarowujące dane o produkcji budowlanej, koniunkturze przedsiębiorstw oraz dane z komitetów kredytowych banków, wskazujące na niską skłonność firm do zwiększania inwestycji — wyjaśnia Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku. Dynamikę wzrostu w górę natomiast pociągnęła niemal na pewno wciąż mocna konsumpcja napędzana optymizmem płynącym z rynku pracy i wciąż utrzymująca się deflacja, która zostawia więcej w portfelu Kowalskiego.

Ekonomiści radzą nie załamywać rąk nad statystykami, bo GUS może je jeszcze mocno zweryfikować, a niekorzystne zjawiska z I kw. mogą być wypadkiem przy pracy. Największe rozczarowanie zaś, czyli inwestycyjna flauta, wynika przede wszystkim z tego, że unijna waluta nie płynie jeszcze do kraju szerokim strumieniem, a w drugiej połowie roku już będzie. Wkrótce do wzrostu znacznie mocniej dołoży też każdy, kto otrzyma od państwa 500 zł na dziecko. Dlatego wiele prognoz wskazuje, że pod koniec roku gospodarka znów wrzuci „czwórkę”.

RPP na pomoc

Nie brakuje jednak takich, którzy widzą sprawy w ciemniejszych barwach, sugerując, że być może na ratunek trzeba będzie wzywać politykę pieniężną. — W kontekście decyzji Rady Polityki Pieniężnej słabsze dane o wzroście mogą pobudzać spekulacje dotyczące redukcji stóp procentowych — przyznaje Piotr Dmitrowski, ekonomista BGK.

Potrzebę ich obcięcia od dłuższego czasu artykułują ekonomiści mBanku. Tym bardziej że oprócz możliwego spowolnienia wzrostu za chwilę będziemy obchodzili 2. rocznicę pojawienia się deflacji.

— Wypada powtórzyć, że kto wiernie czeka, ten się doczeka. W sprawie obniżek stóp procentowych nie zmieniliśmy poglądu i w najbliższym czasie oczekiwania będą skręcać w stronę naszych przewidywań — mówią eksperci mBanku. Dzisiaj większość członków władz monetarnych nie widzi potrzeby, żeby obniżać koszt pieniądza, a wskazany przez prezydenta na nowego prezesa NBP prof. Adam Glapiński sceptycznie podchodzi do kwestii zachęcania firm do sięgania po kredyt przez bank centralny. — Nie musimy stosować luzowania ilościowego, bo nie ma u nas problemu z dostępem do kredytu. Jeśli jest, to raczej problem z popytem na kredyt. Z tego punktu widzenia dalsze obniżanie stóp procentowych nie dałoby żadnego efektu — mówił w rozmowie z „DGP”.

Biznesowa niepewność

Eksperci szczególnie mocno będą obserwować, czy osłabienie inwestycji to tylko chwilowa sprawa i efekt czekania przez rząd i samorządy na pieniądze z Unii Europejskiej.

— Od jakiegoś czasu sygnalizowaliśmy możliwość osłabienia wzrostu ze źródłem w inwestycjach. Niemniej to, na które wskazują dane, jest wyraźniejsze, niż oczekiwaliśmy, co budzi obawy dotyczące wzrostu gospodarczego przez resztę roku — podkreśla Agata Urbańska-Giner, ekonomistka HSBC. Nawet dane NBP wskazują, że sektor prywatny nie kwapi się do zaciągania zobowiązań na zwiększanie mocy produkcyjnych. W I kw. banki odnotowały niewidziany od dwóch lat spadek popytu na kredyt ze strony biznesu, co może wskazywać, że firmy nie będą zwiększały nakładów inwestycyjnych.

— Bez wzrostu inwestycji przedsiębiorstw nie należy zakładać, że przyspieszenie tempa wzrostu PKB związane z uruchomieniem programu zasiłków rodzinnych 500+ okaże się trwałe. Jest oczywiście zbyt wcześnie, aby precyzyjnieocenić kształtowanie się popytu inwestycyjnego w kolejnych kwartałach, ale im dłużej tempo wzrostu inwestycji będzie ograniczone, tym z większym prawdopodobieństwem można oczekiwać wyhamowania tempa wzrostu PKB — uważa Wiktor Wojciechowski.

O ile w tym roku gospodarkę w górę będzie jeszcze ciągnął portfel Kowalskiego, to w 2017 r. bez odpalenia inwestycji nie obronimy się przed spowolnieniem dynamiki rozwoju. © Ⓟ

Fotel lidera nie dla nas

Już wiadomo, jak rozwijały się gospodarki większości krajów Unii Europejskiej w I kw. Eurostat zebrał jedynie dane odsezonowane, według których rozwijaliśmy się w tempie 2,5 proc. r/r. To nie dało nam pierwszej lokaty. PKB całej UE zwiększyło się o 1,7 proc., w poszczególnych krajach wspólnoty sytuacja była mocno zróżnicowana. Najszybszym wzrostem rok do roku pochwalić się mogą kraje naszego regionu — Rumunia o 4,2 proc., Słowacja o 3,6 proc. i Bułgaria o 2,9 proc. Na podium udało się wbić Hiszpanom z dynamiką 3,4 proc. Niestety, pojawiła się też recesja, i to tam, gdzie w ostatnich latach gościła najczęściej — w Grecji. Gospodarka poturbowanego przez kryzys kraju skurczyła się o 1,3 proc.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartek Godusławski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / Gospodarka złapała zadyszkę