Po potężnej, poniedziałkowej zwyżce we wtorek krajowe indeksy krótko odpoczywały. Tylko w pierwszej godzinie handlu niektórzy gracze o słabszych nerwach realizowali bardzo wysokie już zyski wypracowane w ostatnich tygodniach. Tymczasem po godzinie handlu indeksy wyszły prawie na plus. Duża w tym zasługa zwłaszcza jednej spółki – KGHM. Kurs miedziowego koncernu rósł wówczas o kolejne 3 proc.
A wszystko dzięki drożejącej na świecie cenie miedzi. Ta zdrożała we wtorek na giełdzie metali w Londynie do poziomu najwyższego od dwóch tygodni (o 3,3 proc. do 4.750 USD za tonę). „Inwestorzy optymistycznie patrzą w przyszłość, bo poprawiają się dane makro w USA i Chinach, a to może oznaczać perspektywę większego popytu na metale” - podają maklerzy cytowani przez PAP. W Chinach po raz pierwszy od 9 miesięcy wzrosła aktywność w przemyśle. „Uczestnicy rynku w USA natomiast cieszyli się lepszymi danymi z rynku nieruchomości. W tej atmosferze indeksy za oceanem ustanowiły nowe średnioterminowe maksima cenowe. Dow Jones zbliżył się do długoterminowej linii trendu spadkowego, która definiuje obecną bessę” – napisali w porannym komentarzu analityków ING Securities.
Do południa GPW podążała w ślad za inwestorami zachodnimi i także ustanawiała nowe maksima cenowe. Wtedy jednak zaczęły się schody. „Indeks Wig dotarł wczoraj do silnej strefy podażowej w okolicy poziomu 30 tys. punktów co w połączeniu z silnym już wykupieniem rynku oraz wyraźnie negatywnymi dywergencjami może być pretekstem dla strony podażowej do zwiększenia aktywności” – ostrzegali analitycy ING Securities. I się nie mylili. Po południu krajowi inwestorzy zaczęli śmielej realizować zyski. WIG20 zanurkował o ponad 1 proc. Przyczyniła się do tego sama KGHM, której związkowcy wywalczyli kolejne premie.
„Realizacja zysków na GPW może przyjść w każdym momencie choć na razie te próby mogą być dość nieśmiałe. Patrząc na wykres indeksu Wig w układzie minutowym widać, że po wybiciu z formacji trójkąta symetrycznego strefa w okolicy 28.5 tys. punktów może być linią obrony dla inwestycji o charakterze spekulacyjnym. Spadek poniżej tego poziomu otworzy drogę do większej korekty dotychczasowego wzrostu” – dodają eksperci ING.
Paweł Grubiak, doradca inwestycyjny Superfund TFI zauważa, że choć
nastroje na parkiecie są ostatnio szampańskie, do zakupów akcji po obecnych
cenach warto podchodzić z pewną rezerwą. Jeszcze ponad dwa miesiące temu WIG20
miał wartość 1210 pkt., teraz już prawie 1900 pkt. "Patrząc na wykres WIG20
można zauważyć, że trwająca od ponad dwóch miesięcy fala wzrostowa dzieli się na
trzy części, przerywane dość gwałtownymi korektami. Co prawda tak oczywiste
rysunki indeksów rzadko przynoszą rozwiązanie oczekiwane przez większość
analityków (rynek lubi niespodzianki), ale jeśli wierzyć podręcznikom analizy
technicznej, to czeka nas jeszcze kilkuprocentowy, bardzo szybki marsz w górę,
po którym nastąpi korekta całej wiosennej minihossy" - przewiduje Grubiak.