GPW: Byki muszą zacząć walczyć

Waldemar Borowski
opublikowano: 2009-01-23 07:57

Według logiki ostatnich dni, początek handlu na GPW po poprzedniej przecenie, powinien przynieść mniejszą aktywność sprzedających i próbę odreagowania. Dobre rezultaty jakie po sesji przedstawił Google wspierają taki scenariusz. W dalszej części notowań, na kształtowanie nastrojów wpływ może mieć dynamika PKB W. Brytanii w IV kw. oraz raporty General Electric i Xerox. 

Na rynkach rządzą skrajne emocje. Balansowanie indeksami i wycenami, momentami nabiera całkiem niezrozumiałych i nie mających podstaw rozmiarów. Wczoraj taki handel towarzyszył obrotowi ropą naftową na NYMEX. Warszawski rynek nie jest więc jedynym kuriozalnym przykładem takiego zachowania, chociaż do outsiderów pod tym względem nie należy.

Tornado jakie przetoczyło się przez GPW, pozostawiło po sobie fatalne wrażenie. WIG20 dzieli zaledwie 73 pkt. od najniższego poziomu bessy jaki osiągnęliśmy na zamknięciu sesji. Kupujący muszą wykazać sporo wysiłku w najbliższych dniach, aby powstrzymać szarżę podaży, która wydaję się, że obecnie całkowicie kontroluje sytuację. Nawet dni, w których notujemy wyraźne wzrosty sprawiają wrażenie, że są efektem zgody na taki rozwój wydarzeń ze strony niedźwiedzi i ich pokerowych zagrań, a nie przegranej przez nie rywalizacji.

To co obserwowaliśmy we czwartek miało częściowo uzasadnienie w fundamentach. Otoczenie globalne nie sprzyja posiadaczom akcji. Także informacje na temat prognoz dla KGHM na ten rok, miały prawo mocno zdeprymować rynek. Jednak nie całkiem wyjaśnia to skalę przeceny. Nawet fiński indeks HEX, który został zdołowany przez fatalne wyniki Nokii, potrafił zanotować mniejszy spadek. Podejrzenia o taki stan rzeczy ponownie kierowane są na duży podmiot, któremu nie do końca udało się zrealizować swoje zamierzenia 19 grudnia i zrolował pozycje na marcową serię kontraktów. Do czasu jego wyjścia z rynku, zagrożenie będzie towarzyszyło warszawskiemu parkietowi.

Problem z instrumentami pochodnymi nie jest tylko polską specjalnością. W W. Brytanii ponownie odżyły obawy, że zniesienie zakazu dla krótkiej sprzedaży jest czynnikiem powodującym ostre tąpnięcia wycen tamtejszych banków, jakie są obserwowane w ostatnich dniach. W tej sprawie głos zabrał Adair Turner-prezes Financial Services Authority-odrzucając sugestię, że usunięcie zakazu krótkiej sprzedaży, stało się powodem tak ostrej przeceny banków. Zaznaczył jednak, że jeśli znajdą się dowody na nadużycia i manipulowanie kursami, zakaz krótkiej sprzedaży na londyńskiej giełdzie ponownie zostanie nałożony bez ostrzeżenia.

Na Wall Street w czwartek sprzedający dzierżyli wszystkie atuty. Za nimi stała chęć realizacji wcześniejszej zwyżki. Bardzo złe dane dotarły z amerykańskiego rynku pracy oraz rynku nieruchomości. Do tego podaż dostała wsparcie w postaci niespodziewanie dużego wzrostu zapasów ropy aż o 6,1 mln baryłek, co pociągnęło za sobą początkowo gwałtowny spadek ceny tego surowca na NYMEX. Także raport giganta informatycznego- Microsoftu -nie mógł poprawić nastrojów. Jednak mimo to kupujący podjęli, nieudaną co prawda, próbę obrony.

Strona popytowa w Nowym Jorku stara się nie dopuścić do testowania minimów bessy przed ogłoszeniem pierwszego odczytu PKB USA, który ma nastąpić pod koniec stycznia. Jeśli brak faktów to można się posiłkować wnioskami. Zapasy ropy rosną, bo szereg inwestorów, wykorzystując niskie ceny, skupuje fizycznie ropę, co było widać we wtorek kiedy wygasały kontrakty na ten surowiec. Z kolei niektóre gorsze wyniki spółek są obciążone wysokimi rezerwami utworzonymi na poczet zwolnień pracowników.-rzeczywiście duża liczba koncernów zapowiedziała redukcję zatrudnionych.

Dzielna postawa byków  jednak nie zaowocowała ich zwycięstwem i Dow Jones został przeceniony o blisko 1,3 proc., a S&P500 o ponad 1,5 proc. W indeksie amerykańskich blue chipów najlepiej radził sobie General Electric i JP Morgan Chase, a bardzo mocno staniały papiery Citigroup, BoA i oczywiście Microsoftu.