Nie da się za dużo powiedzieć o poniedziałkowej sesji w USA. Tym razem rynek amerykański uległ presji nastrojów światowych. Wszystko kręciło się wokół geopolityki i nic innego nie miało znaczenia. Nawet dobre informacje ze spółek. Wal-Mart poinformował, że planuje sprzedaż w marcu w górnych granicach oczekiwań. Lucent i Nortel podały, że dostały duże zlecenie z Verizon Wireless. I nic. Kurs każdej z tych spółek spadał.
Spadała również rentowność obligacji, bo kapitał uciekał do bezpiecznej przystani. Zabicie przez Izrael szejka Achmeda Yassina przestraszyło inwestorów. To nie jest tylko problem Izraela i Palestyny — wystarczyło spojrzeć na pierwsze lepsze wiadomości w telewizji, by zobaczyć protestujące tłumy w państwach arabskich. Już wczoraj AFP poinformowała, że Al-Kaida wystosowała oświadczenie winiące USA za śmierć szejka Achmeda Jassina i zapowiadające zemstę.
Inwestorzy na giełdach światowych woleli trzymać się z daleka od akcji, ale tak to już jest, że wydarzenia z geopolityki, o ile nie przynoszą natychmiastowych skutków dla gospodarki, nie działają na rynki zbyt długo. Co prawda wyjście z flagi każe oczekiwać spadku ku średniej 200-sesyjnej, ale gracze ciągle polują na odbicie. Nie da się osiągnąć celu w jednym ruchu, więc wczoraj zdecydowanie bardziej prawdopodobny był wzrost indeksów. Dopiero gdyby, po odbiciu nad średnią 200-sesyjną, indeksy zawróciły i ją przełamały, zacząłby się prawdziwy niepokój. Na razie jednak na wykresie Nasdaq jest ona tak blisko, że wczoraj musiałoby się wydarzyć coś niezwykle złego, by indeksy nie wzrosły. W Europie od rana inwestorzy próbowali polować na to odbicie. Indeksy rosły, mimo że ciągle panowała niepewność. Inwestorzy zdają sobie sprawę, że wzrost prawdopodobnie jest tylko korektą, a jeśli tak myśli większość, to takie odbicie powstaje z dużym trudem.
Dziś wpływ na rynek mogą mieć dane o amerykańskich zamówieniach na dobra trwałego użytku. Są to dane bardzo zmienne, ale inwestorzy będą dopatrywali się w nich odzwierciedlenia realnych postaw konsumentów. Nie wierzę, by dane o sprzedaży nowych domów miały wpływ. Jeśli będą złe, to wszyscy zlekceważą, bo i tak w drugim kwartale ma być dużo lepiej. I tak zapewne będzie, bo rynkowe stopy procentowe spadały, więc kredyty hipoteczne taniały.
Nasz rynek już w poniedziałek zachowywał się doskonale. Widać było, że byki opanowały sytuację. W ten sposób rynek wydaje się mówić: przecena w zeszłym tygodniu była tylko wynikiem dnia wygasania kontraktów. Uważam, że to nie jest do końca prawda, a dobre zachowanie rynku nie zmienia faktu, że techniczne sygnały sprzedaży nadal obowiązują. Jednak właśnie w poniedziałek widać było, że jeśli na świecie sytuacja na chwilę się uspokoi, to rynek odbije. Ciekawe i krzepiące jest również to, że węgierski BUX zachowywał się bardzo podobnie. Wczoraj nie widać było najmniejszego powodu, dla którego rynek miałby spadać. Co prawda „buntownicy” z SLD nie pozostawiają wątpliwości — nowa partia powstanie i to zapewne do niedzieli, ale ma ona popierać plan Hausnera, więc rynki finansowe pozostają spokojne. Uważam, że ten podział wcale taki prosty i bezbolesny nie będzie, ale o tym później. Teraz, kiedy do średnich 200-sesyjnych w USA jest już blisko, fundusze czekają i niezbyt się palą do sprzedawania, a to sprzyja bykom. Jest w tym sens, jeśli zakłada się, że te średnie nie zostaną przełamane.
W każdym razie wczoraj polski rynek prowadzony przez KGHM i Agorę wygenerował sensowne odbicie w niezłym stylu. Jeśli w USA wczoraj było podobnie jak u nas, to dziś wzrost będzie kontynuowany. Po jego stylu zobaczymy, o co chodzi funduszom. Jednak powtarzam: dopóki układ techniczny się nie zmieni, to możemy mówić tylko o odbiciu, a nie o kontynuacji hossy. A układ się zmieni, gdy WIG20 pokona opór przy 1767 pkt. Dziś rynek może go przetestować.