W piątek w USA sesja zakończyła się niewielkimi zmianami indeksów. Jednym z powodów spadku był większy od prognoz wzrost inflacji. To podniosło rentowność obligacji i przypomniało, że mogą wzrastać rynkowe stopy procentowe.
Wpływ na poniedziałkowe notowania mogły mieć wydarzenia weekendowe. „Sunday Express” napisał, że Amerykanie zlokalizowali miejsce przebywania bin Ladena, a wojsko jest pewne, że nie uda mu się wymknąć. Źródło jest mało poważne, ale nie wiadomo, czy nie trafiło na prawdziwą informację. Pakistan zaprzeczył, że operacja ma miejsce, ale podaż akcji na wszelki wypadek musiała być mniejsza. Druga sprawa, która mogła wpływać na rynek, to wypowiedź Roberta McTeera, szefa Fed w Dallas. Powiedział, że ostatnia zmiana słownictwa przez Fed na temat czasu podwyżki stóp procentowych miała na celu zwrócenie uwagi rynków finansowych nie na czas, kiedy to może się wydarzyć, a na dane makro, które mogą ewentualnie do tego prowadzić. Inwestorzy będą teraz jeszcze dokładniej analizowali informacje z makroekonomii. To nie jest dobra informacja dla byków. Zanosiło się jednak na nudną sesję bez rozstrzygnięć, a z pewnością nie na pokonanie kluczowych dla dalszej koniunktury poziomów.
W Europie osłabienie euro i oczekiwanie na odbicie w USA lekko podnosiło indeksy, ale nie było to nic spektakularnego. Słabe otwarcie sesji w USA rynki schłodziło. Dzisiaj kierunek nada rynkom obliczany przez Conference Board lutowy indeks zaufania amerykańskiego konsumenta oraz być może wystąpienie Alana Greenspana. Nie oczekuję wielkiego wpływu tego wystąpienia — szef Fed za dużo ostatnio mówił i trudno oczekiwać, że powie coś nowego. Dla nas będzie już praktycznie za późno na reakcję — pozostanie fixing. Wcześniej niewielki wpływ będzie miał odczyt indeksu niemieckiego instytutu Ifo.
Jeśli chodzi o nasz rynek, to trzeba wrócić do polityki. W piątek Sejm przyjął ustawę o VAT. To dobra wiadomość, dlatego że media krakały, iż rząd może mieć problemy z przepchnięciem jej przez Sejm. Nie miał problemów i nawet przez chwilę nie podejrzewałem, że będzie je miał. Ta ustawa musiała być uchwalona przed naszym wejściem do UE. Złą wiadomością jest to, że w poszczególnych głosowaniach nad poprawkami (nie w jednym) cały klub SLD zbuntował się przeciwko rządowi. Posłowie już czują, że Leszek Miller nie jest ich szefem i zapragnęli zaprezentować lewicowe oblicze SLD. Ich prawo, ale analitycy w bankach inwestycyjnych będą zaniepokojeni tym, że rząd nie ma poparcia w klubie. Oczywiście zwiększą się obawy o to, czy plan Hausnera zostanie przyjęty (zostanie, nie ma obawy) lub czy nie zostanie przyjęty w postaci mocno rozwodnionej (to rzeczywiście może mieć miejsce). Uważam, że minus jest zdecydowanie większy od plusa i chyba tak samo uważał rynek akcji, ale rynek walutowy nie zareagował.
Wczoraj nie było potwierdzenia piątkowej siły rynku. Zresztą w piątek mieliśmy dziwną sesję. Byłem prawie pewien, że podaż dokończy dzieła, a tymczasem panował absolutny spokój, a obroty były małe. Gdzie się podziała podaż z czwartku? Zapewne przyczaiła się, ustąpiła i dała bykom nadzieję. Kluczowy był właśnie obrót. Był za mały, by z tej sesji robić prognostyk. Podejrzewam, że chodziło o wywołanie przekonania, że czwartkowy spadek był tylko wypadkiem przy pracy takim jak spadek z 28.01. Tyle, że dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi i obawiam się, że tym razem tak dobrze nie będzie.
Potwierdzało to wczorajsze zachowanie rynku. Indeksy spadały mimo trwającego w Europie odbicia. Szczególnie słaby był sektor bankowy pod wodzą Pekao SA (po zapowiedzi prezesa banku, że rozważana jest możliwość przejęcia Millennium). Na drugim biegunie były mocno rosnące małe spółki, co robiło jak najgorsze wrażenie. Rynek wyglądał źle. Szybko się z tego nie wygrzebiemy, a dla byków ten tydzień powinien być spisany na straty.