GPW nie ulega nastrojom panującym na świecie

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2003-12-31 00:00

Przedostatnia sesja roku była w USA całkowicie bezbarwna. Indeksy lekko spadały, ale na tak małym wolumenie, że nie miało to najmniejszego znaczenia. Gdyby nie koniec roku to byłoby znacznie gorzej. Informacje ze spółek były pozytywne. Bear Stearns podniósł prognozę dla General Motors, a Boeing zyskiwał z powodu dużego kontraktu wojskowego, ale dane makro były gorsze od prognoz. Grudniowy indeks Chicago PMI pokazujący jak rozwijała się gospodarka w regionie spadł poniżej prognozowanego poziomu, ale utrzymał się ponad krytycznym poziomem 50 pkt. Grudniowy indeks zaufania konsumenta obniżył się potwierdzając kierunek, który pokazał już wcześniej indeks Uniwersytetu Michigan, a listopadowa sprzedaż domów na rynku wtórnym spadła o ponad cztery procent. Na skutek tych danych kolejne minima bił kurs dolara w relacji do euro. Ciekawe tylko, kiedy nastąpi panika kończąca na pewien czas tę tendencję. Wyraźnie widać, że w końcówce roku, jeśli pojawiają się złe informacje, fundusze dopuszczają do nieco słabszej sesji, ale jeśli tylko pojawi się szansa to ciągną indeksy na małym wolumenie do góry. Piękne „windows dressing” (nasze fundusze mogą się uczyć), które dzisiaj się skończy.

Jeśli chodzi o nasz rynek to w nie mogę się oprzeć wrażeniu, że brak popytu jest pułapką zastawioną na tzw. „słabe ręce”. Jeśli dłużej potrwa słabość rynku to kupujący przed świętami, w nadziei na uniknięcie podatku, mogą zacząć się denerwować i zaczną pozbywać się akcji. Wczoraj, ponieważ całkowicie lekceważymy to, co dzieje się na świecie, a fundusze przed końcem roku jedynie pilnują siebie nawzajem, mieliśmy do wyboru dwa scenariusze. Albo kolejną sesję marazmu albo wzrost z atakiem na opory. Zależało to od tego czy jakiś fundusz spuści nogę z hamulca. Gdyby tak zrobił to inne rzuciłyby się za nim.

Nikt jednak nie zaryzykował i była to jedna z bardziej nudnych sesji w całym roku. Nie można było liczyć na to, że wzrosty w USA pomogą rynkowi – to, co tam się dzieje bardziej straszy nadciągającą dużą korektą niż zachęca do kupna akcji. Rynek zachowywał się nadal słabo i koniec roku tego nie tłumaczy. Wyraźnie pojawiają się obawy przed zagrożeniami związanymi z nowym rokiem, a to wywołuje „windows stripping” zamiast „windows dressing”. Fundusze pilnują, żeby im ktoś nie odskoczył. Wczoraj mocne były banki za wyjątkiem Pekao, a szczególnie źle wpływała na indeksy para Prokom – Softbank (problemy z CEPiK i obawy o pożyczkę dla Prokom Internet). Sesja niczego nie zmieniła w obrazie technicznym rynku.

Środa i piątek to będą bardzo specyficzne dni. We środę większość giełd europejskich nie pracuje, a w USA co prawda sesja nie będzie skrócona, ale nie można oczekiwać, żeby była emocjonująca, chociaż dane o ilości noworejestrowanych w ostatnim tygodniu bezrobotnych mogą wprowadzić nieco zamieszania. U nas sesja kończy się o 13.20, więc można oczekiwać jedynie marazmu. Zawsze zadaję sobie pytanie: po co są organizowane takie sesje? W Niemczech rynek zamknął się już wczoraj o 14.00, a to jest „nieco” większa giełda. Środa to ostatni dzień kończącego rok „window dressing”, a piątek to początek nowego roku i mogą grać nadzieje na „efekt stycznia”. Jednak nie oczekiwałbym, żeby te czynniki w tym roku miały wpływ na około-sylwestrowe sesje.

Fundusze tylko pilnują zysków na koniec roku i nie można oczekiwać, że będą specjalnie podciągały kursy. Pierwszy dzień handlowy roku jest tym razem umieszczony między Nowym Rokiem a weekendem, a to generalnie znacznie zmniejszy wolumen i chęć do handlu. Należy zakładać, że prawdziwa gra zacznie się od nowego tygodnia. Być może dane makro, które powinny trafić na rynek we środę i piątek wywołają jakieś niewielkie ruchy, ale będą one zupełnie bez znaczenia. U nas powinno być podobnie. Korzystam z okazji, żeby życzyć Czytelnikom szczęśliwego Nowego Roku i wyłącznie bardzo korzystnych inwestycji.