Polska giełda musi wypracować pozycję dominującą w regionie — uważa Klaus Kaldemorgen, dyrektor z DWS Investment. Inaczej grozi jej scenariusz portugalski, zakończony odejściem zagranicznych inwestorów.
Od miesięcy analitycy zastanawiają się, jaka przyszłość czeka warszawską giełdę po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Zdaniem wielu z nich, realnym scenariuszem jest jej połączenie z jedną z giełd zachodnioeuropejskich, np. francuską bądź skandynawską (tu najczęściej mówi się o dynamicznych Helsinkach).
Klaus Kaldemorgen, dyrektor inwestycyjny oraz szef departamentu zarządzania portfelem akcji w niemieckim DWS Investment (grupa Deutsche Banku), nie podejmuje się dać jednoznacznej odpowiedzi. Przestrzega jednak przed przypadkiem portugalskiego parkietu.
— Problem GPW, która ma niską kapitalizację, jest znany w innych krajach, które wchodziły do Unii Europejskiej. Przykładem jest Portugalia. Zanim weszła do struktur UE, była w centrum zainteresowania międzynarodowych inwestorów jako emerging markets. Po wejściu do UE zniknęła z ich zainteresowań. W Polsce może zdarzyć się podobna sytuacja, dlatego trzeba wyciągnąć wnioski z portugalskiej lekcji — twierdzi Klaus Kaldemorgen.
Jego zdaniem, polskiej giełdzie trzeba nadać regionalny charakter.
— Z pewnością rywalizacja z zachodnimi giełdami jest ryzykowna, ale w długim terminie warszawska giełda może odgrywać w regionie znaczącą rolę. Dla wielu osób Europa Środkowa i Wschodnia to jeden system. Rola polskiej giełdy może więc być znacząca, co wynika z jej wielkości. Ten atut nie został dotąd wykorzystany — zwraca uwagę dyrektor Kaldemorgen.
Z drugiej strony przestrzega on przed ograniczaniem możliwości inwestowania przez polskie podmioty na zagranicznych rynkach.
— Bardzo istotnym elementem jest umożliwienie inwestycji poza granicami kraju, szczególnie dotyczy to funduszy emerytalnych. 5-proc. limit inwestycji za granicą to zdecydowanie za mało. Jego zwiększenie poprawiłoby stabilność giełdy. Zmalałaby bowiem presja na zakupy w kraju. Znikłby wówczas problem sztucznego zawyżania wartości poszczególnych spółek — uważa Klaus Kaldemorgen.
Według analityków, polski rynek akcji ma 7-9-proc. potencjał wzrostu rocznie. Przedstawiciel DWS Investment twierdzi, że może być to nawet 11-13 proc. Przewiduje on bowiem szybsze tempo wzrostu gospodarczego Polski.
— W najbliższych latach wzrost globalny rynku akcji wyniesie 7,5 proc., na rynkach rozwiniętych natomiast — około 9 proc. — prognozuje menedżer DWS.
Jego zdaniem, na rynkach międzynarodowych nie było recesji, a przyszły rok zapowiada się nieźle.
— Sytuacja nie jest taka zła, jak można byłoby sądzić obserwując zachowania giełdowych inwestorów. Historycznie biorąc, pesymizm na giełdach nigdy nie trwał dłużej niż cztery lata. Po 2,5 latach obecnej bessy przyszły rok i następne przyniosą wzrosty na giełdach — mówi Klaus Kaldemorgen.