Czwartek przynosi spadek na warszawskiej giełdzie. Inwestorzy najmniejszej uwagi nie zwrócili na duży wzrost na Wall Street w środę oraz świetne dane o krajowej produkcji przemysłowej. Nad rynek znów nadciągnęły czarne chmury zwiastujące polityczną burzę.
Otwarcie rynków finansowych wypadło źle. Giełda otworzyła się na minusie, który szybko został pogłębiony. Na otwarciu kurs złotego spadł zarówno wobec dolara jak i euro. Ceny obligacji także straciły, a rentowności wzrosły o 4-5 pkt bazowych. Wszystko dlatego, że liderzy SLD wezwali Leszka Millera do rezygnacji ze stanowiska premiera.
Wydawało się, że po wczorajszej bardzo dobrej sesji za oceanem jest duża szansa na kontynuacje zwyżki zarówno na rynkach Eurolandu, jak i u nas. Na amerykański rynek powrócił optymizm za sprawą kolejnej serii dobrych wyników kwartalnych spółek. Inwestorów zadowoliły też dane o lutowej inflacji. Do wzrostu przyczynił się też szef Fed, Alan Greenspan, który ciepło wypowiedział się o amerykańskiej gospodarce. Na Wall Street Dow Jones wzrósł o 1,14 proc. Nasdaq zyskał 1,73 proc.
Tymczasem przed sesją niemiecki Bayer zszokował inwestorów wielkością straty za 2003 r. Koncern odnotował stratę operacyjną wysokości 1,203 mld euro, podczas gdy analitycy spodziewali się straty w wysokości 781 milionów euro. To gwałtownie pogorszyło nastroje wśród inwestorów i rynki Europy Zachodniej zaczęły dzień od spadków.
U nas spadek sprowadził WIG20 w okolice 1735 pkt. Pierwszym wsparciem jest poziom 1730 pkt na linii trendu wzrostowego, a następnie 1720 pkt – minimum ze środy. Zachowanie rynku w najbliższych godzinach determinować będą doniesienia o losach premiera i zachowanie inwestorów na rynkach zachodniej Europy.