Wczorajsza wielka przecena na GPW odarła ze złudzeń nawet bardzo dużych optymistów. Po raz kolejny warszawski parkiet pokazał swą wyjątkową niemoc. W spadkach wyprzedził nas tylko madrycki IBEX35, który obniżył się o ponad 8 proc., ale miało to przyczyny w wydarzeniach jakie rozgrywają się w Argentynie, bo związki hiszpańskich firm z tym latynoskim krajem są bardzo silne i musiało się to odbić na ich wycenie.
Tak znaczących powodów do drastycznych zniżek w Warszawie nie ma, a jednak często należymy do najsłabszych. Marnym pocieszeniem są spadające obroty ponieważ jest to po części wytłumaczalne znacznie niższą wyceną naszych spółek. Niemniej czasami odnosi się wrażenie jakby nikt nie był zainteresowany zakupem polskich akcji. Dobrze to ilustrują notowania Banku Handlowego, który na wczorajszej sesji stracił blisko 8 proc. przy zaledwie 34 tys. walorów jakie zmieniły właściciela.
Środowy przebieg handlu na Wall Street dostarcza sporo amunicji naszym niedźwiedziom. Indeksy w Nowym Jorku już od pierwszych minut zaczęły się osuwać pod ciężarem słabych raportów kwartalnych amerykańskich firm opublikowanych przed rozpoczęciem sesji. Strata Wachovii, choć spodziewana, to jednak w wielkości prawie 24 mld robiła wrażenie. Także rezultaty Boeinga i firm technologicznych nie mogły być zrównoważone przez lepsze wyniki podane przez McDonald’s, ale największym ciężarem były koncerny surowcowe.
Zniżką wśród firm ze składu prestiżowego indeksu Down Jones przewodziła Alcoa ( ponad 13 proc.). Ostro spadały wyceny spółek naftowych Exxon Mobil i Chevron. Na NYSE fatalnie zachowywała się firma wydobywająca miedź i złoto- Freeport-McMoRan, która z nawiązką oddała zyski z poniedziałkowej sesji. Taka postawa tej branży miała pełne uzasadnienie w gwałtownie spadających cenach surowców. Na giełdach towarowych można było dosłownie szukać z lupą takiego produktu, który byłby notowany na zielono. Ropa naftowa osiągnęła najniższą cenę od 16 miesięcy, a złoto nie miało tak niskiej wartości od 13 miesięcy.
Ostatecznie handel na Wall Street zamknął się potężnymi minusami. Indeks S&P500 stracił więcej niż 6 proc., a Nasdaq100 3,6 proc. Jednak mistrzami spadków na kontynencie amerykańskim zostały brazylijska Bovespa i argentyński Merval, którego gigantyczna przecena sięgała momentami 18 proc, a ostatecznie zakończyły notowania zjazdem o ponad 10 proc. Na azjatyckich parkietach po początkowej panice z czasem do głosu doszli kupujący i udało im się nieco zmniejszyć straty. Po godzinie 7 koreański Kospi tracił blisko 7 proc., a japoński Nikkei225 ok. 3 proc. Na tokijskiej giełdzie szczególnie boleśnie zapamiętają ten dzień akcjonariusze Mazdy i NEC, które zaliczały kilkunastoprocentowe zniżki.
Na rynkach finansowych trwa totalna wyprzedaż aktywów. Pod topór idą akcje, obligacje mniejszych państw oraz ich waluty, a przede wszystkim surowce i inne towary. Inwestorzy na wyścigi sprzedają prawie wszystko i uzyskane środki zamieniają na amerykańską i japońską walutę. Dolar i jen obecnie stają się najcenniejszą wartością.
W takiej atmosferze i programowej słabości GPW handel w Warszawie powinien
rozpocząć się od wyraźnych spadków indeksów i nowych minimów bessy, ale
wraz z upływem czasu jest szansa na uspokojenie nastrojów, chociaż na
większą aktywność popytu na blue chipach nie ma co liczyć. Dzisiaj dotrą do nas
dane z amerykańskiego rynku pracy. Analitycy prognozują liczbę wniosków osób po
raz pierwszy ubiegających się o zasiłek na 465 tys. i trudno tu się spodziewać
miłego zaskoczenia. Także kilka ważnych firm przedstawi swoje raporty kwartalne.
Uwagę będą przykuwać wyniki Credit Suisse, Xerox oraz koncernów
farmaceutycznych- Eli Lilly i Bristol-Myers.