Liczba tegorocznych debiutów będzie najniższa w historii GPW. Udział nowych spółek w kapitalizacji i obrotach rynku jest wręcz symboliczny. Sytuację mogą dopiero zmienić zapowiadane na 2003 r. prywatyzacje spółek z portfela Skarbu Państwa.
Wczorajszy debiut Emaxu był dopiero piątym — i prawdopodobnie ostatnim — w tym roku tego typu wydarzeniem na warszawskiej giełdzie. Choć wypadł bardzo okazale, różnica między kursem odniesienia a ceną debiutu sięgnęła aż 4600 proc. (nowy rekord, wcześniejszy należał do Bakomy), pozostają obawy o przyszłe trendy na walorze poznańskiej spółki. Tak ogromne przebicie jest bowiem rezultatem zaniechania przez spółkę oferty publicznej i wprowadzenia do notowań przez dotychczasowych akcjonariuszy walorów, których cena emisyjna wynosiła zaledwie 1 zł.
Podobnie jak w przypadku W. Kruk, Eldorado, Telmaxu czy Onetu, także akcjom poznańskiego integratora trudno będzie odgrywać znaczącą rolę na GPW. Wspomniane walory na razie wyróżniają się jedynie niską płynnością i nierzadko dosyć oryginalnym sposobem pojawienia się na warszawskim parkiecie. Na pierwszej sesji właściciela zmieniły zaledwie 393 akcje Emaxu z ogółem wprowadzonych na parkiet 1 681 580 walorów serii B. Jeśli Emax szybko nie zadba o poprawę płynności, nieuchronnie grozi mu spadek do drugiej ligi spółek giełdowych.
Niski free float to efekt zrezygnowania z przeprowadzenia emisji publicznej. Niemal 100 proc. akcji wielkopolskiego integratora znajduje się w posiadaniu BB Investment. Sytuację może zmienić ewentualna — tego typu spekulacje pojawiły się wczoraj na rynku — fuzja z Computerlandem.
— Jeżeli debiut giełdowy nie jest poprzedzony publiczną emisją akcji, to walory takiej spółki z góry są narażone na niską płynność. W efekcie, inwestorzy z dużą ostrożnością podchodzą do lokowania środków takich emitentów — podkreśla analityk jednego z zagranicznych banków.
Poznańska spółka w połowie ubiegłego roku bez powodzenia próbowała uplasować emisję akcji serii B po cenie 48 zł. Przed giełdowym debiutem padła deklaracja sprzedaży w transakcjach pakietowych około 20 proc. akcji inwestorom finansowym.
— Prowadzimy rozmowy na ten temat z grupą inwestorów finansowych — funduszy inwestycyjnych oraz emerytalnych — twierdzi Piotr Kardach, prezes Emaxu.
Kierownictwo spółki liczy, że już wkrótce uda się zawrzeć pierwsze transakcje. Jednocześnie Emax chce przeprowadzić w przyszłym roku nową emisję.
Zdaniem Pawła Turno, szefa rady nadzorczej Emaxu, jej głównym celem będzie przede wszystkim zdobycie środków na inwestycje. Sprawa płynności walorów ma więc charakter drugoplanowy.
Tegoroczni debiutanci mają śladowy, sięgający zaledwie 0,38 proc., udział w kapitalizacji GPW. Jeszcze niższy jest ich udział w obrotach. W większości przypadków transakcje ich walorami mają charakter czysto spekulacyjny i okazjonalny. Rynek z niecierpliwością czeka więc na dużych emitentów, w tym spółki z portfela resortu skarbu.
Na 2003 rok MSP przewidziało szereg ofert publicznych, które powinny rozruszać zarówno skostniały rynek pierwotny, jak i cały parkiet.
— Rynek dysponuje sporym zasobem środków i jest w stanie wchłonąć duże i atrakcyjne oferty. Niemal pewne jest, że znalazłoby się wielu chętnych do zainwestowania w akcje PZU czy BKO BP — mówi Marek Świętoń, analityk ING IM Polska.
Należy przy tym brać pod uwagę, że inwestorzy są coraz bardziej wymagający. Dlatego powodzenie kolejnych ofert publicznych w dużej mierze będzie zależało od poziomu ceny emisyjnej i atrakcyjności samej spółki. W tym kontekście już teraz analitycy spekulują, czy resortowi skarbu uda się znaleźć chętnych na akcje BGŻ, PKE, WSiP, Ruchu czy Polmosu Białystok.
— Sądzę, że MSP racjonalnie podejdzie do sprzedaży kolejnych spółek. Dużo będzie zależało od koniunktury na rynku. Nie można wykluczyć wycofania się z tych ofert, które pod względem cenowym nie będą satysfakcjonowały resortu skarbu — podkreśla Marek Świętoń.


