GPW zakończyła sesję połowicznym sukcesem

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 2008-06-05 17:56

Po kilku nerwowych dniach przyszedł czas na uspokojenie nastrojów na światowych giełdach. Co prawda wczoraj indeks DJI zanotował trzeci z rzędu spadek, ale był on symboliczny, a Nasdaq zdołał wypracować spory wzrost. Z banku Lehman Brothers, o którego los tak ostatnio się obawiano, napłynęły uspokajające informacje o braku zagrożenia niewypłacalnością i odpowiedniej płynności rezerw. Kupowano spółki finansowe, a drożejący dolar wzmacniał spadkową korektę na rynku ropy, co podnosiło m.in. kursy akcji producentów samochodów i linii lotniczych.

Pozytywny ton dominujący od rana na głównych rynkach Europy sprzyjał odreagowaniu głównych indeksów warszawskiej giełdy. Pojawiła się nadzieja, że po 2 proc. spadku Wig20 zdoła odrobić tę stratę na tyle, by wrócić ponad przełamane wsparcie na poziomie 2900 pkt.

Zgodnie z oczekiwaniami sesja zaczęła się wzrostem, ale ponownie rozczarowująco niskie obroty nie wróżyły najlepiej próbie pokonania bliskiego oporu. Chociaż przygniatająca większość blue chipów znalazła się nad kreską, popyt był zbyt słaby, by podbić wyraźniej kursy spółek o największym kalibrze. Stawce przewodziły mniejsze firmy, takie jak Polimex, Polnord czy Cersanit. Przecena na rynku surowcowym trzymała w szachu notowania PKN i KGHM. Traciły Lotos i Petrolinvest. Słabości surowcowych gigantów nie było w stanie zrównoważyć silne Pekao, zyskujące na koniec sesji ponad 2 proc.

Po początkowym wzroście nastąpiła stabilizacja indeksu i niestety aż do końca sesji nie udało mu się choćby dotknąć linii 2900 pkt., choć niewiele brakowało. Dwukrotnie na przeszkodzie stanęły informacje z zagranicy, które chwilowo studziły niezłą poza tym koniunkturę. W południe pojawiła się informacja o niespodziewanym spadku zamówień w niemieckim przemyśle, a tuż przed otwarciem notowań w Nowym Jorku rynki wystraszył prezes EBC, sugerując podwyżkę stóp w przyszłym miesiącu. Jean Claude Trichet dostrzegł potrzebę zacieśnienia polityki monetarnej w celu uniknięcia tzw. efektu drugiej rundy, gdy pojawia się inflacja płacowa.

Zawirowania na rynku walutowym po tej wypowiedzi nie przeszkodziły w pokaźnej zwyżce amerykańskich indeksów na początku notowań. Raport o liczbie zarejestrowanych w ub. tygodniu bezrobotnych okazał się zaskakująco dobry, co odebrano jako obiecujący omen przed jutrzejszym pilnie analizowanym raportem Departamentu Pracy. Sieci detaliczne Wal-Mart i Costco zanotowały spory wzrost sprzedaży w maju. Zmalały także obawy przed kolejną katastrofą w sektorze finansowym.

Warszawa wolała jednak zachować ostrożność i w rezultacie Wig20 odrobił niespełna połowę środowej straty, kończąc dzień na poziomie 2889 pkt. O wiele bardziej dramatycznie przebiegały notowania indeksu średnich spółek. Nieustępliwa od tygodni podaż zepchnęła mWig40 w okolice tegorocznego minimalnego poziomu zamknięcia z 21 stycznia. Ostatecznie indeks zakończył dzień 2 punkty powyżej tego krytycznego poziomu. To doskonale obrazuje siłę bessy na szerokim rynku, maskowaną nieco lepszą postawą największych spółek.  Warto zauważyć, że sWig80 już pokonał analogiczny poziom.

GPW nadal jest w stanie tylko kołysać się na falach wywołanych za granicą. Niebezpiecznie wygląda spadkowy dryf mniejszych spółek. Ich postępująca przecena obniża wartość jednostek funduszy, co z pewnością nie zachęca do inwestycji krajowych graczy. Zagraniczni natomiast nie palą się do zakupów, zadowalając się zyskami wynikającymi z umocnienia złotego.

To, czy Wig20 podąży śladem mniejszych braci zależy obecnie tylko od postawy amerykańskiego rynku. Dzisiaj jest tam nieźle, a spory wzrost indeksów mimo podanej niedawno informacji o rekordowej liczbie wszczętych procedur zajęcia niespłacalnych regularnie domów i znacznym wzroście opóźnień w płatności rat kredytów świadczy o nadal sporej odporności rynku na złe wieści. Być może jutrzejszy raport Departamentu Pracy przechyli szalę zwycięstwa na jedną ze stron.

Najistotniejsza jest ocena potencjalnej głębokości obecnej korekty. W tej chwili indeks S&P500 stracił od ostatniego szczytu niespełna 3 proc. Tymczasem cztery ostatnie korekty, począwszy od lipca ub. roku przekroczyły 9 proc. Najsilniejszy spadek – od szczytu w grudniu – wyniósł 16,6 proc., a najmniejszy – od szczytu w lutym – 9,4 proc. To by źle wróżyło akcjom. Z drugiej strony tak częste dwucyfrowe korekty można uznać za anomalię – od końca 2002 r. do lipca ub. roku indeks ani razu nie doświadczył 10 proc. korekty. Teraz zostało to nadrobione. Biorąc pod uwagę tylko ostatni rok można sądzić, że obecna korekta powinna jeszcze potrwać. Z dalszej jednak perspektywy statystycznej prawdopodobieństwo piątej z rzędu silnej korekty w tak krótkim odstępie czasu jest niewielkie. Dzisiaj amerykańscy inwestorzy stawiają swój kapitał na tę drugą opcję.