WIG20 zamiast wzrostów obniżył loty i przykleił się do poziomu 1700 punktów. Miejsce było idealne do postoju i wyczekiwania na ruchy zachodnich rynków. Mimo to, indeks zdołał się na nim utrzymać zaledwie do południa kiedy to spadki przybrały na sile. Wśród największych spółek najgorzej wyglądał ORLEN przeceniany o 6 procent i BIOTON tracący ponad 10 proc. Rósł jedynie KGHM, co nie dopuszczało do większej przeceny. Znacznie gorzej wyglądał szeroki rynek mniejszych spółek, gdzie wciąż nie ma najmniejszej ochoty na odbicie. Bessa króluje tam niepodzielnie od 1,5 roku.
Dane o przeciętnej płacy w kraju w grudniu oraz wzrostu zatrudnienia nie miały znaczenia. Krajowy rynek dalej mocno spadał, a pogorszenie sytuacji na giełdach w Niemczech tylko utrwaliło tendencję. Przyczyny wzmocnienia podaży trzeba upatrywać w coraz większym rozczarowaniu nowym rokiem. Inwestorzy liczyli, że zmiana kalendarza wyzwoli jakieś dłuższe odbicie a tymczasem kolejne dni to coraz gorsze wieści z gospodarek i spółek. Rekord pobił dziś angielski bank Royal Bank of Scotland. Poinformował, że może za 2008 rok może zanotować stratę 41 mld USD. W trakcie handlu przecena jego akcji sięgała 60 procent.
Na warszawskim parkiecie nie było aż tak źle, choć przecena ostatecznie
sięgnęła 3,5 procent. Sektor finansowy spisywał się najsłabiej głównie za sprawą
PEKAO i BRE tracących po 6 proc. oraz BZWBK i GETIN taniejących o 5 proc. Z
oczekiwanej spokojnej sesji zobaczyliśmy, że sprzedający wcale nie boją się
nowego prezydenta USA i są dominującą siłą na rynku. Obrót sięgnął 800 milionów
zł i nie jest to niczym wyjątkowym, ale jak na sesję bez amerykańskiego rynku i
przy dużej przecenie martwi.
Wciąż obowiązującym kierunkiem jest kierowanie
się na listopadowe minima. Jutrzejsze dobre wrażenie Obamy po zaprzysiężeniu na
prezydenta USA może nie wystarczyć w krótkim terminie do odrobienia
ostatnich strat.
Paweł Cymcyk
Analityk
A-Z Finanse