Gracze walutowi

Adam Sofuł
opublikowano: 19-12-2008, 00:00

Już nawet Polskie Stronnictwo Ludowe, które trudno zaliczać do ugrupowań euroentuzjastycznych, machnęło ręką na zastrzeżenia Prawa i Sprawiedliwości wobec wprowadzenia w Polsce euro. Wicemarszałek Sejmu Jarosław Kalinowski twierdzi, że trzeba wejść do korytarza walutowego mimo sprzeciwu PiS, bo partia Jarosława Kaczyńskiego chce mieć jedynie kolejne pole konfliktu. I trudno o trafniejszą ocenę. Bo zamiast koniecznej dyskusji np. o tym, czy polityka EBC będzie zawsze dobra dla polskiej gospodarki, biorąc pod uwagę pewne różnice w cyklach koniunkturalnych między krajami lub spodziewanych korzyściach dla eksporterów, PiS woli straszyć emerytów wziętymi z sufitu stratami.

Apele Prawa i Sprawiedliwości o przeprowadzenie referendum w sprawie wprowadzenia euro nie są niczym innym, jak tylko próbą mobilizacji eurosceptycznego elektoratu. Nie wiadomo bowiem, co owe referendum miałoby rozstrzygnąć — o przyjęciu wspólnej waluty Polacy już raz zdecydowali, głosując na tak w referendum akcesyjnym. Teraz referendum mogłoby dotyczyć jedynie terminu, co jest raczej kwestią techniczną, którą należałoby pozostawić ekspertom. A poza tym, jak je przeprowadzić, dać do wyboru dwie (lub więcej) dat i niech Polacy we właściwych okienkach zaznaczają, w którym roku chcieliby płacić w euro. A jeśli Polacy zdecydują się na 2012, a okaże się, że do tego czasu nie spełnimy kryteriów, to co wtedy?

Dyskusja o wprowadzeniu euro mogłaby być fascynująca, gdyby nie to, że politycy traktują je jako narzędzie. Nie byłoby w tym nic złego, bo w istocie euro nie jest celem, a właśnie niczym innym niż narzędziem, które ma ułatwić sprawne funkcjonowanie gospodarki. Dla jednych jest to jednak cel polityczny (bo będziemy bardziej europejscy), dla innych celem jest zwalczenie euro (bo stracimy narodową tożsamość, a poza tym to euro to jakieś dziwnie niemieckie). W obu przypadkach politycy stali się graczami walutowymi, którzy jednak nie chcą osiągnąć realnych zysków, lecz jedynie parę wirtualnych procent w sondażowych słupkach. Powinni jednak pamiętać, że rynek walutowy jest tylko dla najtwardszych graczy (dowody mamy z ostatnich dni) i można na nim sporo stracić. Nawet jeśli walutę przeznacza się na procenty poparcia. A może zwłaszcza wtedy.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu