Po wyraźnej zwyżce w zeszłym tygodniu (największej od początku kwietnia) można było wczoraj oczekiwać małego wzrostu indeksów albo, w najgorszym razie, neutralnego zamknięcia. Kiedyś krótkoterminowi inwestorzy muszą przecież zrealizować zyski. Rynkiem targały sprzeczne uczucia. Nadal taniała ropa i to mimo trwających w Nadżafie walk (ten temat już rzeczywiście inwestorom spowszedniał). Po prostu władze irackie poinformowały, że do normalnego poziomu zwiększyły dostawy do tankowców, a to wystarczyło, by przedłużyć korektę.
Już w piątek, w czasie sesji, nastąpił gwałtowny zwrot ceny z uformowaniem, zapowiadającej korektę, formacji objęcia bessy. Wydawałoby się, że taniejąca ropa powinna wystarczyć, by podnieść indeksy, ale jednocześnie wzmacniał się dolar i rosła rentowność obligacji. Mówiono, że to jest też skutek zmian na rynku ropy i po części tak było. W końcu tańsza ropa to mocniejsza gospodarka.
Te zmiany nie były korzystne dla rynku akcji. Mocny dolar to słabszy eksport (a przecież z eksportem ostatnio nie było dobrze), a rosnąca rentowność to wyższe stopy procentowe. Myślę jednak, że ruchy spoza rynku akcji nie miałyby takiego wpływu na indeksy, gdyby nie to, że Wal-Mart zmniejszył prognozy sierpniowej sprzedaży. Ponieważ to jest zwyczajowo sezon zwiększonej sprzedaży (ze względu na powrót do szkół) to inwestorzy zaniepokoili się, że konsumenci ograniczają wydatki. Przeceniał się cały sektor sprzedaży detalicznej. W sumie można powiedzieć, że sesja należała do przejściowych, wolumen był znikomy, a nastroje pozostają bycze.
Dziś nadal nie będzie ważnych danych makroekonomicznych. Trudno uwierzyć, by informacje o zamówieniach w przemyśle Eurolandu wpłynęły na rynek akcji (nawet ten europejski). Mogą jedynie lekko wpłynąć na rynki walutowe. Z ciekawością będziemy czekali na dane z amerykańskiego rynku nieruchomości, ale one dla kierunku indeksów też nie będą miały znaczenia. Pozostaje ropa, geopolityka i nastroje (a te są dobre).
W Polsce w czasie weekendu nic wielkiego się nie wydarzyło, ale w nadchodzących dniach można znaleźć zagrożenia dla obozu byków. Pierwsze jest najmniej ważne. To polityka, czyli niedzielna konferencją SdPl (z wnioskiem: gdyby dzisiaj było głosowanie nad wotum zaufania to byśmy go nie udzielili) oraz odwołanie premiera na Węgrzech. Namawiam, by o naszej polityce zapomnieć. Nastrój wynikający z węgierskich problemów politycznych często na chwilę przenosi się na cały region, ale to też nie jest dla nas ważne (zresztą na finiszu BUX wzrósł). Drugie zagrożenie to PKN Orlen i KGHM. Zaczęły się przesłuchania przed komisją i nie wiadomo, co podczas nich wyjdzie. Poza tym, gdyby taniała ropa, to zyski PKN będą się zmniejszać. Wczorajsze kurs spółki zachowywał się jednak bardzo dobrze, co oznacza, że inwestorzy zagrożenia, przynajmniej na razie, lekceważą. Patrzyłbym również na KGHM, bo jeśli cena miedzi wyjdzie dołem z wznoszącego się klina to może być nieciekawie. Trzecie zagrożenie to rozpoczynające się dziś posiedzenie RPP. Niby wiadomo, jaka będzie decyzja (podwyżka 25 pkt baz.), ale rynek często czeka na to, co się wydarzy. Wreszcie czwarte zagrożenie to wczorajsze dane makro. Bezrobociem nikt się nie przejmuje, a sprzedaż detaliczna rośnie. I właśnie to, że rośnie, może zwiększyć chęć RPP do podnoszenia stóp, a to nie jest dobra informacja.
Gdyby rynek chciał zachować się gorzej, niż można było przed sesją oczekiwać, to powody by się znalazły. I tak też się stało. Sesja była nudna, a dobra atmosfera na świecie nie dała GPW impulsu wzrostowego. Linia trendu na WIG20 została naruszona, ale bardziej istotny jest poziom 24050 pkt na WIG. Dopiero przełamanie tego poziomu (z rosnącym obrotem) uznałbym za ostateczny sygnał kupna. Pamiętajmy jednak, że oscylatory taki sygnał już dały, więc, nie zrażając się zachowaniem rynku, należy spokojnie czekać na kolejne sesje.