Grad kontra Pruski - do przerwy 0:1

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 2009-06-22 06:51

Pogłoski o odejściu prezesa Pruskiego mogą być mocno przesadzone. Ktoś posadę straci, ale niekoniecznie szef banku. Radę nadzorczą PKO BP poniosło. Teraz poniesie konsekwencje.

Niemal równo za tydzień zbiera się walne PKO BP, na którym — jak się powszechnie oczekuje — dojdzie do próby sił między właścicielem, czyli Ministerstwem Skarbu Państwa, a szefem zarządu banku. W zasadzie scenariusz jest już gotowy. Napisała go w minionym tygodniu rada nadzorcza, zgłaszając sprzeciw do pomysłu Jerzego Pruskiego, prezesa PKO BP, by wypłacić akcjonariuszom cały zysk z 2008 r. (2,8 mld zł, z czego dla skarbu około 1,5 mld zł), a w zamian zasilić bank kapitałami z planowanej na jesień emisji akcji za około 5 mld zł. Mało tego. Szef banku oraz jeden z członków zarządu nie zostali skwitowani przez to gremium. Rada nadzorcza przedłożyła walnemu wniosek o nieudzielanie absolutorium Jerzemu Pruskiemu i Tomaszowi Mirończukowi.

Pozornie dni prezesa i wiceprezesa są już policzone. Bardzo rzadko zdarza się, by walne nie poszło za głosem rady. Chyba że akcjonariat spółki jest skłócony i głosuje niejako przeciwko sobie. W przypadku PKO BP nie ma konfliktu między akcjonariuszami. Jest natomiast, co też uznać trzeba za ewenement, między właścicielem a kierownictwem spółki.

Jeszcze niedawno wydawało się, że sprawy dojrzały do tego, by minister skarbu zmienił prezesa banku PKO BP. Okazją miało być właśnie walne. Obecnie nie wydaje się to takie oczywiste.

— Jest problem z głosowaniem rady nadzorczej nad absolutorium dla prezesa Pruskiego. Wydaje się, że nieco ją poniosło i postąpiła niekoniecznie po myśli ministra skarbu — mówi nam anonimowo osoba zbliżona do rady nadzorczej.

Coś jest na rzeczy, ponieważ podobną wersję usłyszeliśmy w resorcie skarbu.

— Wszystkich nieco poniosły emocje. Teraz trzeba uspokoić sytuację — mówi pracownik ministerstwa.

Więcej o konflikcie wokół największego państwowego banku czytaj w poniedziałkowym "Pulsie Biznesu".