Grają na całego

Magdalena Laskowska
opublikowano: 2007-07-25 00:00

reportaż Czy po sprowadzeniu Stonesów do Polski można mieć jeszcze większe aspiracje? Jasne. Marek Szpendowski oraz Viva Art polują na Madonnę i Prince’a.

Mieli grać u nas w zeszłym roku, jednak kontuzja Keitha Richardsa spowodowała, że koncert odwołano. Teraz, ze względu na tragiczne wydarzenia we Francji i żałobę narodową w Polsce, ich występ też wisiał na włosku. Jednak mimo wszystko dziś wieczorem na Służewcu zagra, zaśpiewa i zatańczy światowa legenda muzyki rockowej, zespół z 47-letnią tradycją: The Rolling Stones. Dla czterech mężczyzn, którzy łącznie mają 254 lata, na Służewiec przyjdzie około 40 tys. osób. A to wszystko za sprawą agencji Viva Art, która po raz drugi zwabiła Stonesów do naszego kraju. Techniczne przygotowania do koncertu trwały tydzień. Scena, na której wystąpią, ma 30 m głębokości i 70 m szerokości, jest wysoka na 28 m. Imponujące? Jak Rolling Stonesi.

Biznes się kręci

Historia Viva Art zaczęła się w Szwecji, gdzie Marek Szpendowski mieszkał kilka lat.

— Poznałem wtedy wiele ciekawych osób, a w 1987 r. z jedną z nich, Larsem Olssonem, założyłem firmę, agencję muzyczną Viva Art Sweden — mówi Marek Szpendowski.

Pierwszy rok działalności zakończył się stratą. W następnym zaczęli zarabiać.

— Na początku organizowaliśmy koncerty i festiwale muzyki artystów chrześcijańskich. W 1991 r. udało się nam zrobić w Hiszpanii koncert pod hasłem „Legendy gitary”. Na jednej scenie spotkało się 23 najwybitniejszych gitarzystów, takich jak m.in.: B.B. King, Roger Waters, Paco de Lucia, Bob Dylan, Keith Richards czy Brian May. Imprezę transmitowały 42 stacje telewizyjne. To było coś — mówi Marek Szpendowski.

W 1992 r. wspólnicy zorganizowali w Zabrzu koncert Placida Dominga, rok później José Carrerasa i Montserrat Caballe. W następnym roku Viva Art Polska zaczęła działać jako odrębna spółka. Podobnie jak jej spółka matka organizowała imprezy muzyczne i produkowała koncerty. Wspólnicy zainwestowali po 8 tys. zł każdy w obu krajach i zaczęli działać na dobre.

— Od tamtej pory biznes jakoś sam się kręcił — opowiada współwłaściciel Viva Art.

Dzięki Viva Art muzyczne gwiazdy z całego świata zaczęły się pojawiać w Polsce coraz częściej. Jakie? Można wyliczać niemal w nieskończoność. W 1995 r. Elton John wystąpił w Poznaniu, a Luciano Pavarotti w Warszawie. Rok później na warszawskim Bemowie pojawił się wymodlony przez fanów Michael Jackson. Wówczas bilety na króla popu kupiło blisko 120 tys. osób. Rok 1998 był równie udany.

— Udało się nam zaprosić Stonesów do Polski na ich drugi występ w naszym kraju — mówi Marek Szpendowski.

Polska agencja zorganizowała wówczas koncert zarówno w Chorzowie, jak i w Moskwie. Rok później przygotowali trasę koncertową Gorana Bregovicia, którą obejrzało 60 tys. osób, a także pierwszy na świecie festiwal muzyki filmowej Music and Film Festiwal, którego sponsorem była Telekomunikacja Polska. Wydarzeniem 1999 r. stał się koncert Kayah & Bregović, co zaowocowało wspólną trasą koncertową obojga artystów w 2000 r. Ubiegłorocznym dużym przedsięwzięciem i ważnym wyzwaniem dla Viva Art stała się produkcja światowej prapremiery opery Rogera Watersa „āa Ira”.

— Dzisiaj mamy wyłączność dystrybucji tego widowiska na całym świecie. Dla nas to bardzo prestiżowa sprawa — zaznacza Marek Szpendowski.

Sztuka negocjacji

Największym problemem jest zawsze zdobycie na czas informacji, który artysta planuje trasę, bo na tym etapie składa się agentowi gwiazdy oferty finansowe. Drugim warunkiem bycia w branży jest wiedza o tym, jakich mniej więcej pieniędzy spodziewa się agent.

— Nie wygląda to tak, że dzwoni się do agenta z pytaniem, ile dany artysta kosztuje. Branża jest dość konkurencyjna, a na polskim rynku działa wiele mniejszych i poza nami jeszcze jedna większa agencja, dlatego ofertę finansową wysyła się do agenta bez wcześniejszych ustaleń. Trzeba być zorientowanym, żeby nie zaproponować zbyt dużej, ale też zbyt małej kwoty, bo wtedy nie dostaniemy odpowiedzi na ofertę — wyjaśnia właściciel muzycznej agencji.

Dzisiaj Viva Art jest w tak komfortowej sytuacji, że jeśli nawet złoży zbyt skromną propozycję, dostaje subtelne wskazówki od znanych od lat agentów.

— Jesteśmy rozpoznawalni na rynku międzynarodowym, dlatego łatwiej nam niż młodym i małym firmom. Pamiętam, że kiedyś zadzwonił do mnie znajomy agent i delikatnie zasugerował, że zaproponowałem zbyt niską cenę. Powiedział: Wiesz, mamy z twojego kraju bardziej agresywne oferty. Od razu wiedziałem, że muszę podwyższyć stawkę — śmieje się Marek Szpendowski.

Wzloty i upadki

Dzisiaj Viva Art swoim bogatym portofolio może imponować nie tylko krajowym, ale też międzynarodowym rywalom. Jednak w przeszłości nie obyło się bez wpadek.

— Wsypy się zdarzają. Nigdy nie można stuprocentowo oszacować, jak sprzedadzą się bilety. Naszą największą chyba wpadką był zaplanowany na noc sylwestrową w 1995 r. koncert José Carrerasa. Wówczas myślałem, że jesteśmy już normalnym krajem, w którym ludzie zechcą przyjść na koncerty właśnie w sylwestra. Jednak udało się sprzedać zaledwie kilka biletów i musiałem imprezę odwołać. Straciłem dużo pieniędzy, około 300 tys. dolarów, ale szczęśliwie większych wtop nie miałem — wspomina Marek Szpendowski.

Kiedy obok dużych sukcesów pojawiają się drobne pomyłki, porażki nie rzucają się w oczy. Człowiek uczy się przecież na błędach.

— Największym sukcesem była organizacja festiwalu muzyki filmowej w 2000 r., tym bardziej że jedną z wielu gwiazd tam występujących był Tom Waits. Negocjowałem z nim bite osiem lat — wspomina Marek Szpendowski.

Pod naporem marzeń

Najdroższą imprezą, jaką organizowała Viva Art, był koncert na powitanie nowego roku w Nowej Zelandii, z budżetem 25 mln dolarów.

— Jednak wbrew pozorom najlepiej zarabiamy na małych koncertach i imprezach, a nie na Rolling Stonesach — mówi Marek Szpendowski.

Najtańsi są jazzowi artyści, a najdrożsi, i to na całym świecie, właśnie Stonesi.

— Najmniej za występ płaciłem 10 tys. dolarów jazzowemu twórcy, najdrożsi artyści biorą od około 2 do 2,5 mln dolarów — wymijająco mówi właściciel Viva Art.

Ile za dzisiejszy koncert zgarnie żywa legenda muzyki?

— Tajemnica handlowa — mówi Marek Szpendowski.

Poza wielkimi koncertami Viva Art od trzech lat organizuje maleńki festiwal jazzowy Ladies Jazz Festival w Gdyni.

— Marzę, by w przyszłości zrobić z tego wielką imprezę dla kobiet — dodaje właściciel agencji.

Ma także inne marzenia.

— Nikomu nie udało się sprowadzić do Polski Madonny. Jeśli ogłosi kolejną trasę, na pewno będziemy się tym interesować. Moim marzeniem jest też koncert Prince’a w naszym kraju, bo na takich imprezach wypada on świetnie —zapewnia Marek Szpendowski.

Jednak nie samą muzyką człowiek żyje. Marek Szpendowski ma także inne artystyczne projekty.

— Jesteśmy zaangażowani w produkcję filmu rosyjsko-amerykańskiego i, szczerze mówiąc, ostatnio żyjemy tym bardziej niż koncertem Stonesów — dodaje. n

Toczące się kamienie

The Rolling Stones, legendarny zespół rockowy, powstał w 1960 r. w podlondyńskim Dartford, po przypadkowym spotkaniu w kolejce podmiejskiej dwóch kolegów z podstawówki: Micka Jaggera oraz Keitha Richardsa. Zadebiutowali na scenie 12 czerwca 1962 r. w klubie Marquee. W 1963 r. ukazał się pierwszy singiel „Come On”. Debiutancki album „The Rolling Stones” wyszedł w 1994 r. i dotarł na szczyt listy bestsellerów w Wielkiej Brytanii. W tym samym roku niesforni chłopcy ruszyli w pierwszą trasę po USA. Mają na koncie ponad 30 płyt i ponad 20 międzynarodowych tras koncertowych. W skład zespołu wchodzą poza założycielami kapeli: Ron Wood oraz Charlie Watts. Dinozaury rocka zagrają dzisiaj trzeci raz w Polsce.

Odszczepieniec z Pink Floyd

Roger Waters, brytyjski muzyk progresywny, gra na basie, gitarze akustycznej, śpiewa, komponuje i pisze teksty. Współtwórca Pink Floyd, z którym odnosił największe sukcesy. Rozstał się z zespołem w 1985 r. W zeszłym roku w Poznaniu odbyła się światowa prapremiera trzyaktowej opery Watersa i jego żony Nadine do libretta Etienne’a Roda-Gila „āa Ira”.

The Rolling Stones w liczbach

300

tys. Tyle osób w 1969 r. obejrzało w Hyde Parku koncert zespołu, poświęcony ich zamordowanemu gitarzyście Brianowi Jonesowi.

100

mln dol. Taki zysk netto rocznie ze sprzedaży płyt, pamiątek i koncertów osiągnęli w 1999 r. jako pierwsi w historii muzyki.

1015

zł Tyle kosztował najdroższy bilet na koncert legendy rocka.

Miłośniczka kabały

Madonna, właściwie Madonna Louise Ciccone Ritchie, amerykańska piosenkarka i aktorka, urodzona w 1958 r. w Bay City. Jedna z najpopularniejszych i najbardziej ekscentrycznych kobiet w świecie muzyki pop. W 1979 r. założyła swój pierwszy zespół, The Breakfast Club. Śpiewała w nim oraz grała na perkusji i gitarze. W 1983 r. wydała swój pierwszy album „Madonna”. Jej hity nieprzerwanie od blisko 30 lat utrzymują się na szczytach list przebojów. Według Księgi rekordów Guinnessa, wydanej w 2007 r., jest najlepiej zarabiającą piosenkarką w historii muzyki pop. Jesienią tego roku ukaże się album z najlepszymi remiksami piosenkarki. Polscy fani nie mieli jeszcze okazji posłuchać Madonny w naszym kraju.