Greckie eurorozterki

KMK
opublikowano: 2012-05-25 00:00

Czarny scenariusz Hellady jest coraz bardziej realny. Nie wszystkie obawy są już w cenach — mówią ekonomiści.

Temat Grecji już od dłuższego czasu jest głównym motorem spadków na rynkach. Obawy o sytuację polityczną tego kraju sprowadziły kurs eurodolara do najniższych wartości od dwóch lat. Nerwowa atmosfera wokół Grecji szkodzi również polskiej giełdzie.

W trakcie wczorajszej sesji WIG20 spadł w okolice 2009 pkt — to najniższy kurs od 2009 r. Na rynek wraca scenariusz wyjścia Grecji ze strefy euro. Niemieckie media donosiły w tym tygodniu, że Europejski Bank Centralny i Komisja Europejska opracowują plany awaryjne na wypadek pogorszenia się sytuacji w Grecji.

Na ten temat coraz częściej wypowiadają się również europejscy decydenci.

— W dłuższym terminie prawdopodobieństwo opuszczenia strefy euro przez Grecję oceniam na ponad 50 proc. — mówi Marcin Mrowiec, główny ekonomista Banku Pekao.

Zdaniem ekonomisty, Grecy mogą nie zgodzić się na dalsze drastyczne oszczędności budżetowe, które obniżają poziom życia. To sprzyja populistycznym hasłom, a część greckiej sceny politycznej jest za odejściem od współpracy z Unią Europejską. Dodatkowo skala oszczędności, koniecznych do otrzymania dalszej pomocy, może być dla Greków zbyt wysoka.

— Przeciętny człowiek nie myśli w kategoriach budżetu i makroekonomii. Grecy mogliby potraktować ogłoszenie bankructwa jako swoiste wyzerowanie liczników — dodaje Marcin Mrowiec.

Większym optymistą jest Adam Czerniak, ekonomista Kredyt Banku, ocenia szanse na opuszczenie strefy euro przez Grecję na 20 proc.

— Dzisiaj to prawdopodobieństwo na pewno jest wyższe niż przed wyborami i rośnie systematycznie od 2010 r. Grecja nie wyjdzie ze strefy euro z dnia na dzień, to proces, który wymagałby czasu — mówi Adam Czerniak.

Według ekonomistów, mimo ostatnich spadków kursu euro wobec dolara ewentualne wyjście Grecji ze strefy euro mogłoby namieszać na rynkach.

— Nie wszystkie obawy związane z Grecją są już w cenach. Inwestorzy mogliby zacząć szukać kolejnej ofiary wśród innych państw peryferyjnych Europy — dodaje Marcin Mrowiec.