Zgodnie z przeprowadzonymi w ostatni weekend aż pięcioma różnymi sondażami, zaplanowane na 17 czerwca wybory wygra konserwatywna i proreformatorska Nowa Demokracja, która nad lewicową koalicją Syriza ma teraz przewagę od 0,5 do 5,7 pkt proc. Pierwszy raz od wyborów z początku maja tak duża liczba sondaży wskazuje na prowadzenie proreformatorskiej partii (na trzecim miejscu plasuje się socjalistyczny Pasok, co daje możliwość stworzenia koalicji opowiadającej się za kontynuowaniem planów oszczędnościowych i pozostaniem w strefie euro).
— Wydaje się, że kampania przedstawicieli Unii Europejskiej, mająca na celu przekonanie Greków do dokonania „właściwego” wyboru, zaczyna odnosić skutek. Pomogła prawdopodobnie również ostatnia ofensywa medialna lidera Nowej Demokracji Antonisa Samarasa, uświadamiająca Grekom ryzyka związane z ewentualnym wyjściem Grecji ze strefy euro — uważa Radosław Bodys, główny ekonomista PKO BP.
W ostatnich spotach wyborczych lider Nowej Demokracji przekonywał, że wyjście ze strefy euro będzie oznaczać dla Greków utratę połowy wartości nieruchomości i gotówki oraz wzrost cen żywności o 25 proc.
Lekki powiew optymizmu
Dobre wieści z Grecji uspokoiły nieco inwestorów. Większość europejskich parkietów — w tym warszawski — zyskiwała w poniedziałek po około 1 proc. Także na rynkach walutowych można było zauważyć większą ochotę inwestorów do ryzyka — kurs EUR/USD ustabilizował się blisko poziomu 1,26, natomiast złoty zyskał do wspólnej waluty 0,5 proc.
— Wciąż o kierunku zmian decydują czynniki zewnętrzne — tym razem impulsemdo umocnienia złotego były sondaże w Grecji. Pytanie, jak trwałe będzie odreagowanie. Z sondażami nie wiązałbym wielkich nadziei — nawet wygrana sił prooszczędnościowych niczego nie zagwarantuje, bo inwestorzy będą wątpić, czy uda się wprowadzić wymagane przez Europejski Bank Centralny i Komisję Europejską zmiany — uważa Janusz Dancewicz, ekonomista DZ Bank Polska.
Niewiele wskazuje, by rytm handlu nad Wisłą miał się w bliższej perspektywie zmienić — nadal pozostanie on w cieniu Grecji i obaw o przyszłość strefy euro.
— Średnioterminowe perspektywy są dość mgliste, głównie ze względu na nieprzewidywalny rozwój wydarzeń w strefie euro. Chyba nikt nie jest obecnie w stanie przewidzieć, jaki będzie dalszy scenariusz zdarzeń, nawet w najbliższych miesiącach — mówi Sebastian Buczek, prezes Querqus TFI. Tej opinii nie zmienia fakt, że jego zdaniem, po 3,5 miesiącach spadków akcje polskich spółek są tanie.
Mimo powiewu optymizmu nadal nie brakuje inwestorów, którzy przygotowują się na opuszczenie strefy euro przez Grecję. W poniedziałek firma brokerska Newedge, wspólne przedsięwzięcie francuskich banków Societe Generale i Credit Agricole, ogłosiła, że rezygnuje z obsługi giełdy w Atenach w obawie przed wyjściem Grecji ze strefy euro. Natomiast największy brytyjski ubezpieczyciel Lloyds przygotowuje się nawet na wypadek upadku wspólnej waluty.
— Przygotowujemy się na możliwość ponownego przejścia na rozliczenia w wielu krajowych walutach zamiast euro. Mamy już scenariusz na ewentualny powrót drachmy — przyznał prezes ubezpieczyciela Richard Ward.
Hiszpańska łyżka dziegciu
Inwestorów coraz bardziej niepokoi sytuacja w innym państwie strefy euro — Hiszpanii. Bankia, czwarty co do wielkości bank w kraju, ogłosił, że będzie potrzebował nawet 19 mld EUR, by uniknąć bankructwa. W poniedziałek akcje banku z Walencji potaniały aż o 30 proc. Dokapitalizowania mogą potrzebować kolejne trzy średniej wielkości banki w tym kraju. Wsparcia potrzebują jednak już nie tylko tamtejsze banki, ale całe regiony. Najbogatszy region Hiszpanii — Katalonia, poinformował, że bez pomocy rządu centralnego będzie miał problemy z dalszym rolowaniem długu. Na efekty nie trzeba było długo czekać.
— Różnica między rentownościami 10-letnich obligacji Hiszpanii i Niemiec wzrosła do 512 punktów i jest to najwyższy poziom, odkąd Hiszpania znalazła się w strefie euro. Rentowność papierów hiszpańskich wzrosła do 6,502 proc., czyli najwyższego poziomu od listopada 2011 r. — zauważa Radosław Wierzbicki, analityk Noble Securities.
Także inwestorzy na hiszpańskim rynku akcji nie podzielają ogólnoeuropejskiego optymizmu — główny indeks na tamtejszym parkiecie, Ibex35, tracił wczoraj prawie 2 proc.