Choć rynki finansowe przeżywają zawirowania podobne do tych po upadku banku Lehman Brothers, na polskie obligacje utrzymuje się silny popyt. Ministerstwo Finansów sprzedało w środę 5-letnie obligacje za 2,99 mld zł przy popycie wynoszącym 7,22 mln zł. Rentowność wyniosła 5,14 proc., co oprócz ostatniej kwietniowej emisji jest najniższym kosztem zaciągania długu od maja 2007 r.
Dobry początek
- Wpływ zawirowań na rynkach na finansowanie potrzeb pożyczkowych jest ograniczony. Sfinansowaliśmy już około połowę całorocznych potrzeb, dlatego możemy łagodnie przejść przez ten trudny okres – mówi Piotr Marczak, dyrektor Departamentu Długu Publicznego w resorcie finansów.
Pospiech w pożyczaniu pieniędzy się opłacił. Od początku roku resort finansów sprzedał już papiery skarbowe za około 100 mld zł. Teraz może nie spieszyć się z nowymi emisjami.
- Kto w czasie wichury nie musi wychodzić na rynek, ten tego nie robi. Nawet gdy jest daleko od epicentrum. Dobry początek roku pozwolił nam sprzedać dużo obligacji, a przed nami jeszcze ciągnięcia kolejnych pożyczek w międzynarodowych instytucjach. Zgromadziliśmy znaczne rezerwy, co daje nam komfort przeczekania tego trudnego okresu. Osłabienie złotego wykorzystujemy wręcz do zamiany części walut na złote – tłumaczy Piotr Marczak.
Poprzednia emisja obligacji (z 5 maja) wzbudziła jednak mieszane nastroje analityków. Rentowności polskich papierów pierwszy raz w tym roku poszły w górę.
- Biorąc po uwagę nerwową atmosferę rynkową, w jakiej odbył się ten przetarg, nie uważam, że był on nieudany. Wręcz przeciwnie – potwierdził, że skutki kryzysu finansowego docierają do nas przefiltrowane. Zgłoszono znaczny popyt, sprzedaliśmy tyle, ile zakładaliśmy. Rentowności wzrosły, ale od najniższego poziomu od trzech lat – zaznacza Piotr Marczak.
Centralne zaufanie
Polska miała sporo szczęścia. Zawirowania na rynkach wybuchły wtedy, kiedy polskie papiery zyskały renomę, jakiej nie miały nawet w okresie silnej koniunktury. Naszymi obligacjami w ostatnich miesiącach interesowały się nawet banki centralne z całego świata, w tym z Azji. Tylko w marcu pożyczyły Polsce 400 mln zł. Nieoficjalnie mówi się, że w polskie papiery w ostatnim czasie inwestuje nawet bank centralny Chin.
- Przy ostatniej sprzedaży euroobligacji zanotowaliśmy rekordowo wysoką aktywność banków centralnych. Sprzedaż do tych inwestorów stanowiła 9 proc. całej emisji. Były to europejskie i azjatyckie banki centralne– mówi Piotr Marczak.
Obecność banków centralnych na skarbowych przetargach świadczy o sporym zaufaniu do państwa. Tacy inwestorzy z założenia wybierają bowiem tylko najbezpieczniejsze aktywa. Dlatego Ludowy Bank Chin od lat wykupuje na ogromną skalę obligacje USA. Idziemy drogą Amerykanów?
- Skala jest nieporównywalnie mniejsza, ale biorąc pod uwagę nasz rating, można powiedzieć, że Polska cieszy się wyjątkowo dużym zainteresowaniem banków centralnych. Zwykle kupują one obligacje krajów z najwyższymi ratingami – mówi Piotr Marczak.
Zielona wyspa nęci
Do polskich papierów przyciąga przede wszystkim wyjątkowo stabilna gospodarka.
- Polska jest ciągle jednym z liderów wzrostu gospodarczego w Europie, z dobrym bilansem płatniczym, relatywnie niskim długiem publicznym i stabilną polityką gospodarczą. Jesteśmy też dość daleko od Grecji i nie planujemy prędko wchodzić do strefy euro. Analitycy banków centralnych widzą, że ryzyko jest relatywnie niewielkie – tłumacza Marcin Mróz, główny ekonomista Fortis Banku.
Ostatnie wydarzenia na rynkach finansowych – zwłaszcza gwałtowne osłabienie złotego – może jednak nieco zniechęcić banki centralne do finansowania polskiego długu. Jednak kontaktów z Polską raczej nie zerwą.
- Banki centralne z pewnością zobaczyły w ostatnich dniach ryzyko, że mogą więcej stracić na osłabieniu złotego, niż zarobią na obligacjach. Nadal widzą jednak nasze silne fundamenty. Dokonały przewartościowań. Polska choć nie jest w strefie euro, jest bardziej godna zaufania niż np. Grecja – mówi Adam Antoniak, ekonomista Banku BPH.
