Strajki pogłębią recesję i odstraszą turystów – uważają eksperci
Do trzech razy sztuka? Nie w przypadku Hellady. Tym razem strajkujący zebrali krwawe żniwo.
Sytuacja na greckich ulicach przypominała wczoraj piłkarskie derby w najgorszym wydaniu. W stronę policji rzucane były kamienie i koktajle mołotowa. Agresywny kilkunastotysięczny tłum skandujący hasło "złodzieje, złodzieje" nie oszczędzał też budynków. Podpalono m.in. ateński bank. W pożarze zginęły co najmniej trzy osoby. W Salonikach, na północy Grecji, przez centrum przemaszerowało 20 tys. osób. Młodzież niszczyła okna sklepów i barów szybkiej obsługi. Do uspokojenia tłumu policja musiała użyć gazu łzawiącego oraz granatów ogłuszających. W efekcie już trzeci raz w tym roku Grecja stanęła z powodu generalnego strajku. Wczoraj znów sparaliżowana była komunikacja lotnicza, kolejowa i promowa. Nie dział też sektor publiczny.
Nie chcą cięć
Zamieszki to efekt ogłoszonego w weekend przez rząd projektu ograniczenia wydatków. Chodzi m.in. o zawieszenie wypłat dodatków pracownikom administracji publicznej i emerytom (tzw. trzynastek i czternastek), podniesienie wieku emerytalnego kobietom (do 65. roku życia) i podniesienie podatków. To warunek postawiony przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy i kraje strefy euro, aby udzieliły Grecji 110 mld EUR pożyczki (na trzy lata) w związku z gigantycznym zadłużeniem. W tym roku deficyt finansów publicznych ma sięgnąć 12,7 proc. PKB. Tymczasem limit ustalony przez Unię Europejską to 3 proc.
— Związki zawodowe w całej Europie solidaryzują się z Grekami. Obecna kiepska sytuacja kraju nie jest przecież winą pracowników, emerytów czy rencistów. Dlatego nie powinni oni płacić za kreatywną księgowość elity — twierdzi Jan Guz, przewodniczący OPZZ.
Wtóruje mu Janusz Śniadek, przewodniczący NSZZ Solidarność.
— Grecki rząd prowadząc kreatywną księgowość oszukał nie tylko Greków, ale całą Europę, za co zapłacimy wszyscy — mówi Janusz Śniadek.
Jego zdaniem, rząd nie informował społeczeństwa o bardzo złej sytuacji finansowej kraju. Nie podjął dialogu i próbuje narzucić niekonsultowaną terapię.
— To lekcja dla innych krajów, że dialog społeczny jest niezbędny — ostrzega przewodniczący NSZZ Solidarność.
— Pomysły greckiego rządu nie powinny być tak drastyczne i powinny być rozłożone na lata. Grekom trzeba współczuć — uważa Jan Guz.
Cios w gospodarkę
Zdaniem Krzysztofa Rybińskiego, profesora SGH i byłego wiceprezesa NBP, parlament w Atenach prawdopodobnie zatwierdzi pakiet cięć fiskalnych.
— To doprowadzi to do kolejnych strajków. Grecy to społeczeństwo, które nie znosi wyrzeczeń — twierdzi Krzysztof Rybiński.
Strajki w Helladzie to kolejny cios w gospodarkę, której sytuacja już teraz jest bardzo zła.
— Brak stabilnej sytuacji spowoduje, że turyści, którzy dużo wnoszą do greckiego budżetu, będą ją omijać, co jeszcze bardziej powiększy dziurę w finansach. W efekcie recesja będzie głębsza niż oczekują ekonomiści — mówi Krzysztof Rybiński.
Jego zdaniem, 110 mld EUR pożyczki na długo nie pomoże Grecji, która będzie w stanie spłacać długi najwyżej przez pół roku.
— To, że nie odda pieniędzy wszystkim wierzycielom jest pewne. Podobnie jak to, że w ciągu kilku kwartałów będzie zmuszona ogłosić bankructwo — twierdzi Krzysztof Rybiński.
Paradoksalnie — Polacy powinni być "wdzięczni" za greckie zamieszki, bo ich skutkiem jest osłabianie złotego.
— Wspiera to polskich eksporterów, co przekłada się pozytywnie na całą gospodarkę — mówi Krzysztof Rybiński.
Dlatego też bardzo mało prawdopodobne, aby podobne strajki mogły mieć miejsce nad Wisłą.
— Na tle greckich strajków Polska, gdzie dochodziło w ostatnich latach do wielu protestów, okazuje się oazą spokoju. Tak dużych napięć społecznych nie było u nas od ponad 20 lat — mówi Janusz Śniadek.
